PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nowa Ukraina już bez Putina

(26,11,2004 źródło Asme)

No i stało się. Na pół godziny przed głównym wydaniem wiadomości w telewizji moskiewskiej Centralna Komisja Wyborcza pod przewodnictwem Serhija Kiwałowa (nomen omen!) ogłosiła 24 listopada br. urzędowe zwycięstwo przedstawiciela promoskiewskiego obozu władzy premiera Wiktora Janukowicza w niedzielnych wyborach prezydenckich. Zebrany na Majdanie Niepodległości w Kijowie wielotysięczny tłum zwolenników prawdziwego zwycięscy tych wyborów ekspremiera Wiktora Juszczenki powitał te wyniki głośnym. skandowaniem zrozumiałego przez Polaków słowa: "Hańba!". Istotnie. Moskiewscy polityczni technolodzy, czyli specjaliści od manipulowania opinią publiczną opracowali scenariusze różnorakich przekrętów wyborczych, które świetnie się sprawdziły w sterroryzowanej przez armię rosyjską Czeczenii, ale sromotnie zawiodły na Ukrainie. Prowadzone przez ośrodki badań socjologicznych wstępne szacunki wyników wyborczych dawały wyraźne zwycięstwo przywódcy opozycyjnego stronnictwa "Nasza Ukraina" Juszczenki. Toteż gdy komisja wyborcza po przeliczeniu większości (99,7 głosów) ogłosiła zwycięstwo premiera Junukowicza, tysięczne rzesze Ukraińców zebrały się w Kijowie na olbrzymim wiecu protestu. Opozycja miała jasną świadomość fałszerstwa, gdyż na podstawie sprawozdań swych przedstawicieli w komisjach wyborczych prowadziła dokładną ewidencję wyników wyborczych. Stąd jej niekłamane oburzenie. Oliwy do ognia dolały gratulacje telefoniczne dla Janukowicza przekazane przez przebywającego w Ameryce Łacińskiej prezydenta Putina, który przedtem dwukrotnie (przed pierwszą i drugą turą wyborczą) przybywał na Ukrainę, aby poprzeć swego kandydata. Ukraińscy wyborcy Juszczenki nie chcieli pozwolić na odebranie sobie przy pomocy ordynarnych fałszerstw zwycięstwa wyborczego. Nie przyzwyczajony do takiej niesubordynacji Kreml ogłosił pokojowo protestujących manifestantów buntownikami. Również prezydent Leonid Kuczma ogłosił, że żadnej rewolucji nie będzie, gdyż on przed naciskiem tłumów się nie ugnie. Moskiewscy technolodzy oskarżyli wręcz Stany Zjednoczone o to, że według wypróbowanych w Serbii i Gruzji scenariuszy chcą przeprowadzić przy pomocy tłumu zamach stanu. Tymczasem te scenariusze spiskowe lęgną się w chorych z frustracji umysłach moskiewskich technologów. U źródeł wszystkich tych przypadków była niezgoda obywateli na oszustwo wyborcze dotychczasowej władzy, czyli Slobodana Miloszevicia oraz Eduarda Szewardnadzego. Różnica pomiędzy nimi a dzisiejszą Ukrainą polega na silnym nacisku Kremla na prezydenta Kuczmę, aby nie cofał się pod presją swego narodu. Stąd ostateczna decyzja uszczuplonej o aż trzech członków komisji wyborczej, sankcjonująca cud nad urną.
Położenie uzurpatorów nie jest jednak proste, czego nie przewidzieli kremlowscy technolodzy. Są oni przyzwyczajeni do tego, że w konflikcie ze społeczeństwem władza ma zawsze słuszność. Tylko raz - w sierpniu 1991 roku dokonująca zamachu stanu władza przegrała w Moskwie ze opierającym się temu społeczeństwem. Ale wtedy władza ZSRR przegrała ze strukturami republikańskimi w Rosji z prezydentem Borysem Jelcynem na czele. Tymczasem na Ukrainie uzurpatorska władza napotyka na odmowę subordynacji zwykłych obywateli, a pod ich presją - również struktur terenowych w obwodach zachodnich i centralnych Ukrainy. Doszło do tego, że we Lwowie pozbawiono władzy wyznaczonego przez Kuczmę gubernatora obwodu. Pół kraju ogłasza, że nie uznaje moskiewskiego mianowańca za legalnego prezydenta, gdyż dla nich narodowym prezydentem jest Wiktor Juszczenko. Władza Kuczmy i Janukowicza kruszy się pod presją trwającego w oporze społeczeństwa. Do ruchu pokojowego oporu przyłączają się nawet dziennikarze oraz dyplomaci.
Jest to silny cios dla prestiżu Kremla na dawnym obszarze Związku Rad. Moskwa acz z bólem pogodziła się już z odejściem - jak to określał niegdyś Nikita Chruszczow - "na Zachód" dawnych krajów obozu moskiewskiego zwanych wówczas krajami demokracji ludowej, czyli w skrócie KDL. Utworzyła ona sobie zastępczo nowy obóz z dawnych republik związkowych, dziś formalnie niepodległych, ale uzależnionych od moskiewskiej zwierzchności. Z tej podległości wyłamała się ostatnio Gruzja dzięki dokonanej przed rokiem "rewolucji róż" Micheila Saakaświlego. Dziś prezydent Saakaświli ku irytacji moskiewskiej telewizji przekazuje po ukraińsku wyrazy poparcia kijowskiej ulicy. Okazuje się, że absolwent kijowskiej uczelni - prezydent Gruzji mówi lepiej po ukraińsku niż rosyjskojęzyczni notable w Donbasie. Przeciwko wyborczym fałszerstwom na Ukrainie protestuje amerykański Departament Stanu i nawet niektóre państwa Unii Europejskiej. Zirytowany Putin podczas wizyty w Portugalii krytykuje obserwatorów OBWE, którzy wykazują fałszerstwa wyborcze na Ukrainie, zapominając o naruszaniu praw ludności serbskiej podczas wyborów w Kosowie. Szkoda, że nikt mu w odpowiedzi nie wytknął moskiewskich wzorców swobody wyboru podczas wyborów prezydenckich w Czeczenii i nawet w Inguszetii. Moskwie do tego stopnia puszczają nerwy, że manifestację protestu młodzieży ukraińskiej pod konsulatem Rosji we Lwowie (skandowano "Niezależna Ukraina") w nocie protestacyjnej MSZ potraktowano jako karygodnie antyrosyjską. Biedny niedźwiedź - jego ofiary nie chcą się dać pozjadać bez oporu. Co za bezczelność z ich strony!
Tymczasem prawda jest jedna - kraje sąsiadujące z Rosją, a w pierwszym rzędzie Polska, muszą podjąć kontrakcję moskiewskiej rekonkwiscie i opór Ukrainy daje po temu odpowiednią sposobność. Jeśli Departament Stanu grozi prezydentowi Kuczmie sankcjami za fałszerstwa wyborcze, to zgodnie z dobrą i trafną radą prof. Zbigniewa Brzezińskiego jeszcze większe sankcje muszą ugodzić w Rosję. W przeciwnym razie byłoby to tylko pozorowaniem kary. Wstrzymanie przez Bank Europejski kredytów dla Rosji jest krokiem we właściwym kierunku. Rodzi się jednak pytanie, czy na takie sankcje wobec Kremla stać lękających się Putina przywódców Unii Europejskiej?

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |