PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Poeta i polityk zamordowany

(20,02,2004 źródło Asme)

Nieznani sprawcy wysadzili w powietrze samochód Selimchana Jandarbijewa - wybitnego poety i polityka niepodległej Czeczenii, byłego jej wiceprezydenta za rządów gen. Dziohara Dudajewa, po jego tragicznej śmierci na wiosnę 1996 roku - prezydenta walczącej o wolność Iczkerii. W świąteczny dla muzułmanów dzień - w piątek (13 lutego br.) wracał on wraz z 13-letnim synem Daudem z nabożeństwa w meczecie w stolicy arabskiego państewka Kataru Dausze i padł ofiarą zamachu. Dwaj ochroniarze zginęli na miejscu, Jandarbijew zmarł podczas reanimacji w karetce pogotowia, syn w beznadziejnym stanie trafił do szpitala. Katarska telewizja Al-Dziazjira tego dnia wielokrotnie pokazywała w swych programach informacyjnych kałuże krwi i zwęglone szczątki białego samochodu, przykryte prześcieradłami zwłoki ofiar zamachu. W ubiegłym roku na prośbę władz Rosji Jandarbijew został wpisany przez agendy ONZ na listę osób stojących na czele organizacji powiązanych z Al-Qaidą (już po 11 września 2001 roku zaprosił on ze swego azylu w Katarze Osamę bin Ladena na Kaukaz do walczącej z niewiernymi Czeczenii ku zgorszeniu wodza naczelnego partyzantki czeczeńskiej prezydenta Asłana Maschadowa). Już wcześniej, bo od 2001 roku poszukiwał go na prośbę Rosji Interpol.
Selimchan Jandarbijew zrobił karierę polityczną w Czeczenii w latach Gorbaczowej pieriestrojki w ZSRR. Wcześniej nie miał szans na żaden awans, gdyż nie bacząc na skutki, chodził na nabożeństwa do meczetu. To on wpadł w 1991 roku na pomysł, by z walczącej o niepodległość sowieckiej republiki Estonii ściągnąć do Groznego gen. lotnictwa strategicznego Dziohara Dudajewa, jednego z nielicznych Czeczenów, którym udało się zrobić karierę w Związku Rad. Po komunistycznym zamachu stanu w Moskwie w sierpniu 1991 roku gen. Dudajew stanął na czele rewolucji ludowej, która obaliła rządy komunistów w Czeczenii. Korzystając z wezwania Borysa Jelcyna do podmiotów Federacji Rosyjskiej, aby brały na swe barki tyle suwerenności, ile zdołają udźwignąć, gen. Dudajew ogłosił niepodległość Czeczeńskiej Republiki Iczkerii i został demokratycznie wybranym jej prezydentem. (Gen. Dudajew, stacjonując w Estonii, przeoczył niestety różnicę pomiędzy republikami bałtyckimi, które miały status republik związkowych i automatycznie uzyskały niepodległość w chwili rozwiązania Związku Rad po naradzie głów republik słowiańskich w Białowieży, a należącą do Rosji Czeczenią. Republiki bałtyckie były w dodatku uznawane przez cały czas okupacji sowieckiej jako państwa suwerenne przez administrację USA).
Gdy prezydent Borys Jelcyn wysłał w końcu 1994 roku swe czołgi do Czeczenii, prezydentowi Dudajewowi nie pozostało nic innego, jak stanąć na czele ruchu oporu. Zginął jako wódz partyzantów trafiony rakietą z samolotu, naprowadzoną na telefon komórkowy. Po nim prezydentem został Jandarbijew, ale ruchem oporu dowodził skutecznie gen. Asłan Maschadow, który odbił z rąk Rosjan Grozny i zmusił nieprzyjaciela do rozmów pokojowych. Ostatecznie w miasteczku dagestańskim Chasawjurt na granicy z Czeczenią popularny rosyjski gen. Aleksandr Lebiedź zawarł z gen. Maschadowem porozumienie pokojowe, podpisane następnie w Moskwie przez Jelcyna i Jandarbijewa. Wojsko rosyjskie zostało wycofane z Czeczenii i tam odbyły się demokratyczne wybory powszechne prezydenta Iczkerii, w których startowali Selimchan Jandarbijew, bohater rajdu na rosyjskie miasto Budionnowsk Szamil Basajew oraz wódz naczelny partyzantów Asłan Maschadow. Zwyciężył z dużą przewagą głosów najbardziej umiarkowany spośród nich Maschadow. Rozgoryczony klęską, Jandarbijew wyjechał w 1999 roku do krajów arabskich i w dobie nowego najazdu rosyjskiego na Czeczenię wyróżnił się tam radykalną postawą muzułmańską. Pozostawał on w doskonałej komitywie z Szamilem Basajewem, który wbrew prezydentowi Maschadowowi najechał w roku 1999 sąsiadujący z Czeczenią Dagestan, by przeprowadzić tam antyrosyjską rewolucję islamską. Pobity sromotnie w Dagestanie, wrócił on ze swoimi bojownikami do Czeczenii, czym dał Putinowi pretekst do inwazji odwetowej. Wojsko rosyjskie rozpętało w Czeczenii krwawy terror wobec ludności cywilnej, na co Szamil Basajew wbrew zakazom wodza naczelnego partyzantów prezydenta Maschadowa wielokrotnie odpowiadał akcjami terrorystycznymi, wymierzonymi w rosyjską ludność cywilną. Choć nie ustalono jeszcze sprawców wybuchu bomby w metrze moskiewskim w lutym br., po tylu tragicznych doświadczeniach w tym względzie rosyjskie służby specjalne kojarzą to z rozkazami Szamila Basajewa i współpracującego z nim Selimchana Jandarbijewa. Dlatego zamach w Katarze wielu skojarzyło z rosyjskim FSB.
Korespondent "Gazety Wyborczej" Wojciech Jagielski podał wypowiedź rzecznika rosyjskich służb specjalnych Borysa Labusowa, że Rosja nie ma nic wspólnego ze śmiercią Jandarbijewa: "Od 1959 roku nie stosujemy takich metod". Oczywiście łże, jak na czekistę przystało. W 1959 roku KGB też nie przyznało się do mordu w Monachium na Stepanie Banderze - wodzu ukraińskich nacjonalistów. Prawda wyszła na jaw, gdy nasłany przez KGB morderca przeszedł na stronę Zachodu i opowiedział gazetom, jak to było w rzeczywistości. FSB oraz GRU i dziś mordują na potęgę, m.in. dziennikarzy, którzy mówią prawdę o rosyjskich zbrodniach w Czeczenii. (Pisałem na łamach "Tygodnika Solidarność" o włoskim korespondencie telewizyjnym Antonio Russo, zamordowanym skrytobójczo w okolicach Tbilisi przed paru laty. Miał zmasakrowane wnętrzności bez żadnych obrażeń zewnętrznych, zupełnie jak nasz Grześ Przemyk. Przy sposobności zaginęła kaseta telewizyjna z zapisem zbrodni rosyjskich w Czeczenii).
Prawdę atoli ujawnił mianowany przez Kreml prezydentem Czeczenii Ahmad Kadyrow. (Moskwa zorganizowała na wiosnę ub. roku wybory prezydenta republiki, zbojkotowane - mimo terroru - przez ludność. Mimo to podano frekwencję rzędu 80% wyborców i odpowiednie poparcie dla kandydata. Zupełnie jak w Polsce w 1947 roku). Jak podał dziennik "Rzeczpospolita" z 14-15 lutego br., Ahmad Kadyrow powiedział: "Jandarbijew był głównym ideologiem separatystów, a potem ich terrorystycznych organizacji, które przyniosły tak tragiczne skutki dla Czeczenii. Nie znajdziecie tu nikogo, kto żałowałby, co się z nim stało". Kadyrow, który przed zwerbowaniem przez Rosjan był równie radykalnym separatystą, co Jandarbijew, dziś ubzdurał, że ma 100%-we poparcie wśród Czeczenów, więc w tym podzielonym wojną kraju nikt nie żałuje Jandarbijewa. Nawet ci, którym Rosjanie zamordowali ojców, braci, synów, zgwałcili żony lub córki, zrabowali lub spalili mienie.
Po kilku dniach słyszałem sam w moskiewskiej telewizji RTR wypowiedź Kadyrowa, że ten sam los spotka jeszcze Szamila Basajewa, Mowładi Udugowa oraz Ahmada Zakajewa. Gdy tak się stanie, to Asłan Maschadow sam się podda wojsku federalnemu. Przypomnę, że Szamil Basajew naraził się Rosjanom rajdem na Budionnowsk, a następnie firmował różne akty terroryzmu w Rosji, m.in. wzięcie zakładników w moskiewskim teatrze na Dubrowce. Mowładi Udugow był rzecznikiem ruchu oporu w pierwszej wojnie czeczeńskiej i wygrał wtedy wojnę propagandową z Rosją, dzięki telefonicznym komunikatom o przebiegu walk w amerykańskiej rozgłośni Liberty (Swoboda). W niepodległej Iczkerii był ministrem w rządzie i w tym charakterze towarzyszył prezydentowi Maschadowowi w czasie jego wizyty w naszym kraju. Po kolejnym najeździe Rosjan na Czeczenię udał się zagranicę. Jako islamski radykał mógł być wiązany z Szamilem Basajewem i Selimchanem Jandarbijewem. Natomiast Ahmad Zakajew - aktor i minister spraw zagranicznych - jest człowiekiem Maschadowa, reprezentując go na Zachodzie, zawsze potępiał w jego imieniu wszelkie akty terroru wobec rosyjskich cywilów, deklarując niezmiennie, że czeczeński ruch oporu zwalcza zbrojnie jedynie rosyjskie siły okupacyjne w swoim kraju. Moskwa dwukrotnie domagała się ekstradycji Zakajewa przed sądem w Danii i w Anglii, dwukrotnie ponosząc sromotną dla niej porażkę prestiżową. Ostatnio Zakajew proponował w imieniu Maschadowa plan pokojowy dla Czeczenii, zakładający wycofanie wojsk rosyjskich, rozbrojenie pod międzynarodową kontrolą czeczeńskich partyzantów i wprowadzenie tam międzynarodowych sił rozjemczych. Moskwie bardzo nie na rękę byłoby propagowanie tego planu. Stąd pogróżki Kadyrowa pod jego adresem.
Warto odnotować sposób podania przez rosyjską telewizję wiadomości o zamachu na Selimchana Jandarbijewa. W dobie ataku amerykańskiego na Irak, mało popularnego w Rosji, moskiewska telewizja często korzystała z usług telewizji Al-Dziazjira. Ale nie tym razem. Ciekawe też jest porównanie nazewnictwa bojowników w Czeczenii i w Iraku. Powiązani z Al-Qaidą bojownicy iraccy są przez telewizję moskiewską nazywani "partyzantami", natomiast partyzanci czeczeńscy niezmiennie - "bandytami". Zupełnie jak nasi partyzanci z Armii Krajowej - w nazewnictwie Gestapo i NKWD. I w ślad za rosyjskimi środkami przekazu świat potępia terroryzm godzący w cywilnych Rosjan, ale milczy o ofiarach rosyjskiego terroru państwowego. I nie dziwota. Jak powiedział z goryczą nasz przyjaciel - p.o. marszałka parlamentu czeczeńskiego Sejlam Bieszajew: w odróżnieniu od rosyjskiej ropy naftowej krew czeczeńska nie ma notowań na giełdzie.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |