PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Kijów - Warszawa - to wspólna sprawa

(2,12,2004 źródło Asme)

W polskiej prasie, którą czytuję, podobnie jak w polskiej TV, dziennikarze popierają ukraiński zryw ku wolności. Na szczęście w "Najwyższym Czasie" redaktorzy i czytelnicy w swych listach demonstrują odmienny punkt widzenia, a to pobudza myślenie. Pani Katarzyna Kiedrzyńska pyta Janusza Korwin-Mikkego jak to jest, że wszystkie stronnictwa polityczne w Sejmie w jednym porywie - cytuję - "zaczynają kroczyć w tym samym kierunku, ku wyzwoleniu Ukrainy spod ucisku prorosyjskich władz! Tej samej Ukrainy, od której nasz naród tak wiele wycierpiał (o czym zresztą nie mówi się zbyt często)." Pani Katarzyna Kiedrzyńska dodaje rezolutnie: "Nie podoba mi się, gdy wszystkie przeciwstawne sobie frakcje polityczne nagle zaczynają piać jednym głosem. Tu musi być jakieś drugie dno". Istotnie. Leszek Miller w pomarańczowym szaliku chodzi po Sejmie. Prorosyjska lewica post-PRLowska demonstruje poparcie dla prawicowego i niepodległościowego bloku wyborczego "Nasza (czyli ukraińska, a nie rosyjska) Ukraina" Wiktora Juszczenki. To samo działacze Unii Wolności, nie zrażeni antysemityzmem wielu zwolenników ukraińskiej prawicy. Jest to zajmujący temat dla analizy polskiej sceny politycznej, mnie atoli interesuje pogląd pani Katarzyny Kiedrzyńskiej na sprawy stosunków polsko-ukraińskich. Widzi ona wyraźnie przedmiot dzisiejszego konfliktu: wyzwolenie Ukrainy spod ucisku prorosyjskich władz. Ma wszelako zastrzeżenia, gdyż - jak to formułuje - nasz naród tak wiele wycierpiał od Ukrainy. Czyżby zatem w konflikcie ukraińsko-rosyjskim Polacy nie powinni popierać Ukraińców? A może poprzeć naszych niedawnych zaborców?!
W dobie PRL propaganda partyjna sterowana z Kremla atakowała jako wrogów narodu polskiego (w Marcu 1968 hasło brzmiało: "kto za Polską, ten za Gomułką!") niemieckich rewanżystów, wobec czego wrogami narodu byli polscy biskupi katoliccy, odpowiedzialni za swój list do biskupów niemieckich, żydowskich zwolenników państwa Izrael - wroga arabskich sojuszników Kremla, a nadto ukraińskich nacjonalistów. Pani Katarzyna Kiedrzyńska zdaje się nadal tkwi w okowach tej promoskiewskiej propagandy. Kreml głosił wówczas wieczystą przyjaźń polsko-radziecką (czytaj rosyjską), akcentując zarazem konflikty polsko-ukraińskie, zwłaszcza zbrodnie UPA na ludności polskiej. Był to oczywiście towar eksportowy, gdyż do użytku wewnętrznego, czyli do nauczania w sowieckich szkołach oraz przypominania rocznicowego, stałym tematem były, przeciwnie: ucisk i wyzysk ze strony polskich panów wobec bratnich narodów białoruskiego i ukraińskiego.
Jednocześnie mimo głoszonych przez propagandę sowiecką haseł wieczystej przyjaźni polsko-rosyjskiej, położenie ludności polskiej w Związku Rad, zwłaszcza na dawnych Kresach Wschodnich II RP było tragiczne. Polacy pozbawieni byli dostępu do polskiej oświaty i kultury, jeszcze bardziej do polskiego kościoła (wszyscy polscy misjonarze katoliccy przeszli przez wieloletnie więzienia), przymusowo rusyfikowani. Na Białorusi żartowano, że wszyscy obywatele narodowości białoruskiej są w rzeczywistości Polakami z pochodzenia, gdyż rdzenni Białorusini zostali już zapisani jako Rosjanie. Podobnie działo się na Ukrainie, gdzie los Polaków pod administracją sowiecką był jeszcze bardziej tragiczny. Stanowiło to i tak wielką poprawę w porównaniu do przedwojennych czasów stalinowskich, kiedy to w czasie krwawej jeżowszczyzny, czyli stalinowskiej czystki lat 30. (zwanej tak od nazwiska komisarza NKWD Nikołaja Jeżowa) wysiedlono tysiące Polaków z Ukrainy sowieckiej do Kazachstanu, gdzie przebywają do chwili obecnej. Po wojnie polsko-bolszewickiej na sowieckiej Białorusi oraz Ukrainie powstały dwa polskie autonomiczne okręgi narodowościowe im. Feliksa Dzierżyńskiego na Mińszczyźnie oraz im. Juliana Marchlewskiego na Żytomierszczyźnie. W ramach stalinowskiej czystki zostały one zlikwidowane, a ich ludność represjonowana. Wówczas zaiste w Kraju Rad strach było być Polakiem. Nikita Chruszczow opowiadał publicznie na początku lat 60., jakie koszmary przeżywał, gdy Jeżow oskarżył go cichcem wobec Stalina, iż naprawdę jest nie Rosjaninem, lecz Polakiem i nazywa się Chruszczewski.
Mimo tak antypolskiej polityki wewnętrznej Kreml w dobie kryzysu politycznego, wywołanego pieriestrojką Michaiła Gorbaczowa, usiłował rozgrywać kartę polską przeciwko buntującym się narodom Litwy, Białorusi i Ukrainy. Wykorzystując doświadczenia napuszczania Polaków z Wileńszczyzny przeciwko broniącym swych interesów narodowych Litwinom, na Kremlu ukuto plan utworzenia polskiej republiki sowieckiej na terenach dawnych polskich Kresów Wschodnich przyłączonych do ZSRR w ramach paktu Stalina z Hitlerem po 17 września 1939 roku. Rzecznikiem tego planu uczyniono Jana Sienkiewicza - polskiego działacza z Wileńszczyzny, zaangażowanego w zwalczanie litewskiego ruchu narodowego Sajudis. Jednocześnie sowiecka agentura w "Solidarności" usiłowała zneutralizować jej poparcie dla Sajudisu, ukraińskiego Ruchu oraz białoruskiego Frontu Narodowego, zarzucając tym formacjom - nieraz nie bez podstaw - niechętny stosunek do polskiej mniejszości narodowej. (Te argumenty przyjmowano chętnie na prawicy "Solidarności"). Na szczęście "Solidarność" uznała, że w polskim interesie leży przede wszystkim popieranie uciskanych przez Sowiety narodów w ich walce o rozbicie Imperium Zła.
W interesującym (jak zwykle) artykule "Czy rewolucja zrodzi secesję?" na łamach najnowszego "Najwyższego CZASU!" Marek A. Koprowski opisuje działania na rzecz poczłonkowania Ukrainy na początku lat 90., jak Demokratyczny Ruch Donbasu, domagający się autonomicznej Republiki Krzyworosko-Donieckiej czy też założony w rosyjskojęzycznej Odessie Związek Demokratyczny Noworosji. Warto uzupełnić te wiadomości informacją, że były to organizacje sterowane, a przynajmniej mocno infiltrowane przez KGB, aby poczłonkować ruchy niepodległościowe na Ukrainie.
Podobnie jest i teraz, gdy pani Katarzyna Kiedrzyńska zapytuje, traktując to jako pytanie retoryczne, czy mamy popierać Ukrainę, "od której nasz naród tyle wycierpiał". W rzeczywistości nasz naród nie mógł ucierpieć od Ukrainy, której nie było na mapach politycznych Europy (Polacy ucierpieli z rąk niektórych zbrodniczych ukraińskich formacji zbrojnych, ale nie państwa ukraińskiego, którego nie było). Przeciwnie, moim zdaniem, nasz naród ucierpiał wskutek tego, że jej na tych mapach nie było. Rozumiał to marszałek Józef Piłsudski i dlatego w sojuszu z naczelnym atamanem Ukrainy Semenem Petlurą podjął trud jej odbudowy, inicjując wielce ryzykowny dla Polski marsz na Kijów w maju 1920 roku. Niestety, nieudany wskutek zbyt słabego poparcia Ukraińców dla tego marszu, co było skutkiem konfliktu polsko-ukraińskiego o Lwów. Zapłacili Ukraińcy za ten grzech zaniechania strasznym głodem wywołanym przez Stalina w 1932 roku, który pochłonął od 8 do 12 milionów istnień ludzkich, głównie ukraińskich chłopów zapędzonych do kołchozów (Rosja nigdy nie poprosiła Ukraińców o wybaczenie jej tej straszliwej zbrodni, a mimo to z iście miedzianym czołem udaje przyjaciela Ukrainy). Stalin w ogóle był wrogiem ukraińskiego patriotyzmu, który prześladował ogniem i mieczem NKWD, wybijając nie tylko kadry niepodległościowych stronnictw antybolszewickich, lecz również komunistów ukraińskich. Dodajmy, że terror NKWD i KGB był na Ukrainie najbardziej srogi i trwał nawet w dobie pieriestrojki, kiedy w mordowskim łagrze zmarł tragicznie wielki poeta ukraiński Wasyl Stus. Ukraina była stale przedmiotem przymusowej rusyfikacji, która powodowała rok po roku coraz większy zasięg stosowania w użyciu powszechnym języka rosyjskiego zamiast ukraińskiego. Dopiero odzyskanie przez Ukrainę niepodległości odwróciło tę tendencję.
Podobnie było na Białorusi, ale rosyjskim służbom specjalnym udało się przeforsować na prezydenta Aleksandra Łukaszenkę, który zahamował białoruskie odrodzenie narodowe i wznowił przymusową rusyfikację kraju. Ten sam plan chciał prezydent Putin zastosować wobec Ukraińców, popierając w imię tego celu masowe fałszerstwa wyborcze podczas obecnych wyborów. Masowy opór Ukraińców pokrzyżował plany Kremla, na co Moskwa reaguje nader nerwowo. Rzecznik prezydenta Putina Siergiej Jastrzembski w głośnym wywiadzie telewizyjnym oskarżył Zachód, a zwłaszcza USA, że najpierw przeprowadzili rewolucje antyrosyjskie w Europie Środkowej, poczynając od ruchu "Solidarności", a następnie zainicjowali przewroty państwowe w Serbii, Gruzji i obecnie na Ukrainie. Powołał się on na wypowiedzi prasy na Zachodzie w tym względzie (Niewykluczone, że opłacone przez rosyjskich agentów wpływu). Moskiewskie środki przekazu ukrywają przed Rosjanami prawdziwy powód ukraińskiego gniewu, a mianowicie nagminne i zorganizowane fałszowanie przez moskiewską agenturę wyników wyborczych, aby wyeliminować popularnego na Ukrainie, lecz nie lubianego na Kremlu ekspremiera Wiktora Juszczenkę.
Szerokie rzesze Rosjan wciąż nie są w stanie zrozumieć, że ambicje imperialne władców są realizowane kosztem stopy życiowej obywateli. Klęska planów imperialnych prezydenta Putina na Ukrainie może dopomóc zwyczajnym Rosjanom w odzyskaniu praw obywatelskich w samej Rosji. Dlatego opozycja ukraińska powinna wysunąć wobec Rosjan stare hasło polskich powstańców walczących z rosyjskim imperializmem: "Za wolność waszą i naszą!".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |