PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Dzień polskiego zwycięstwa

(12,05,2004 źródło Asme)

Znowu potwierdza się stara prawda, że Polacy nie potrafią świętować swych zwycięstw. Może nie tyle nie potrafią, ile nie odczuwają potrzeby. My pamiętamy wyłącznie o krwawych i tragicznych klęskach narodowych, ale nie o zwycięstwach. Ta refleksja ponownie przyszła mi do głowy, gdy oglądałem 9 maja w RTR czyli na drugim kanale moskiewskiej TV urzędowe obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie. Obok składania kwiatów na grobie Nieznanego Żołnierza przez prezydenta Władimira Putina w otoczeniu premiera Fradkowa i ministra obrony Siergieja Iwanowa była defilada wojskowa na Placu Czerwonym w Moskwie rano oraz wielki koncert piosenek czasu wojny na tymże placu wieczorem. Wielki tłum młodzieży spontanicznie odbierającej dwugodzinny repertuar pieśni patriotycznych o Rosji. Oczywiście bez dawnych hołdów dla wielkiego twórcy wszystkich zwycięstw, czyli generalissimusa Józefa Stalina lub późniejszych - ku czci marszałka Leonida Brieżniewa. Ale były kwiaty pod stojącym koło Kremla pomnikiem marszałka Gieorgija Żukowa na koniu (Nawiązującego do jego roli do odbioru defilady zwycięstwa. Warto dodać, że dowodził ową defiladą i pędził wtedy konno w ślad za marszałkiem Żukowem marszałek dwóch narodów Konstanty Rokossowski, ale on jeszcze nie dorobił się pomnika w Moskwie.). I to wszystko mimo zabójstwa tego dnia mianowanego przez Moskwę prezydenta Czeczenii Achmada Hadży Kadyrowa
A przecież Polacy mają te same powody do świętowania Dnia. Zwycięstwa, co i Rosjanie. To Polska ustami ministra Józefa Becka odrzuciła niemieckie propozycje oddania III Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska oraz udostępnienia jej eksterytorialnego korytarza do Prus Wschodnich. Polska też stawiła zbrojny opór agresji III Rzeszy i w ten sposób przerwała pokojowy podbój poszczególnych części Europy. Polski opór wywołał też udział sojuszników Polski Wielkiej Brytanii i Francji w wojnie. Po klęsce wrześniowej, do której przyczynił się zdradziecki "nóż w plecy" Rzeczypospolitej, zadany przez Stalina działającego w zmowie z Hitlerem, polski opór zbrojny nie ustał. Polacy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej - pod Narwikiem, pod Tobrukiem, na Monte Cassino oraz na froncie wschodnim - pod Lenino, na warszawskiej Pradze, na Wale Pomorskim i w Berlinie. W Bitwie o Anglię odznaczyli się polscy lotnicy, w bitwach morskich na Atlantyku polscy marynarze. W okupowanym kraju partyzanci Armii Krajowej śpiewali z goryczą i dumą: "My kraj bez Quislingów, Petainów, my - naród nadziei i snów, dla kilku tych coltów i stenów (ze zbyt skąpych zrzutów broni - AZ) krwawimy od Odry po Lwów". Polska stworzyła rzecz fenomenalną - konspiracyjne Państwo Podziemne z własnym tajnym parlamentem i tajną administracja rządową. W okupowanej Jugosławii istniały wprawdzie własne struktury państwowe z marszałkiem Titem na czele, ale one funkcjonowały przede wszystkim na terenach wyzwolonych przez dowodzona przez niego partyzantkę.
Polacy mają więc powody, by świętować podobnie jak Rosjanie swój Dzień Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, tyle że o dzień wcześniej - 8 maja, który jest dniem patrona Polski św. biskupa Stanisława ze Szczepanowa. I być dumnymi ze swego wkładu w zbiorowe zwycięstwo, osiągnięte wszak wspólnie (czego się nie mówi młodzieży rosyjskiej) przez wszystkie narody koalicji antyhitlerowskiej. Polacy mają nawet większe od Rosjan prawo do dumy, gdyż Polska od samego początku walczyła po słusznej stronie, zaś Rosja zawdzięcza swe nieszczęścia i dziesiątki milionów strat ludzkich głównie samobójczej polityce swego dyktatora Stalina, dzięki której Hitler zdecydował się na rozpętanie wojny (o czym również nie mówi się dziś młodzieży rosyjskiej).
Zaraz po Jałcie i Poczdamie Polacy mieli prawo czuć się przegranymi w tej wojnie, zwłaszcza pozostający na emigracji żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie lub więzieni w ZSRR żołnierze Armii Krajowej. W dobie PRL szczerze świętować Dzień Zwycięstwa mogły jedynie elity komunistyczne budujące socjalizm ze Związkiem Rad na czele. Ale po zwycięstwie "Solidarności" nad Imperium Zła wszystko wróciło na swoje miejsce i w chwili obecnej Polacy mogą naprawdę czuć się zwycięzcami w II wojnie światowej. Dlatego dziś przeżywamy nareszcie urzeczywistnienie dawnego hasła Polski Podziemnej: "Polska żyje, Polska walczy, Polska zwycięża". I wszyscy możemy czuć się dumnymi z tego, że jesteśmy Polakami.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |