PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Pamięci Jacka Kuronia

(25,06,2004 źródło Asme)

Zmarł w wieku 70-ciu lat Jacek Kuroń - wybitny polski polityk lewicowy, guru opozycji demokratycznej (nie mylić z niepodległościową) z czasów PRL Przesiedział w więzieniach PRL ponad dziewięć lat, stracił żonę Gajkę, czyli śp. Grażynę z Boruckich Kuroniową, zmarłą przedwcześnie ofiarę stanu wojennego, opłakiwaną przez nas wszystkich Wszystko to złożył w ofierze ugodzie okrągłego stołu, dzięki której "komuna" oszczędziła nam wojny domowej, ale zachowała rządy uwłaszczonej nomenklatury w III Rzeczypospolitej. Opłakuję jego zgon, gdyż przyjaźniłem się z nim od ponad 30 lat. Poznał nas w 1962 roku Karol Modzelewski w prowadzonym przez nich obydwóch Klubie Dyskusyjnym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim, wkrótce zabronionym przez władze partyjne w ramach gomułkowskiego odwrotu od Października 56. Wówczas zaczął "knuć" potajemnie, m.in. korzystając z mego mieszkania dla spotkań z różnymi potencjalnymi opozycjonistami. Potem napisał wraz z Karolem Modzelewskim głośny "List otwarty" - ostro przeze mnie krytykowany Gdy jego syn Maciek miał iść do I klasy szkoły podstawowej - omal nie zostałem jego ojcem chrzestnym, czyli kumem Gajki i Jacka. Niestety, Maciek, wychowany na ateistę, nie zgodził się na chrzest (W stanie wojennym siedziałem z Maćkiem w jednej celi w więzieniu w Białołęce i namawiałem go, by dał mi tę straconą wówczas szansę i przez odmowę nie utrudniał przyszłego wyniesienia jego matki - wówczas jeszcze żyjącej - na kościelne ołtarze. Na próżno.). Przyjaźniłem się z Jackiem, ale i cały czas prawowałem, gdyż ustawicznie krytykowałem ku jego irytacji jego poglądy i koncepcje. Gdy oglądam się wstecz, nie zawsze miałem w tych sporach słuszność, ale mój krytycyzm wciąż narastał, zwłaszcza w III Rzeczypospolitej. Nawet ostatnio przyłożyłem mu - obłożnie choremu - na łamach "Tygodnika Solidarność" oraz "Najwyższego CZASU!" - za nagłaśnianie afery z pogromem w Jedwabnem i odpuszczanie nacjonalistom ukraińskim zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej dawnych Kresów Wschodnich (Nie będę ukrywał, że jemu jego postawa wobec Żydów i Ukraińców przyniosła wysokie ordery z różnych krajów, od Orderu Orła Białego poczynając. Mnie mój krytycyzm zapewnił obecność na łamach raportu Sergiusza Kowalskiego i Magdaleny Tulli "Zamiast procesu"). Zostałem nawet zaproszony jako dawny więzień marcowy przez panią Danutę Hübnerową na uroczystość dekoracji do Pałacu Namiestnikowskiego, ale odmówiłem przybycia. W odróżnieniu od Jacka Kuronia nie zadaję się z postkomunistami
Mimo takiej dozy krytycyzmu szczerze opłakuję jego zgon. Gwoli usprawiedliwienia przypomnę, że per saldo więcej oberwałem od niego niż on ode mnie. Nie czas w obliczu pogrzebu wypominać mu jego "zasługi" wobec mojej skromnej osoby. Tak czy owak jego wady i grzechy były ceną jego zalet i zasług. A ja - w odróżnieniu od głosicieli tolerancji - miłuję bliźnich, niezależnie od moich z nimi różnic zdań. Łączę się więc w bólu z wdową - panią Danutą Kuroniową i najsławniejszym z Kuroniów - jego synem Maćkiem (Potrzebowałem wspomnień Jacka i wstąpiłem do księgarni, pytając o książki Kuronia. Nie mieli ani jednej Jacka, za to całą półkę książek kucharskich Maćka). Niech zatem Jackowi Kuroniowi polska ziemia lekką będzie. Zaś męczennica Gajka w Niebie niech mu wymodli odpuszczenie jego grzechów.

PS. W polskiej i w ogóle chrześcijańskiej tradycji o zmarłych się mówi nihil nisi bene. Jeśli czciciele Jacka Kuronia uznają moje o nim słowa za złamanie tej zdrowej zasady - niech przypomną sobie swą postawę wobec śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Ja Jacka mimo wszystko opłakuję.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |