PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Z Boga i Ojczyznę - Męczeństwo księdza Suchowolca

(5,01,2004 źródło Asme)

W styczniu 1989 roku w okresie przygotowań do zwołania konferencji "okrągłego stołu" pomiędzy rządem a opozycją solidarnościową siepacze z tajnego "szwadronu śmierci" Służby Bezpieczeństwa zamordowali skrytobójczo dwóch znanych kapłanów katolickich. W Warszawie 22 stycznia zginął proboszcz kościoła pw. św. Karola Boromeusza na Powązkach - ksiądz prałat Stefan Niedzielak - wieloletni kapelan Rodzin Katyńskich oraz twórca Sanktuarium Polaków Poległych na Wschodzie. Jak opowiadał mi przyjaźniący się z nim działacz opozycji niepodległościowej, śp. Wojciech Ziembiński, 75-letni ksiądz Niedzielak zginął wieczorem u siebie w mieszkaniu na plebanii od ciosu w kark zadanego przez ubeckiego karatekę. Jakiś czas przed śmiercią otrzymywał anonimowe pogróżki o czekającej go rychło śmierci.
Dosłownie kilka dni później również w nocy (z 29 na 30 stycznia) w swym mieszkaniu na plebanii przy białostockiej parafii pod wezwaniem Niepokalanego Serca Maryi został zamordowany miejscowy wikariusz i zarazem płomienny kapelan podziemnej "Solidarności" oraz nielegalnej Konfederacji Polski Niepodległej 30-letni zaledwie ksiądz Stanisław Suchowolec. By uciszyć organizatora nabożeństw za Ojczyznę, mordercy wywołali mały pożar w jego mieszkaniu, w wyniku którego śpiący ksiądz i pilnująca go suka Nika udusili się od czadu, czyli tlenku węgla zawartego w dymie. Początkowo władze PRL-owskie obarczały odpowiedzialnością za śmierć samego księdza, zwalając winę na uszkodzony termowentylator. Jednak w rozmowie ze mną już w III Rzeczypospolitej prokurator wojewódzki Lech Lebensztejn potwierdził, że pożar został wzniecony przez nieznanych sprawców z wiadomego urzędu (skorzystałem z przesłuchania na okoliczność tajemniczej śmierci księdza Suchowolca przez prokuraturę wojewódzką w Białymstoku mego przyjaciela, działacza podziemnej "Solidarności" Zygmunta Krzemińskiego pseudonim "Kmicic" i zabrałem się z nim jego samochodem do Białegostoku, by prosić prokuratora Lecha Lebensztejna o wywiad, który ukazał się wtedy w "Tygodniku Solidarność"). Podczas prowadzonego przez PRL-owską prokuraturę pierwszego śledztwa mec. Lech Lebensztejn był urzędowym obserwatorem z ramienia Kurii Biskupiej w Białymstoku i dobrze znał okoliczności sprawy.
Jak podaje biograf zamordowanych przez SB księży Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha, red. Zbigniew Branach, ksiądz Stanisław urodził się 13 maja 1958 roku w Białymstoku w rodzinie dawnego żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, czemu zawdzięczał "niezdrowe" w warunkach PRL-owskiej szkoły zainteresowanie historią najnowszą Polski. Był jedynakiem. Po ukończeniu III Liceum Ogólnokształcącego w roku 1977 podjął studia w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku. W czerwcu 1982 roku został diakonem, zaś po roku 11 czerwca 1983 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk księdza biskupa Edwarda Kisiela. Wówczas też otrzymał nominację na wikariusza w parafii pod wezwaniem świętych apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli, skąd pochodził głośny już wtedy kapelan warszawskiej "Solidarności" ksiądz Jerzy Popiełuszko. Rychło się poznali w rodzinnej wsi Popiełuszków Okopy i odtąd starszy o 11 lat ksiądz Jerzy stał się wzorem dla młodego 25-letniego kapłana. Pod koniec lata 1984 roku podczas mszy świętej odprawianej przez księdza Suchowolca ksiądz Popiełuszko wygłosił patriotyczne kazanie. Ponieważ ksiądz Jerzy był przedmiotem ubeckiej nagonki prowadzonej m.in. przez rzecznika rządu, min. Jerzego Urbana, znając więc realia PRL, powiedział żartem do swej matki: "Mamo, nie martw się. Jeśli - nie daj Boże - mnie się coś stanie, to przecież Staszek mnie zastąpi". Obaj księża umówili się nawet na jesieni 1984 roku, że w dniu święta narodowego 11 listopada - skazanego przez komunistów na zapomnienie - odprawią na wzór warszawskich mszy księdza Jerzego za Ojczyznę wspólnie koncelebrowaną mszę w kościele w Suchowoli. Niestety, 19 października ksiądz Jerzy został porwany przez zbirów z SB pod komendą kapitana Grzegorza Piotrowskiego i po ciężkich torturach zamordowany. Wierni z Suchowoli pod kierownictwem księdza Stanisława udali się autokarem do Warszawy na pogrzeb swego krajana. Natomiast 11 listopada odbyła się w Suchowoli msza za Ojczyznę odprawiona przez dziesięciu księży - kolegów księdza Jerzego z warszawskiego seminarium pod przewodnictwem księdza biskupa Edwarda Kisiela. W mszy udział wzięły tłumy parafian z Białegostoku oraz delegacje solidarnościowców z wielu miast Polski. Ksiądz Stanisław wygłosił porywające kazanie patriotyczne. Tak ksiądz Suchowolec przejął pałeczkę po swym starszym koledze w kapłaństwie, odprawiając co miesiąc mszę za Ojczyznę. Pierwszy w Polsce zainicjował modły o rychłą beatyfikację księdza Jerzego. Natychmiast zareagowały na to odpowiednie czynniki. Funkcjonariusze SB z Białegostoku asystowali każdej takiej mszy. Następnie dla upamiętnienia męczeństwa księdza Jerzego postawiono przy kościele w Suchowoli brzozowy krzyż z tabliczką informującą, iż ksiądz Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez funkcjonariuszy SB. Następnie w salce katechetycznej powstała Izba Pamięci księdza Jerzego. Przy kościele usypano symboliczny grób kapłana-męczennika. Na msze za Ojczyznę przyjeżdżały pielgrzymki z całej Polski, a w ich składzie znani działacze podziemnej "Solidarności". Kierownictwo kiszczakowego MSW, które chciało pozbyć się kłopotów związanych z działalności księdza Jerzego, rychło się przekonało, iż z jego męczeńską śmiercią tych kłopotów przybyło. Zareagowali na nie wszelako w sposób dla uboli standardowy. Ksiądz Stanisław zaczął otrzymywać pogróżki telefoniczne i listowne, że zdechnie jak Popiełuszko. Następnie kilkakrotnie go pobito. Podczas jednego z pobić w Suchowoli ubole pokrzykiwali: "To za >Solidarność<. Wybijemy ci ją, gnoju, z głowy!". Nieznani sprawcy wielokrotnie uszkodzili księdzu samochód, by spowodować groźny dla jego życia wypadek. Ofiarą takiego wypadku stał się na wiosnę 1985 roku kolega księdza Stanisława Tomasz Zieniuk. W owym czasie sprawy księdza Stanisława w białostockim SB prowadził kapitan Włodzimierz Wasiluk, później podporucznik Marek Czyż. Organa SB domagały się od władz kościelnych zabrania niepokornego księdza z Suchowoli, zapominając, że w PRL nie ma Syberii dla zesłania nieprawomyślnych elementów.
W czerwcu lub lipcu 1986 roku pod naciskiem SB władze kościelne przeniosły księdza Suchowolca do rodzinnego miasta i skierowały na wikariusza do parafii Niepokalanego Serca Maryi w białostockich Dojlidach. Skutki tej decyzji były do przewidzenia. 17 września tegoż roku ksiądz Stanisław wygłosił płomienne kazanie w rocznicę najazdu Stalina na Polskę. Następnie zainicjował (podobnie jak w Suchowoli) usypanie symbolicznego grobu księdza Jerzego Popiełuszki. Kościół w Dojlidach stał się celem pielgrzymek solidarnościowych z całej Polski. Niestrudzony ksiądz Suchowolec założył przy swym kościele duszpasterstwo świata pracy, stając się kapelanem podziemnej "Solidarności" w Białymstoku, a nadto konspiracyjnej Konfederacji Polski Niepodległej. Odprawiane co miesiąc msze za Ojczyznę gromadziły coraz większe tłumy. Co więcej, księdza Suchowolca zaczęto zapraszać do odprawiania mszy za Ojczyznę w różne zakątki kraju. 31 sierpnia 1986 roku wydarzeniem dla miejscowej "Solidarności" oraz SB była msza za Ojczyznę odprawiona w kościele ojców jezuitów pod wezwaniem św. Klemensa we Wrocławiu, podczas której ksiądz Stanisław wygłosił kazanie.
Kierownictwo białostockiej SB pod wodzą pułkownika Jerzego Michałkiewicza nie wymyśliło nic innego, jak pogróżki, napady na księdza i psucie mu samochodu. Ksiądz Stanisław kupił samochód Volkswagen Passat od księdza Jerzego Sidorowicza w stanie idealnym. Pod wpływem nieproszonych "mechaników" z SB samochód raz po raz przeżywał groźne awarie, aż ksiądz Stanisław zwierzył się otoczeniu, że nie tyle boi się śmierci, ile kalectwa. Stale zagrożony napadami "nieznanych" sprawców ksiądz Stanisław w sierpniu 1987 roku zwrócił się do Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych o zezwolenie na posiadanie i użycie w obronie własnej osobistego miotacza gazu łzawiącego. Odpowiedzi nie było. Poruszeni jego sytuacja koledzy z "Solidarności" i KPN wystosowali 9 września 1988 roku list protestacyjny do Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Ewy Łętowskiej w Warszawie. Opisali w nim sprzeczne z prawem działania SB wobec księdza Suchowolca, prosząc rzecznika o interwencję. Przekonali się atoli, że urząd ten istnieje w PRL dla ozdoby, a nie pomagania obywatelom. Po miesiącu nadeszła odpowiedź, że ksiądz Suchowolec cierpi nie wskutek szykany władz, lecz działań poszczególnych chuliganów. Gdy 12 grudnia 1988 roku odbyła się w kościele na Dojlidach kolejna msza święta za Ojczyznę, ksiądz Stanisław powiedział z goryczą, że będzie to chyba ostatnia msza święta w tej intencji. Może coś przeczuwał. Z niewiadomych dla otoczenia względów odwołał swój wyjazd do Warszawy 29 stycznia 1989 roku na mszę świętą za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki, choć jadąca do Warszawy pielgrzymka z Białegostoku miała wmurować tam tablicę ku czci księdza Jerzego Popieluszki. Tej samej nocy został zamordowany przez uboli. Na prośbę podziemnej "Solidarności" arcybiskup Edward Kisiel wyraził zgodę, by księdza Stanisława Suchowolca pochowano (podobnie jak księdza Jerzego w Warszawie) w grobie przy kościele na Dojlidach. Pogrzeb odbył się 3 lutego 1989 roku. Odprowadzały księdza męczennika tłumy parafian oraz związkowcy z wielu stron Polski. Były 23 poczty sztandarowe "Solidarności", w tym z huty Warszawa oraz zakładów mechanicznych "Ursus". Uroczystościom pogrzebowym przewodniczyli białostoccy biskupi Edward Kisiel oraz Edward Ozorowski. Żałobną mszę świętą koncelebrowało 160 księży katolickich, a także kapłani prawosławni ks. Mikołaj Wysocki i ks. Aleksander Nestorowicz - proboszcz sąsiedniej parafii prawosławnej. Z Warszawy przyjechali Zbigniew Romaszewski z Komisji Interwencji i Praworządności NSZZ "Solidarność", Seweryn Jaworski - jeden z przywódców podziemnej "Solidarności" w Warszawie oraz Leszek Moczulski z KPN, a nadto ksiądz Sylwester Zych. Przebieg uroczystości dokumentuje red. Zbigniew Branach w swej książce "Sam płonął i nas zapalał. Próba wyjaśnienia zbrodni zabójstwa ksiedza Stanisława Suchowolca", wydanej w ub. roku (on też dokładnie opisuje matactwa kiszczakowego MSW i nadzorowanej przez gen. Kiszczaka PRL-owskiej Prokuratury w prowadzonej przez nią śledztwie.) Kilka dni później - 6 lutego 1989 roku zamordowanych księży Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca pożegnał przy inauguracji obrad "okrągłego stołu" mec. Władysław Siła Nowicki. Prezydent Rzeczypospolitej na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski odznaczył pośmiertnie księdza Stanisława Suchowolca Złotym Krzyżem Zasługi.
Pisząc niniejszy artykuł, zajrzałem do obydwu tomów "Słownika biograficznego, Opozycja w PRL 1956-89". W tomie pierwszym znalazłem śp. księdza Stefana Niedzielaka, zaś w drugim - śp. księdza Jerzego Popiełuszkę. Nie znalazłem tam niestety ani śp. księdza Stanisława Suchowolca, ani śp. księdza Sylwestra Zycha. Miejmy nadzieję, że załapią się oni do tomu trzeciego "Słownika", jeśli będą pieniądze na jego wydanie.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |