PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Przyjaźń po Rosyjsku

(8,09,2004 źródło Asme)

Oglądałem na drugim kanale telewizji moskiewskiej czyli RTR program muzyczny, poświęcony twórczości popularnego rosyjskiego muzyka Aleksandra Morozowa zatytułowany "Ukraina - neńka, matuszka Rossija", co by się tłumaczyło "Ukraino - mamo, matulo Rosjo". Tytuł wyraża rozterki Rosjan urodzonych na terenie Ukraińskiej Republiki Sowieckiej, którzy utracili swój Heimat, czyli ziemie ojczyste wobec odzyskania niepodległości przez państwo ukraińskie. Takie przemiany dziejowe zawsze dotykają boleśnie jakąś grupę ludzi, którzy byli związani z dawnym mocarstwem okupacyjnym. Prawdopodobnie takie dylematy przeżywali w Polsce międzywojennej Niemcy pochodzenia pruskiego lub austriackiego, pozostawieni przez Historię na terenie państwa polskiego (Rosjan w przedwojennej Polsce przed taką nostalgią ratowała świadomość, że w Rosji nastąpił złowrogi przewrót bolszewicki, przed którym uratował ich patriotyczny zryw Polaków). W jednej z piosenek śpiewanych w ramach koncertu autor tekstu wręcz daje wyraz rozterce czy neńką jest dla niego Ukraina, czy też matką Rosja, gdyż granica pomiędzy nimi rani jego serce. Ukrytą więc ideą takiego koncertu była myśl, aby granicę pomiędzy Ukrainą a Rosją uczynić jak najmniej widoczną.
W dobie PRLu byłem uczestnikiem czy też widzem wielu koncertów poświęconych przyjaźni polsko-radzieckiej (czytaj polsko-rosyjskiej), ale koncert przyjaźni rosyjsko-ukraińskiej oglądałem po raz pierwszy. Uderzyło mnie przede wszystkim to, że przez cały czas koncertu teksty piosenek były rosyjskie. Piosenkarze odśpiewali po ukraińsku jedynie znaną i popularną dla swej wyjątkowej urody ukraińską piosenkę ludową "Nicz taka swetłaja" oraz jedną bardzo skoczną piosenkę współczesną, a nadto dość ordynarną satyrę na obyczaje w dzisiejszym Kijowie z refrenem "My ludy prosty, nam treba hroszy" (Dodajmy, że satyrę tę można by było z takim samym powodzeniem poświęcić obyczajom w Moskwie lub innych miastach rosyjskich, lecz wówczas Rosjanie uznaliby to za obrazę honoru Rosji). Niczego poza tym po ukraińsku nie pokazywano. Najwyraźniej organizatorzy koncertu nie darzą sympatią kultury ukraińskiej i mają w programie jej wyparcie poprzez rusyfikację. Dlatego zapewne boli ich granica państwowa z Ukrainą, chroniąca mowę i kulturę ukraińską.
Jednocześnie ta sama telewizja moskiewska przy każdej sposobności staje w obronie Rosjan na Łotwie, którzy nie chcą nauki w języku łotewskim, ponieważ do dziś dnia nie pogodzili się z niepodległością państwa łotewskiego od Moskwy. Domagają się oni na Łotwie przywilejów dla oświaty w języku rosyjskim, której sama Moskwa nie chce zapewnić ani Ukraińcom, ani Polakom w samej Rosji, o Łotyszach już nie wspominając. Wzorem dla nich jest zapewne prezydent Aleksander Łukaszenka, który zwalcza metodami policyjnymi kulturę i mowę białoruską w imię rusyfikacji, choć sam przemawia szkaradną ruszczyzną.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |