PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Porządek panuje...na Kremlu

(7,09,2004 źródło Asme)

W przeddzień 65. rocznicy wybuchu II wojny światowej dwaj czołowi przywódcy europejscy złożyli swój hołd prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi w jego letniej rezydencji w Soczi. Pierwszy przybył tam kanclerz niemiecki Gerhard Schroeder uciekający na plażę czarnomorską przed manifestacjami związkowymi pod hasłem "Weg mit Schröder", co po polsku oznacza "precz". Jacques'a Chiraca na jeden dzień powstrzymało w domu porwanie przez niewdzięcznych irackich islamistów dwóch francuskich dziennikarzy. Obydwaj przywódcy europejscy poparli Putina w najbardziej kompromitujących sprawach jego polityki zagranicznej, uzyskując od niego jakieś dla nich ważne ustępstwa. Prawdopodobnie większe dostawy rosyjskiej ropy i gazu dla ich krajów. Cóż znaczy kilka uprzejmych słów poparcia dla Putina za cenę tak cennych dostaw w dobie kryzysu energetycznego? Przecież od czasów cesarza Wespazjana wiadomo, że złote monety nie cuchną.
Odpowiednio do daty spotkania Putina z Schröderem można myśleć o 65. rocznicy wizyty w Moskwie ministra Rzeszy Joachima von Ribbentropa w ramach przygotowań zawartego pomiędzy Stalinem a Hitlerem paktu o przyjaźni. Należy przyznać zresztą, że przyjaźń pomiędzy mówiącym biegle po niemiecku Putinem a kanclerzem Schröderem jest znacznie bardziej szczera niż krótkotrwała, jak wiadomo, przyjaźń pomiędzy słynnym poprzednikiem Putina na Kremlu a kanclerzem Rzeszy - Hitlerem. Poza tym sądzę, że bardziej pasuje tu porównanie do moralnej kapitulacji przywódców demokratycznej Europy premiera brytyjskiego Arthura Neville'a Chamberlaina oraz francuskiego premiera Pierre'a Lavala wobec Hitlera w Monachium. Sądząc z przekazów rosyjskich środków urzędowego przekazu (nie zdementowanych przez źródła niemieckie i francuskie), obydwaj rozmówcy prezydenta Putina poparli nie tylko jego zbrodniczą politykę w Czeczenii, łącznie z tragifarsą wyborów prezydenckich Alu Alchanowa, uznanych przez nich za uczciwe i demokratyczne. Poparli oni również jego roszczenia wobec nowej, prozachodniej i demokratycznej Gruzji w sprawie konfliktu o Południową Osetię, jak i pretensje do należącej do NATO oraz Unii Europejskiej Łotwy o prawo do nauczania po rosyjsku młodzieży rosyjskojęzycznej. Wykazali tu oni nieograniczone poparcie dla moskiewskiej obłudy oraz podwójnych standardów politycznych i moralnych w tych spornych sprawach. Nie można bowiem popierać rosyjskich argumentów o obronie (krwawej i prowadzącej do ludobójstwa) integralności terytorium Federacji Rosyjskiej wobec czeczeńskiego separatyzmu - i zarazem podważać analogiczne argumenty strony gruzińskiej w imię osetyjskiego prawa do samookreślenia. Nie można też bronić prawa rosyjskiej młodzieży w Łotwie (potomków sowieckich okupantów nie uznających do dziś niepodległości Łotwy) do nauczania we własnym języku i jednocześnie odmawiać go młodzieży mołdawskiej, prześladowanej brutalnie przez miejscowych Rosjan za przywiązanie do swej mowy ojczystej i alfabetu łacińskiego w istniejącej dzięki putinowskiemu protektoratowi samozwańczej republice naddniestrzańskiej. Warto byłoby przypomnieć prezydentowi Francji i kanclerzowi Niemiec deklamującym w ślad za prezydentem Putinem o łamaniu przez Łotwę praw człowieka, że u siebie - w wielonarodowej Federacji Rosyjskiej prezydent Rosji łamie notorycznie głoszone przez siebie na użytek Łotwy zasady oświaty narodowej nie tylko w przypadku napływowych mniejszości narodowych, ale i rusyfikowanych przemocą narodów autochtonicznych.
Dwaj europejscy mężowie stanu pobłogosławili prezydenta Putina i zostawili go w Soczi, nie zdając sobie sprawy, że za chwilę wypadnie mu pić nawarzone przez siebie w Czeczenii piwo. Zaraz po ich wyjeździe prezydent Putin musiał przerwać swój urlop nad morzem i wrócić na Kreml w obliczu całej serii aktów terrorystycznych, stanowiących ewidentne pokłosie stosowanego przez Rosjan w Czeczenii ludobójstwa. Kilka czeczeńskich "czarnych wdów" wysadziło się kolejno w powietrze w Moskwie pod stacją metra i w dwóch samolotach pasażerskich, powodując tym śmierć ponad stu Bogu ducha winnych Rosjan. Zaś 1 września br. międzynarodowe komando terrorystyczne opanowało przemocą szkołę w małym osetyjskim miasteczku Biesłan, przetrzymując w postaci zakładników ponad tysiąc dzieci, ich rodziców i nauczycieli. Domagali się uwolnienia więźniów w Inguszetii oraz wycofania wojska rosyjskiego z Czeczenii. Spowodowany przez to szturm budynku szkolnego dnia 3 września przyniósł setki śmiertelnych ofiar i jeszcze więcej rannych oraz poparzonych dzieci i dorosłych. Cały świat zamarł na ten widok przed telewizorami. Wśród powszechnego współczucia dla narodu osetyjskiego oraz podzielających ich ból narodów Rosji mało kto zdobył się na refleksję, że jest to skutek polityki czeczeńskiej prezydenta Putina, a zatem i żyrujących jego politykę jego europejskich przyjaciół. Chciałoby się im wszystkim rzucić w twarz - Oto wasze dzieło, panowie!
16 września 1831 roku po krwawym szturmie powstańczej Warszawy przez rosyjskie wojsko feldmarszałka Iwana Paskiewicza, przerzuconego do Polski z ogarniętego wojenną pożogą północnego Kaukazu, francuski minister Sebastiani powiedział w parlamencie w właściwym sobie cynizmem: "Porządek panuje w Warszawie". Dziś z takim samym powodzeniem europejscy mężowie stanu mogą potwierdzić, iż taki sam porządek panuje na Kremlu.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |