PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Ekscelencjo, nie uchodzi...

(7,12,2004 źródło Asme)

W ostatnim "Plusie - Minusie", czyli sobotnio-niedzielnym dodatku do dziennika "Rzeczypospolita" z 4 - 5 grudnia br. Jego Ekscelencja metropolita lubelski, ksiądz arcybiskup Józef Życiński w artykule pod tytułem "Barbarzyńcy w archiwach" podjął się obrony Instytutu Pamięci Narodowej przed posłami SLD oraz dobrego imienia swego parafianina, prof. Jerzego Kłoczowskiego, oskarżonego przez redaktora Stanisława Michalkiewicza o to, iż jest TW, czyli tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Historyk". JE ksiądz arcybiskup unika wymieniania nazwisk, jedynie oburza się, że ofiarą oskarżenia padł ceniony intelektualista, "który stracił rękę, walcząc w powstaniu warszawskim". Unika też prezentowania argumentów red. S. Michalkiewicza, tworząc pozór, iż oskarżenie jest nieudokumentowane. W związku z tym dodaje: "Zdumiewające bywają tajniki tych dziennikarskich sumień, które pozwalają odsądzać bliźnich od czci w sprawach podstawowej wagi, bez zadania sobie podstawowego trudu związanego z uzasadnieniem oskarżeń. Wyssane z palca zarzuty mogą przecież doprowadzić u atakowanego do ataku serca albo głębokiej depresji; mogą także zniszczyć dobre ludzkie imię w środowiskach praktykujących kult słowa drukowanego". Nie jestem sędzią lustracyjnym, bym decydował, czy przytaczane (wbrew zaprzeczającym temu słowom JE księdza arcybiskupa) przez red. S. Michalkiewicza dowody winy prof. J. Kłoczowskiego są przekonywujące, czy też nie. Jako czytelnik atoli obydwu stron muszę z wielkim bólem stwierdzić, iż JE ksiądz arcybiskup mija się z prawdą i opisane przez niego złe skutki oszczerstw mogą mieć destrukcyjne skutki w środowisku, w którym obraca się mój wieloletni przyjaciel red. S. Michalkiewicz, który też pod wpływem oskarżeń Jego Ekscelencji może doznać zawału serca lub popaść w melancholię. Prof. Jerzy Kłoczowski jest wybitnym historykiem i żadne oskarżenie o współpracę z SB nie pomniejszy wartości jego dociekań historycznych. Znam atoli przypadek gołosłownego oskarżenia przez Jacka Kuronia w jego książce "Spoko", (nb. poświęconej krytyce próby lustracji agentów TW przez ministra Antoniego Macierewicza) mojej Bogu ducha winnej koleżanki z Bractwa Otrzeźwienia Danusi B. Jest to prosta, acz urodziwa dziewczyna bez zasług naukowych prof. J. Kłoczowskiego i oskarżenie o tajną współpracę z SB przez taki autorytet moralny jak Jacek Kuroń pozbawiało ją całego jej dorobku w opozycji solidarnościowej. Stąd wartość słów JE księdza metropolity w obronie Instytutu Pamięci Narodowej, który rozstrzygać powinien takie spory.
Zdaję sobie sprawę, że błąd czy też świadome oszczerstwo ze strony Jacka Kuronia mimo całej destrukcyjności skutków oskarżenia Bogu ducha winnej dziewczyny nie miało takich skutków jak stosowane przez socjalistów za cara czy też przez komunistów za II Rzeczypospolitej mordowanie skrytobójcze domniemanych agentów Ochrany lub polskiej Defensywy. Tu pomyłki w podejrzeniach o współpracę miały znacznie bardziej dramatyczny skutek. Takie przypadki fałszywych posądzeń zdarzały się również podczas II wojny światowej w polskiej konspiracji niepodległościowej. Mój teść, śp. Zygmunt Malarecki pseudonim "Szczerb" - żołnierz oddziału Kedywu AK majora Jana Piwnika "Ponurego" - miał po Październiku '56 sprawę sądową w Kielcach z oskarżenia ze strony pewnego żołnierza NSZ, na którego w czasie okupacji hitlerowskiej wydano wyrok w Bodzentynie. Opierał się on na błędnych (jak się okazało) podejrzeniach o współpracę z Gestapo. W wyniku zamachu zginęła żona owego NSZ-etowca, również żołnierz NSZ, on zaś ocalał cudem. Jednym z wykonawców wyroku był mój teść Zygmunt Malarecki, który ów błąd swych przełożonych przypłacił później odsiadką w areszcie, w wielomiesięcznym śledztwie w tej sprawie, zakończonym na szczęście uniewinnieniem (rzecz działa się już po Październiku '56 i sąd w tej sprawie był już bezstronny). Tu podstawą wyroku był ewidentny błąd, ale niektóre wyroki podziemia przypominały czasem dintojrę, jak było w przypadku wybitnego działacza KPP Leona "Łukasza" Lipskiego, zabitego przez bojówkę PPR w okupacyjnej Warszawie lub w głośnej sprawie sekretarza generalnego KC PPR Marcelego Nowotki, zabitego przez braci Mołojców. Jak Jego Ekscelencja może łacno stwierdzić - dzisiejsze obyczaje w środowisku dawnych opozycjonistów są znacznie bardziej humanitarne niż u dawnych uczestników podziemia okupacyjnego.
Mimo to JE ksiądz metropolita ma pretensje do red. S. Michalkiewicza o to, że swoje zarzuty (czy też podejrzenia) prezentuje w środowiskach katolickich, z którymi jest związany: w czasopiśmie "Głos Katolicki", w radiu "Maryja" oraz w lubelskim Klubie Inteligencji Katolickiej. Dodam, że JE ksiądz metropolita pominął jeszcze dwa tygodniki, a mianowicie "Najwyższy CZAS!" oraz "Nasza Polska", w których regularnie zamieszcza swe artykuły red. S. Michalkiewicz. JE ksiądz arcybiskup komentuje: "Świadczy to, że niektóre środowiska katolickie przeżywają głęboki kryzys tożsamości i coraz częściej szukają w nich schronienia frustraci polityczni reprezentujący partie kanapowe. Wiadomo o tym dobrze od czasów zamieszek na Żwirowisku, kiedy to znany przedstawiciel służb specjalnych PRL występował jako obrońca krzyża, gromiąc biskupów i serwując dobre rady, jak być Polakiem i katolikiem".
Przed chwilą JE ksiądz metropolita protestował przeciwko podejrzewaniu inwalidy wojennego i dzielnego powstańca o współpracę z SB, choć zapewne wie, że wielu dzielnych żołnierzy polskiego Ruchu Oporu zmuszono w PRL do współpracy ze służbami specjalnymi PRL lub ZSRR. Przykładem może być Bolesław Piasecki z "Falangi", dzielny partyzant i powstaniec, który w więzieniu NKWD zaproponował współpracę gen. Iwanowi Sierowowi we wspólnym działaniu przeciwko hierarchii Kościoła katolickiego lub bohater powstańczy pułkownik Jan Mazurkiewicz "Radosław". A i gen. Zygmunt Berling (według własnych wspomnień przyjaciel jednego z szefów NKWD i katów katyńskich W. Mierkułowa) był kawalerem krzyża Virtuti Militari za wojnę z bolszewikami w 1920 roku. Teraz bez żadnych po temu dowodów Jego Ekscelencja oskarża jednego z bohaterów polskiego ruchu oporu przeciwko komunistycznemu totalitaryzmowi Kazimierza Świtonia o to, że jest funkcjonariuszem SB. A gdzie dowody, Ekscelencjo?! Czy godzi się rzucać fałszywe świadectwo przeciwko bliźniemu swemu wbrew VIII przykazaniu Bożemu?! Mój przyjaciel Kazimierz Świtoń był pierwszym w Polsce organizatorem Wolnych Związków Zawodowych na Górnym Śląsku, a więc pierwszym, acz nie bezpośrednim przodkiem "Solidarności" (bezpośrednimi twórcami związku "Solidarność" byli założyciele WZZ na Wybrzeżu Andrzej Gwiazda z żoną Joanną, Ania Walentynowiczowa, Bogdan Borusewicz i jego żona Alina Pieńkowska, bracia Wyszkowscy oraz last not least Lech Wałęsa). Jako założyciel pierwszych WZZ i działacz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Kazimierz Świtoń był ofiarą nieludzkich wręcz represji ze strony SB. Wielokrotnie protestowaliśmy przeciwko szykanom SB wymierzonym w Kazika i jego rodzinę. Wiele może o tym opowiedzieć dawny działacz Ruchu Obrony, red. Stanisław Michalkiewicz - w owych czasach redaktor ukazującego się w drugim obiegu pisma opozycyjnego dla rolników "Gospodarz". Tacy ludzie zasługują na szacunek, a nie na gołosłowne oskarżenia o współpracę z SB. W III Rzeczypospolitej Kazimierz Świtoń był posłem na Sejm i założycielem Ruchu Obywateli Skrzywdzonych Przez Władzę. W tej roli popełnił różne błędy, wynikające z tego, że jako prosty rzemieślnik pozbawiony niezbędnej wiedzy o władzy w PRL, zawierzał czasem pochopnie różnym ludziom ewidentnie złej woli przekazującym mu "rewelacyjne informacje" o tajemnicach PRL-owskiego MSW. Wydrukował m.in. szereg list domniemanych Żydów, opartych na informacjach pochodzących z archiwum moczarowego "naukowca", gen. Tadeusza Walichnowskiego. Na tych listach umieścił wielu autentycznych działaczy opozycji, m.in. śp. Wojciecha Ziembińskiego. Niewykluczone, że listy te były tak niechlujnie opracowane przez ubeckich suflerów, aby skompromitować Kazika Świtonia jako prostaka i nieuka (Na jednej z list "ludzi naprawdę rządzących Polską" sygnowanych przez Kazimierza Świtonia jako szarą eminencję PRL i osobę nr 2 po Jakubie Bermanie podano działacza przedwojennej KPP Saula Amsterdama vel Henryka Henrykowskiego, w rzeczywistości rozstrzelanego w Moskwie w 1937 roku w czystkach nadzorowanych przez komisarza NKWD Nikołaja Jeżowa). Jego bezsporne błędy w tym względzie nie miały wszelako w III Rzeczypospolitej tak katastrofalnego skutku jak ewidentny błąd redaktora paryskiej "Kultury" Jerzego Giedrojcia, który wylansował w 1962 roku pamflet znanego działacza warszawskiego Klubu Krzywego Koła Witolda Jedlickiego pod tytułem "Żydy i chamy". Działał on w istocie jako agent wpływu gen. Mieczysława Moczara (właściwie: Nikołaj Diomko) przygotowujący swą działalnością na Zachodzie grunt pod antysemickie czystki generałów W. Jaruzelskiego i M. Moczara w latach 1967 i 68 . Co się tyczy tzw. zamieszek na Żwirowisku to zainicjował je Jacek Kuroń, zapraszając w 1989 roku do Polski znanego z antypolskiego nastawienia rabina z Nowego Jorku Abrahama Weissa, który zorganizował awanturę pod klasztorem sióstr karmelitek. (wytł. ASME) Po wycofaniu sióstr karmelitek z Oświęcimia antypolskie środowiska żydowskie podjęły atak na papieski krzyż na Żwirowisku, domagając się jego usunięcia w myśl udzielonego im przez innego mego przyjaciela, ambasadora Krzysztofa Śliwińskiego przyrzeczenia. Sytuację i krzyż uratował właśnie Kazimierz Świtoń, gromadząc w znak protestu wiele krzyży na Żwirowisku, dzięki czemu ocalił ostatecznie krzyż papieski. Winniśmy mu za to wdzięczność. Jego Ekscelencja sam nazywa rzucanie oszczerstw bez pokrycia o współpracy z SB - metodami współczesnych hunwejbinów oraz obyczajami rodem z pogańskiej kniei. Pytam więc z całym należnym szacunkiem wobec Jego Ekscelencji, czy uchodzi duszpasterzowi tej miary, co Jego Ekscelencja, rzucać na Kazimierza Świtonia (przy całym krytycyzmie wobec jego niektórych działań) niczym nie udokumentowane oskarżenia o współpracę ze służbami specjalnymi PRL?! Przyganiał kocioł garnkowi, a sam niestety smoli.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |