PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Rosja wobec obchodów rocznicowych

(3,08,2004 źródło Asme)

Na obchody 60. rocznicy Powstania Warszawskiego stawili się zgodnie kanclerz rządu RFN Gerhard Schröder, sekretarz stanu USA gen. Powell oraz wicepremier rządu Jej Królewskiej Mości, którzy zabrali głos m.in. podczas uroczystego koncertu na Placu Powstańców. Prezydent Rosji Władimir Putin nie stawił się w Warszawie, ograniczając się do nadesłania listu do swego przyjaciela prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Podnosił w nim rolę polskiego Ruchu Oporu i powstańców warszawskich w wspólnej walce z Hitlerem. Tym listem chciał on zatrzeć przykre wrażenie wywołane niemądrą wypowiedzią obecnego ambasadora Rosji o naszej wspólnej walce z niemieckim okupantem (Pan ambasador mało wie o historii najnowszej kraju, w którym pracuje. Prawdopodobnie całą swą wiedzę o "naszej wspólnej walce i wspólnym zwycięstwie" czerpał z seryjnego, propagandowego filmu sowieckiego "Wyzwolenie" z udziałem polskich aktorów Daniela Olbryskiego i Franciszka Pieczki, grających żołnierzy I Armii LWP walczących w Berlinie w maju 1945 roku). Moskiewska telewizja nie rozpieszcza swych telewidzów wiadomościami z Polski, ale po liście prezydenta Putina nadała korespondencje własną z Warszawy o obchodach 60-lecia Powstania Warszawskiego. Młody korespondent RTR, czyli drugiego kanału telewizji rosyjskiej, chodził nawet po murach obronnych wokół Starówki, ale wiedzą historyczną się też nie popisał. Wpierał w swych telewidzów, że dowództwo AK nie chciało powstania, ale musiało się podporządkować twardym rozkazom z Londynu (wiadomo, że było na opak, gdyż to przebywający w Londynie i we Włoszech wódz naczelny gen. Sosnkowski był przeciwnikiem powstania w Warszawie, natomiast decyzję o powstaniu podjęło kierownictwo krajowe AK i polskiego państwa podziemnego). Korespondent moskiewskiej TV mówił z uznaniem o dzielności powstańców, użył nawet słów o "polskim Stalingradzie", unikał natomiast informacji o długotrwałości Powstania. Ze słów jednego z dawnych powstańców można było sądzić, że walki były zażarte, ale trwały zaledwie kilka dni. W ten sposób dało się uniknąć informacji o wstrzymaniu natarcia przez marszałka Rokossowskiego i uniemożliwianiu przez Stalina lotniczego wsparcia powstańców przez zachodnich aliantów. Oczywiście nie mogło być mowy w moskiewskiej ORT o relacji odnośnie dalszych losów polskich sojuszników z AK po wspólnej walce i wspólnym zwycięstwie w akcji "Burza" w Wilnie, Lwowie, Lublinie i na wschodnim Mazowszu, zagarnianych przez Smiersz i NKWD i wysyłanych na zatracenie "na białe niedźwiedzie".
Kilka dni wcześniej ORT nadawało korespondencję z ukraińskiego dziś Lwowa ze skargą na miejscowych nacjonalistów, którzy nie dają świętować rocznicy wyzwolenia miasta przez Armię Sowiecką, wyzywając jej mieszkających nadal w mieście weteranów od okupantów. Korespondent mówił o ciężkich walkach jednostek dowodzonego przez marszałka Koniewa frontu i daninie rosyjskiej krwi, tak łatwo zapomnianej przez niewdzięcznych Ukraińców. O wkładzie żołnierzy AK w wyzwolenie Lwowa od Niemców i ich daninie krwi nie było ani słowa.
TVN24 pytała swych telewidzów, czy Rosja powinna przeprosić warszawiaków za odmowę pomocy powstańcom w sierpniu - wrześniu 1944 roku. Jest to pytanie retoryczne, gdyż nikt w dzisiejszej Rosji nie kwapi się do przepraszania nas ani za antypolskie działania władz sowieckich, ani za bestialstwo Rosjan z formacji antybolszewickich walczących w Powstaniu po stronie Niemców. Tymczasem Prymas Tysiąclecia ksiądz kardynał Stefan Wyszyński w liście do księdza Jana Zieji po jego kazaniu w katedrze pw. św. Jana 17 września 1974 roku w 35. rocznicę najazdu Stalina na Polskę pisał: "Tej plamy nie da się z dziejów usunąć inaczej, jak tylko przez mea culpa". Zaś sam ksiądz Jan Zieja - dawny kapelan Komendy Głównej AK i kapelan powstańczego pułku "Baszta", ranny w Powstaniu i cudem ocalały, mówił we wspomnianym kazaniu w katedrze: "Ale stać się to może tylko w prawdzie. Mamy nadzieję, że kiedyś spotkają się uprawnieni przedstawiciele narodu polskiego z takimiż uprawnionymi przedstawicielami narodu rosyjskiego - i oba narody, stanąwszy w prawdzie wobec swoich dziejów i wobec swej przeszłości - pojednają się. Do tej pory niczego takiego nigdy nie było. Nie było stanięcia w prawdzie". Niestety, do tej chwili testament śp. księdza Jana Zieji, potwierdzony przez Prymasa Tysiąclecia nie został zrealizowany. Nie z naszej winy. A szkoda.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |