PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Gdy Kali oznacza Iwan

(27,05,2004 źródło Asme)

Ostatnio w Warszawie wiele było plakatów, a raczej plakacików wzywających do solidarności z cierpiącą izraelską okupację ludnością arabską Palestyny oraz wzywających do powstrzymania premiera Izraela Ariela Szarona. Rozlepili je jacyś lewicowcy nie lubiący USA i jego izraelskiego sojusznika (choć jednocześnie zapewne zarzucający polskiej prawicy antysemityzm). Tak czy owak są to hasła słuszne, niestety świadczą one, że nasza antyizraelska lewica ślepa jest na jedno oko. Nie można bowiem krytykować Stanów Zjednoczonych za ich politykę w Palestynie czy Iraku - pomijając znacznie okrutniejsze działania wojska rosyjskiego okupującego Czeczenię! A o tym ani słowa na lewicowych plakatach. Czeczenia w ciągu dwóch ostatnich wojen kolonialnych straciła 250 tys. mieszkańców, w zdecydowanej większości cywilów płci obojga, co stanowi około 1 jej milionowej do niedawna ludności. W układzie procentowym jest to więcej niż wspólne polskie i żydowskie straty na ziemi polskiej podczas II wojny światowej. Niestety ani ci, którzy boleją nad Holokaustem ludności żydowskiej w Europie, ani ci, którzy bronią dziś praw narodu palestyńskiego do własnej ziemi, nie dostrzegają męczeństwa małego i dzielnego narodu czeczeńskiego. Zadziwiająca zaiste ślepota.
Jeśli na rosyjskie zbrodnie są ślepe czynniki postronne - nie ma co się dziwić ślepocie rosyjskiej. Przynajmniej ślepocie czynników rządowych, gdyż rosyjscy obrońcy praw człowieka zachowali zdolność do postrzegania i dokumentowania bolesnych faktów. Ślepotę rządu naśladują rosyjskie środki przekazu, zwłaszcza telewizja prorządowa. Mało, że zajmuje się ona propagandą w sprawach czeczeńskich, taką samą propagandę prokremlowską uprawia w bardziej delikatnych sprawach polityki zagranicznej, ze szczególnym uwzględnieniem spraw dawnych republik sowieckich. Widzimy więc, jak telewizja moskiewska naświetla wydarzenia w Gruzji. Poprzedni prezydent Eduard Szewardnadze nie cieszył się sympatią rosyjskich środków przekazu. Złożyły się na to zarówno jego zasługi dla odprężenia międzynarodowego w czasie jego pracy na stanowisku ministra spraw zagranicznych ZSRR, w dobie Michaiła Gorbaczowa, jak również zawód, jaki sprawił Kremlowi swą polityką współpracy Gruzji ze Stanami Zjednoczonymi. Dlatego Kreml nie chciał go bronić w czasie pokojowej "rewolucji róż" z Micheilem Saakaświlim na czele (Prasa polska podaje nazwisko nowego, demokratycznie wybranego prezydenta Gruzji według rosyjskiej pisowni Saakaszwili, co jest błędem. Alfabet rosyjski nie zna bowiem dźwięków ś i dź, które występują zarówno w mowie gruzińskiej, jak i polskiej). Znacznie bardziej zaangażował się Kreml w obronę prezydenta autonomicznej republik Adziarii, księcia Aslana Abasidzego, ponieważ na jej terenie mieści się z jego przyzwolenia rosyjska baza wojskowa. Na nieszczęście dla Moskwy Adziarowie - mieszkańcy tego regionu, w głównej mierze poturczeńcy, wyznający islam, są świadomymi swej przynależności narodowej Gruzinami i poczuwają się do więzi ze swymi prawosławnymi rodakami w pozostałych regionach Gruzji. Dlatego podczas wyborów prezydenckich większość Adziarów głosowała na Saakaświlego i poparła go następnie podczas konfrontacji z Abasidzem. Dotychczasowy władca absolutny Adziarii musiał więc salwować się ucieczką do Moskwy, gdzie przezornie zdeponował swe kapitały. Dzięki temu może dziś wystąpić w roli możnego sponsora mistrzostw szachowych świata zorganizowanych przez prezydenta Republiki Kałmuckiej Elumżynowa w jej stolicy Eliście (Elumżynow jest przewodniczącym światowego związku szachowego). Zawody szachowe miały się odbyć pod protektoratem Abasidzego w Batumi, ale drugi etap rewolucji róż wymusił przeniesienie ich do Elisty.
Jeśli integracja Adziarii odbyła się bez moskiewskich przeszkód dzięki patriotycznej postawie jej ludności, to w dwóch innych republikach autonomicznych Gruzji - Abchazji i Południowej Osetii sprawy wyglądają znacznie trudniej dla Micheila Saakaświlego. Przede wszystkim ze względu na to, że zamieszkują je w większości nie Gruzini, lecz skłóceni z nimi i dążący do odseparowania się od Gruzji Abchazowie oraz Osetyjczycy. Stoczyli oni w pierwszych latach po ogłoszeniu niepodległości Gruzji walkę zbrojną z Gruzinami i przy pomocy rosyjskiej wyparli ich poza granice swego regionu. W Abchazji spowodowało to exodus ludności gruzińskiej nawet z tych terenów, gdzie Gruzini stanowili większość. Od tego czasu armia gruzińska poczyniła dzięki amerykańskiej pomocy znaczne postępy w wyszkoleniu i uzbrojeniu, ale przed ponownym przyłączeniem tych terenów do Gruzji chronią je rosyjskie oddziały pokojowe, strzegący tam przestrzegania rozejmu. W ten sposób Moskwa wielokrotnie zarzucająca prezydentowi Eduardowi Szewardnadzemu wspieranie separatyzmu czeczeńskiego przeciwko Rosji, sama wspiera separatyzm abchazski oraz osetyjski. Władze południowoosetyjskie otwarcie głoszą hasła przyłączenia się Południowej Osetii do wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej Republiki Osetyjskiej, a zatem godzą w integralność terytorialną Gruzji. Władze moskiewskie przyjmują te postulaty z całą przychylnością, nadając mieszkańcom tych regionów szereg przywilejów, których w swoim czasie pozbawiły obywateli Gruzji. Większość Abchazów oraz Osetyjczyków uzyskało rosyjskie dowody osobiste i w ten sposób stało się obywatelami Federacji Rosyjskiej. Zapewnia to im namacalne korzyści materialne. Komentator TV moskiewskiej RTR mówił ostatnio z dumą, że Osetyjczycy w Południowej Osetii otrzymują rosyjską emeryturę - znacznie wyższą od emerytury ich gruzińskich sąsiadów. Mamy zatem pełzającą aneksję ziem formalnie gruzińskich w imię prawa Abchazów oraz Osetyjczyków do samostanowienia. Tego samego prawa wojsko rosyjskie pozbawia Czeczenów w imię integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej. Ta dwoistość standardów nie budzi ani u rosyjskich dyplomatów, ani u komentatorów telewizji moskiewskiej żadnych zastrzeżeń. To samo dotyczy zresztą sytuacji w Iraku. Komentatorzy telewizji moskiewskiej niezmiennie nazywają partyzantów czeczeńskich bandytami, ale atakujących lub wręcz porywających rosyjskich cywilów terrorystów irackich określają jako partyzantów. Telewizja moskiewska lamentuje nad losem irackich więźniów dręczonych w bagdadzkim więzieniu przez amerykańskich nadzorców - ani słowem nie wspominając o okrutnych torturach stosowanych przez rosyjskich śledczych na więźniach czeczeńskich w osławionym obozie filtracyjnym Czernokozowo! U Henryka Sienkiewicza to się nazywało logika Kalego, ale moskiewscy komentatorzy telewizyjni zapewne nie czytali "W pustyni i w puszczy".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej ksišżce |