PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Pomijana rocznica zwycięstwa Polaków

(4,11,2004 źródło Asme)

Obchodzona uroczyście 20. rocznica męczeńskiej śmierci Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki przesłoniła - wygląda, że już na zawsze - pomijaną i wcześniej rocznicę wielkiego zwycięstwa Polaków nad Imperium Zła w październiku 1956 roku. Losy tej pomijanej rocznicy świadczą dobitnie, jak bardzo wciąż zależymy od serwowanej przez dziesięciolecia propagandy komunistycznej. Do społecznej świadomości dotarły przede wszystkim stereotypy lansowane przez propagandę komunistyczną w TVP oraz w Polskim Radiu. Dlatego tak wielu Polaków wierzy w dobrą wolę gen. Wojciecha Jaruzelskiego jako autora zamachu wojskowego, wprowadzającego stan wojenny oraz w zdradę interesów narodowych przez - w rzeczywistości zbawcę Ojczyzny - pułkownika LWP Ryszarda Kuklińskiego. Podobnie jest z pomijaną w imię moskiewskich interesów rocznicą przełomu październikowego 1956 roku, czyli uzyskanego bez jedynego wystrzału oraz bez jednej kropli polskiej krwi tryumfu Polaków nad potęgą militarną Układu Warszawskiego

Niezależni komuniści z poparciem Chin i Jugosławii?

W połowie października 1956 roku miało się zebrać w Warszawie VIII plenum KC PZPR, na którym bez uzgodnienia z Kremlem miano przywrócić do władzy w PRL tow. Wiesława, czyli Władysława Gomułkę, dawnego sekretarza generalnego KC PPR (Polskiej Partii Robotniczej), odsuniętego od tej władzy na polecenie Stalina na czerwcowym plenum KC PPR w 1948 roku. Przy sposobności VIII plenum KC miał zatwierdzić proponowany przez tow. Wiesława nowy skład Biura Politycznego KC, z którego mieli być usunięci popierani przez Kreml działacze komunistyczni z ministrem obrony narodowej PRL, marszałkiem dwóch narodów Konstantym Rokossowskim na czele. Kroki te budziły na Kremlu najwyższy niepokój, ponieważ polskie władze partyjne miały samowolnie usunąć ze swego grona osoby cieszące się szczególnym zaufaniem sowieckiego kierownictwa partyjnego. W związku z tym bez żadnej zapowiedzi 19 października do Warszawy przylecieli najwyżsi przedstawiciele kierownictwa KPZR Nikita Chruszczow, Wiaczesław Mołotow, Łazar Kaganowicz i Anastas Mikojan oraz marszałek Iwan Koniew z ramienia dowództwa Układu Warszawskiego. W tym samym czasie bez uzgodnienia z władzami polskimi sowieckie jednostki pancerne opuściły swe bazy i skierowały się na Warszawę, zaś do Zatoki Puckiej wpłynęły sowieckie okręty wojenne. Była to wyraźna próba presji na polskie kierownictwo partyjne, by podporządkowało się żądaniom Kremla. Jednocześnie kontrolowane przez sowieckich oficerów jednostki Ludowego Wojska Polskiego również podjęły próby wywarcia wpływu na bieg wydarzeń u boku jednostek Armii Radzieckiej. Napotkało to opór oficerów i żołnierzy polskich, opowiadających się po stronie legalnych władz PRL. Znaleźli oni oparcie w działaniach Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ze zwolnionym właśnie z więzienia gen. Wacławem Komarem na czele oraz dowódcą Wojsk Wewnętrznych gen. Włodzimierzem Musiem. Polscy patrioci w LWP i KBW gotowi byli przeciwstawić się zbrojnie maszerującym na Warszawę oddziałom. Po stronie nowego kierownictwa partyjnego z Władysławem Gomułka na czele opowiadały się szerokie rzesze warszawiaków oraz mieszkańców Trójmiasta na wiecach w swoich zakładach pracy i uczelniach. Przybywający w Warszawie przywódcy radzieccy w rozmowach z przywódcami polskimi ku swemu zdumieniu zorientowali się, że wbrew dotychczasowym zwyczajom w obozie moskiewskim nie ustąpią oni przed dyktatem, gotowi są stawić opór w oparciu o szerokie rzesze robotników i studentów, zaś reperkusje międzynarodowe tego konfliktu są nieprzewidywalne. Zwłaszcza, że po stronie kierownictwa polskiego opowiedziały się dwa kluczowe w strategii dyplomatycznej Chruszczowa kraje komunistyczne: Chińska Republika Ludowa z przewodniczącym KC Komunistycznej Partii Chin Mao Zedongiem (Mao Tsetungiem) oraz Jugosławia z jej prezydentem - marszałkiem Josipem Brozem Titem na czele. Jednocześnie na rozmowach w Belwederze komuniści polscy dawali do zrozumienia przywódcom sowieckim, że nic nie zagraża sojuszom PRL z ZSRR i innymi krajami obozu. W tych warunkach przywódcy sowieccy ustąpili pod polskim naciskiem i uznali prawo Polaków do decydowania o swoich losach, po czym odwołali ruchy wojsk i odlecieli z powrotem do Moskwy na swym TU 104. "Tu i z powrotem" - jak żartowano wtedy w Warszawie. Cały świat, który ze wstrzymanym oddechem spoglądał na Warszawę, odetchnął z ulgą i z uznaniem dla postawy Polaków. VIII Plenum KC PZPR odbyło się więc bez ingerencji sowieckiej, Władysław Gomułka wygłosił odważne i krytyczne wobec stalinowskich praktyk przemówienie, po czym został wybrany na miejsce ustępującego Edwarda Ochaba I sekretarzem KC PZPR. Odbyły się też po raz pierwszy w dziejach komunizmu tajne wybory członków Biura Politycznego i sekretariatu KC. Przeszła większością głosów lista proponowana przez tow. Wiesława (czyli Władysława Gomułkę). Nie było oczywiście do wyboru listy alternatywnej do Biura Politycznego i sekretariatu KC, jedynie dwaj promoskiewscy członkowie KC Stanisław Skrzeszewski oraz Bolesław Rumiński zaproponowali w miejsce Romana Zambrowskiego kandydaturę marszałka Konstantego Rokossowskiego (Roman Zambrowski był jednym z przywódców liberalnego nurtu w kierownictwie PZPR. On przeciągnął Władysława Gomułkę na stronę partyjnych "liberałów", proponując mu funkcję I sekretarza KC i namówił Edwarda Ochaba, by dobrowolnie ustąpił Wiesławowi swe stanowisko). W tajnym głosowaniu marszałek Rokossowski uzyskał 23 głosy zwolenników nurtu konserwatywnego, czyli neostalinowskiego, zorientowanego na sowiecką ambasadę i przepadł w wyborach. Natomiast zwolennicy nurtu "liberalnego" w Partii Roman Zambrowski oraz Jerzy Morawski zostali wybrani, uzyskując atoli najmniejszą liczbę głosów - 56 w porównaniu do 75 głosów uzyskanych przez Edwarda Ochaba lub 74 głosów uzyskanych przez "Wiesława" oraz Logę-Sowińskiego. Zarówno Jerzy Morawski, jak i Roman Zambrowski zostali wybrani również tą sama liczbą głosów do sekretariatu KC (Było to pośrednią porażką Chruszczowa, który osobiście utrącił kandydaturę Romana Zambrowskiego jako kandydata na jednego z sekretarzy KC na VI plenum KC w marcu 1956 roku). Te liczby 56 : 23 świadczą o ówczesnym układzie sił pomiędzy zwolennikami reform i suwerenności kraju a promoskiewskimi konserwatystami w KC PZPR.

Decyzja warszawskiej ulicy

Na 23 października 1956 roku zwołano wiec zwolenników zwycięskiego Gomułki na placu Defilad pod Pałacem Kultury w Warszawie. Zarówno plac, jak i Pałac Kultury zaledwie przed rokiem nosiły imię Józefa Stalina, co jeszcze bardziej podkreślało tryumf Gomułki i jego linii. Na placu zgromadziło się ponad pół miliona warszawiaków oraz przyjezdnych z okolic stolicy. Wiec otworzył Stefan Staszewski (Gustaw Szuster) - I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR, który jako jeden z przywódców nurtu reformatorskiego w Partii odegrał czynną rolę w organizowaniu oporu warszawiaków wobec moskiewskiego dyktatu (Jego determinację wzmagał fakt, że cały okres od stalinowskiej czystki 1937 roku aż do repatriacji do Kraju w 1945 roku spędził on w stalinowskim obozie pracy na Kołymie i wrócił wraz z grupą niedobitków KPP na wyrażoną wobec Stalina prośbę Bieruta o wsparcie pracy partyjnej PPR ocalałymi po czystce działaczami KPP). Udzielił on głosu Władysławowi Gomułce, zaś następnie - już poza programem i na wyraźne żądanie tłumu - gen. Marianowi Spychalskiemu, wracającemu właśnie do wojska po wieloletnim pobycie w stalinowskim więzieniu. Po rozwiązaniu wiecu większość zebranych na wezwanie Gomułki karnie wróciła do domu, ale liczne grupy młodzieży do późnej nocy manifestowały na mieście, m.in. pod siedzibą KC PZPR na Nowym Świecie, domagając się uwolnienia z internowania księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz odesłania do Moskwy sowieckich doradców oraz oficerów LWP z marszałkiem Rokossowskim na czele. Obydwa te postulaty pod naciskiem ulicy Gomułka wbrew swym pierwotnym zamiarom musiał spełnić. Ponadto w najbliższym czasie Gomułka i jego ekipa musieli się zgodzić na rozwiązanie spółdzielni produkcyjnych w rolnictwie i na odstąpienie od programu kolektywizacji oraz na rozwiązanie przez młodzież poststalinowskiego Związku Młodzieży Polskiej. Usunięto też jawne komórki UB z zakładów przemysłowych i instytucji publicznych, dotychczas terroryzujące pracowników w miejscu pracy. Wszystko to - wraz ze wzmocnieniem roli Kościoła w życiu publicznym - stanowiło dorobek społeczny Polaków.

Budapeszt - dalszy ciąg Warszawy

23 października na wieść o sukcesie Polaków odbyły się manifestacje solidarnościowe w stolicy Węgier - w Budapeszcie. Rozpoczęły się one pod pomnikiem ku czci polskiego generała i bohatera narodowego Węgier z czasów ich zrywu w dobie Wiosny Ludów 1848 roku - gen. Józefa Bema. Pozbawione rozsądnego przywództwa manifestacje studentów i młodych robotników, sprowokowane przez nieodpowiedzialne przemówienie radiowe ówczesnego I sekretarza KC Węgierskiej Partii Pracy (czyli węgierskiej kompartii) Erno Gerego, zakończyły się szturmem budynku radia w Budapeszcie i walkami z funkcjonariuszami AVH, czyli policji politycznej (awosze). Wobec ostrości walk kierownictwo węgierskie wezwało na pomoc czołgi sowieckie, co jedynie dolało oliwy do ognia. Wobec tego zmuszono do ustąpienia Ernö Gerögo, premierem rządu został ponownie liberalny komunista Imre Nagy, usunięty z tego stanowiska przez poprzedniego I sekretarza KC i wielkorządcę z czasów stalinowskich Matyasa Rakosiego. Nie uspokoiło to jednak powstańców, wobec czego premier Imre Nagy ogłosił wystąpienie Węgier z Układu Warszawskiego oraz wolne wybory do parlamentu. Moskwa uznała to jako casus belli i czołgi sowieckie ponownie wkroczyły do Budapesztu i innych miast węgierskich. Na czele władz węgierskich Kreml postawił Janosa Kadara - byłego więźnia stalinowskiego, który zgodził się firmować sowiecką interwencję. Imre Nagy wraz z przyjaciółmi schronił się w ambasadzie jugosłowiańskiej, ale został z niej podstępem wywabiony, aresztowany i po roku skazany na śmierć. Wraz z nim skazano tysiące powstańców, dziesiątki tysięcy Węgrów poległy w walce, zaś setki tysięcy uciekły na Zachód. Tragedia węgierska powinna uprzytomnić nam ryzyko, którego uniknęliśmy dzięki odwadze i rozwadze Polaków.

Urzędowy antysemityzm komunistyczny

Po kilku latach Nikita Chruszczow w głośnym przemówieniu w Związku Literatów Radzieckich wyjaśniał przyczyny kryzysu "kontrrewolucyjnego" w Polsce i na Węgrzech w 1956 roku tym, że w tych krajach w kierownictwie partyjnym 90% składu ścisłego kierownictwa partyjnego stanowiły osoby narodowości żydowskiej. Zwracał on uwagę tow. Bolesława Bieruta na niestosowność takiego stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Na Węgrzech nie miał nawet komu zwrócić uwagę, gdyż sam Matyas Rakosi był Żydem. Ta bałamutna analiza świadczy dobitnie o prymitywizmie i braku rozeznania sowieckiego kierownictwa, dezinformowanego przez swych ambasadorów. W rzeczywistości w tych krajach doszło do kryzysu rewolucyjnego ze względu na brak stabilnego przywództwa wskutek tragicznej śmierci Bolesława Bieruta w Moskwie po XX zjeździe KPZR, co rozpętało walkę frakcyjną w kierownictwie PZPR i osłabiło dyktaturę Partii w społeczeństwie. Podobnie było na Węgrzech, gdzie Kreml usunął dotychczasowego stalinowskiego wielkorządcę Matyasa Rakosiego i zastąpił go kwestionowanym przez wielu komunistów Ernö Geröm. Świadczy o tym również przykład kryzysu rewolucyjnego w Czechosłowacji w 1968 roku, gdy Leonid Breżniew poparł odsunięcie od władzy dotychczasowego przywódcy Antonina Novotnego i zastąpienie go przez Aleksandra Dubczeka. O obłudzie Chruszczowa świadczy fakt, że nowy wówczas mianowaniec Moskwy Ernö Gerö również był Żydem z pochodzenia. Co więcej, jak relacjonuje ówczesny ambasador Jugosławii w Moskwie Veljko Miciunović, Nikita Chruszczow chciał zastąpić słabego Gerögo przez innego kandydata i planował wylansowanie na jego miejsce swego znajomka Ferenca Munnicha - również Żyda z pochodzenia. Dopiero marszałek Tito podczas tajnego spotkania w jego rezydencji na wyspie Brioni zasugerował Chruszczowowi kandydaturę Janosa Kadara - rodowitego Węgra i byłego więźnia stalinizmu. Jest to kolejny argument świadczący o sowieckich korzeniach antysemickiego rasizmu w PRL, wbrew oskarżeniom "Gazety Wyborczej" pod adresem polskiej prawicy i Kościoła katolickiego.

Pokłosie Października

Wielki dziejowy sukces Polaków, który przysporzył Polsce wiele uznania i sympatii w świecie został szybko zapomniany, gdyż Gomułka, który szybko wycofał się ze swych październikowych przyrzeczeń, przestał obchodzić rocznicę swego tryumfalnego powrotu do władzy. Październik 1956 mógł by pozostać programem niepodległościowej i demokratycznej opozycji w PRL, ale padł ofiarą moczarowej dywersji. Gen. Diomko "Moczar" wysłał na Zachód na żydowskich papierach swego agenta wpływu Witolda Jedlickiego, byłego działacza dyskusyjnego Klubu Krzywego Koła w Warszawie, który w Instytucie Literackim w Paryżu wydał błyskotliwy pamflet na Październik 1956 zatytułowany "Żydy i chamy". Przedstawił on wielkie dziejowe zwycięstwo Polaków nad Imperium Zła jako komunistyczną manipulację żydowskiej frakcji w PZPR. Pamflet ten odegrał swą złowieszczą rolę w przygotowaniu antysemickiej i rasistowskiej czystki w LWP i organach władzy cywilnej, podjętej na polecenie Leonida Breżniewa po wojnie sześciodniowej na Bliskim Wschodzie w czerwcu 1967 roku przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz gen. Mieczysława Moczara (Nikołaja Diomkę). W 1968 roku patriotyczny ruch młodzieży studenckiej w obronie mickiewiczowskich "Dziadów" władze partyjne usiłowały zmanipulować jako ruch inspirowany przez następne pokolenie "Żydów" zwalczające partyjnych "Chamów", określonych przez Stefana Kisielewskiego jako ciemniaków sprawujących skandaliczną dyktaturę nad kulturą polską. Po wielu latach dzięki imprimatur Jerzego Giedrojcia "Żydy i chamy" stały się żelazną pozycją w wydawnictwach drugiego obiegu, kształtując przez Moczarowe okulary pogląd na wydarzenia 1956 roku nowego pokolenia opozycji antykomunistycznej. I tak to trwa do dnia dzisiejszego, nawet po upadku PRL i wyłonieniu się III Rzeczypospolitej. Nie umiemy doceniać i czcić swoich zwycięstw narodowych. Gdyby wydarzenia w Polsce w październiku 1956 roku przybrały taki obrót jak na Węgrzech, dziś obchodzilibyśmy uroczyście kolejną rocznicę narodowej klęski. Byłoby to potwierdzenie słynnego powiedzenia Fryderyka Engelsa, że wszystkie dziejowe dokonania Polaków - to odważne głupstwa. Na szczęście odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, tyle że doszczętnie zapomniane.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |