PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Abba, ojcze

(6,04,2005 źródło Asme)

1. Żegnamy we łzach naszego wspólnego ojca, ojca świętego Jana Pawła II. Na naszych oczach się zestarzał, był już przed laty ciężko ranny, tylko cudem ocalał, potem wiele razy obłożnie chorował, pod koniec z trudem oddychał i nie mógł mówić, a mimo to śmierć nadeszła dla nas tak niespodziewanie... Osierocił nas - przede wszystkim Polaków, ale również i inne narody katolickie, i w ogóle ludzi dobrej woli. Jego pontyfikat był tak długi, że większość kardynałów nie pamięta, jak się wybiera podczas konklawe nowego biskupa Rzymu. I był tak owocny, jak żaden inny. Przeorał naszą świadomość chrześcijańską i zmienił oblicze Europy Środkowej i Wschodniej, doprowadzając do upadku Imperium Zła. Sprawdziły się wypowiedziane na łożu śmierci słowa księdza Prymasa Augusta kardynała Hlonda, że zwycięstwo narodu polskiego przyjdzie przez różaniec z rąk Najświętszej Maryi Panny. Prymas Hlond nie przewidział wszelako, że papież Wojtyła poprowadzi do zwycięstwa przez Maryję całą reakcję łańcuchową aksamitnych rewolucji - istną Wiosnę Ludów na jesieni 1989 roku. I że reakcja łańcuchowa na tym się nie skończyła. Wciąż trwa.
Przed pielgrzymką ojca świętego Jana Pawła II na Ukrainę w 2001 roku wziąłem wywiad w tej sprawie u ówczesnego ambasadora Ukrainy - znanego poety Dmytra Pawłyczki. Zatytułowałem go słowami ojca świętego z mszy świętej na placu Zwycięstwa w Warszawie w czerwcu 1979 roku: "Niech zstąpi Duch Twój". I proszę, stało się, zstąpił na Majdan Nezałeżnosti w Kijowie, jak nieco wcześniej zstąpił na prospekt Szoty Rustawelego w Tbilisi podczas rewolucji róż. Przypomnijmy, że i w Biszkeku ojciec święty odprawił w swoim czasie mszę świętą ku oburzeniu moskiewskich komentatorów telewizyjnych. Niech mają się więc na baczności ci postkomunistyczni władcy postsowieckich republik, którzy podobnie jak Leonid Kuczma, Eduard Szewardnadze oraz Askar Akajew, zaprosili Jana Pawła II do swoich krajów. Niech mają się na baczności również i ci, którzy go do siebie nie dopuścili. Władysław Gomułka nie dopuścił, jak wiadomo, w 1966 roku Pawła VI do Polski, ale nie na wiele tow. Wiesławowi to się zdało. Obalił go po czterech latach bunt robotników na Wybrzeżu, rozgniewanych podwyżką cen żywności tuż przed świętami Bożego Narodzenia. I dziś w krajach WNP zwyczajowe "cuda nad urną" (zwane w Rosji czynnikiem administracyjnym) mogą się okazać zbyt słabe wobec woli szerokich rzesz wyborców, domagających się zmian. Tym bardziej, że zmarły papież nie potrzebuje już teraz wizy Moskiewskiego Patriarchatu na przekroczenie granicy państwowej.
Jan Paweł II stał się w oczach milionów ludzi spragnionych chleba i sprawiedliwości patronem rewolucji bez użycia przemocy, albo - jak się wyraził cytowany przez Adama Michnika Czesław Miłosz - insurekcji bezkrwawej. Był wszak ojcem chrzestnym "Solidarności" od jej pierwszych dni sierpniowych, gdy obawiający się rozwiązań siłowych stoczniowcy wieszali na bramach swych zakładów portrety polskiego papieża obok obrazów Matki Bożej niczym cudowną tarczę chroniącą przed zgubą. W stanie wojennym i po nim to Jan Paweł II był prawdziwym, niekwestionowanym przywódcą wszystkich odłamów "Solidarności", gdy Lech Wałęsa pozostał przywódcą jedynie odłamu okrągłostołowego. I nawet w kierownictwie tego wałęsowego odłamu spierające się strony zwracały się w trudnych sprawach do Stolicy Piotrowej z prośbą o rozstrzygającą opinię polskiego papieża jako autorytetu najwyższego. Był autorytetem najwyższym nie tylko dla nas, Polaków, ale dla całego świata. Widać to teraz po reakcji świata na jego śmierć. Żałoba jest tak powszechna, że skurczyły się do minimum kąśliwe uwagi jego ideowych wrogów w postępowych i lewicowych mediach. Jest tego tylko tyle, byśmy nie zapominali, że był on znakiem sprzeciwu.

Gdy kardynała Karola Wojtyłę wybrano na papieża, pytały mnie koleżanki w pracy w Dziale Planowania w Centralnym Laboratorium Optyki na Kamionku, czy się jako Polacy nie zblamujemy. Odpowiedziałem im, że wysłaliśmy nasz najlepszy towar eksportowy. Od dłuższego czasu śledziłem bowiem z najwyższym uznaniem jego poczynania i byłem przekonany, że Karol Wojtyła da sobie radę na stolicy Piotrowej. (Dodam z dumą, że wiedziałem też, iż kardynał Wojtyła słyszał od 1966 roku o moim istnieniu, wtedy bowiem mój ówczesny przyjaciel Bernard [dziś Bolesław] Tejkowski otrzymał u niego audiencję, powołując się przy sposobności na znajomość ze mną. Oczywiście nie mogłem nawet marzyć wówczas, że dostąpię zaszczytu spotkania z Ojcem Świętym w delegacji internowanych w kościele ojców kapucynów na Miodowej i ucałowania jego ręki podczas pamiętnej pielgrzymki do kraju w 1983 roku. Dodam jeszcze gwoli jasności, że Benio Tejkowski był w 1969 roku świadkiem oskarżenia na moim procesie pomarcowym, ratując honor munduru SB swymi kłamstwami o mnie. Zapytany przez mego obrońcę, doktora Kazimierza Łojewskiego o kontakty z hierarchami katolickimi, uznał je za swój wielki błąd). Nie zdawałem jednak sobie sprawy, jak wspaniały będzie to pontyfikat. Karol Wojtyła nie był bowiem zwyczajnym księdzem. Zanim przyjął święcenia kapłańskie, miał już bogaty w doświadczenia życiorys: pracował jako robotnik w kamieniołomach, konspirował w czasie okupacji, był aktorem, poetą, dramaturgiem, filozofem, teologiem, ba, nawet sportowcem. Wszystkie te umiejętności złożył na ołtarzu Pańskim. Jako Polak wniósł nieznane w Rzymie doświadczenia ze swego kraju ojczystego: żydzi i tatarscy muzułmanie byli u nas naszymi zwyczajnymi sąsiadami. Janowi Pawłowi II łatwiej było jako papieżowi przekroczyć progi rzymskiej synagogi, gdyż parokrotnie zdarzyło mu się nawiedzić synagogę w Wadowicach, i dla niego - mieszkańca żydowskiej kamienicy - Żydzi nie byli pojęciem abstrakcyjnym, znanym jedynie z lektur. Bez jego doświadczenia okupacji hitlerowskiej, a następnie życia w kraju satelickim, opanowanym przez bezbożny komunizm, zwalczający na każdym kroku Kościół katolicki, niemożliwa byłaby jego rola w obaleniu Imperium Zła. Górował on moralnie i intelektualnie nad swymi przeciwnikami na Kremlu czy w warszawskim Białym Domu, a zdawał sobie sprawę, że gdyby nie Kościół - byłby jako osoba głęboko wierząca nikim w swoim kraju, rządzonym przez komunistów. Rozsławił jak nikt imię Polski i Polaków, ale i zabrał z kraju swego urodzenia i wychowania wszystko, co najlepsze. Juliusz Słowacki wyśnił w XIX wieku obraz słowiańskiego papieża, ale papież-Polak znacznie przekroczył tę nieosiągalną zdawałoby się poprzeczkę. Dlatego mamy prawo czuć się z niego dumni jako naród, jako zbiorowość historyczna. Jako uczestnicy rewolucji solidarnościowej możemy być również dumni z tego, że byliśmy uczestnikami jego insurekcji, żołnierzami tych dywizji papieskich, w których istnienie nie chciał wierzyć tow. Stalin. Te dywizje będą się jeszcze długo śniły różnym tyranom jako gorejący znak na ścianie ich pałaców.

2. W Polsce wszyscy zapisali się do jego obozu, a niektórzy nawet usiłują jak zwykle stanąć na jego czele. Nieraz popełniają przy tym gafy. "Gazeta Wyborcza" powierzyła napisanie programowego artykułu swemu naczelnemu redaktorowi Adamowi Michnikowi, nie zrażona, że przyjaźni się on z Jerzym Urbanem, ostatnio skazanym za szkalowanie papieża. Adam napisał zgrabny jak zwykle artykuł, aliści zawierzył nazbyt słowom naszego noblisty Czesława Miłosza i dał się mu wyprowadzić na manowce myślowe. (Dawniej Adam cytował z zamiłowaniem śp. Zbigniewa Herberta, ale te czasy już minęły wskutek różnic politycznych pomiędzy nimi). Co gorsza, redakcja "GW" błąd naszego wieszcza wybiła jako tytuł: "Polska dostała króla, o którym śniła". Tymczasem kardynał Karol Wojtyła jako metropolita krakowski (acz związany duchowo z katedrą królewską na Wawelu), a tym bardziej jako papież Jan Paweł II ani w głowie nie mógł mieć królowania narodowi polskiemu. W Kościele katolickim królem jest zawsze Jezus Chrystus i na zakończenie roku liturgicznego obchodzimy co roku święto Chrystusa Króla. Tak jest od tysiącleci, gdyż już chrześcijanie rzucani lwom na pożarcie śpiewali: Christus vincit, Christus regnat, Christus, Christus impera, co po polsku brzmi: Chrystus wodzem, Chrystus królem, Chrystus, Chrystus władcą nam. Jan Paweł II był namiestnikiem chrystusowym oraz następcą św. Piotra jako biskup Rzymu i jako taki przewodził wszystkim władcom ziemskim, o ile zechcieliby stosować się do jego nauk. (Mord popełniony ostatnio na oczach świata w majestacie amerykańskiego prawa na biednej Teresie z Schindlerów Schiavo, zaprzedanej na zatracenie jej wiarołomnemu mężowi wykazuje naocznie, jak wiele dzieje się w świecie wbrew nauczaniu papieskiemu.) A przede wszystkim przewodził ludowi Bożemu na całej ziemi, ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej oddanych mu Polaków. Niech więc narodowe rekolekcje spowodowane jego śmiercią i pogrzebem utwierdzą w nas wolę wypełnienia co do joty jego testamentu krzewienia wiary i miłości do Boga i ludzi.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |