PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Dwie grudniowe rocznice

(15,12,2004źródło Asme)

Co roku obchodzimy w grudniu dwie tragiczne rocznice, których żyjącym antybohaterem jest gen. Wojciech Jaruzelski. Dla żyjącego pokolenia grudzień kojarzy się z wprowadzeniem w nocy z 12 na 13 stanu wojennego i wraz z załogą kopalni "Wujek" - rozstrzelaniem nadziei Polaków na odnowę w ramach "socjalizmu z ludzką twarzą" oraz z przyzwolenia Kremla. (Dlatego też następny etap walki o odnowę przyniósł niepodległość od Moskwy oraz przywrócenie - po 45 latach komunistycznych rządów - gospodarki rynkowej opartej na własności prywatnej. Rok wcześniej można było za takie pragnienia otrzymać wyrok). Natomiast pokolenie dziś już ze względów naturalnych wymierające powinno wciąż pamiętać poprzednią tragedię grudniową z 1970 roku - krwawą, nieporównywalnie krwawszą niż wprowadzenie stanu wojennego masakrę polskich robotników na Wybrzeżu. Spowodował ją I sekretarz KC PZPR tow. Wiesław, czyli Władysław Gomułka swą decyzją podwyżki cen żywności tuż przed świętami Bożego Narodzenia oraz swą reakcją na pokojowy początkowo protest załóg robotniczych, w pierwszym rzędzie Stoczni Gdańskiej ówczesnego imienia "Lenina". Gomułka, który chętnie uwierzył w reklamowe hasło urzędowej propagandy z Marca 1968 roku, że "kto za Polską, ten za Gomułką", uznał protest przeciwko swym decyzjom za bunt przeciwko Polsce i wysłał przeciwko strajkującym i manifestującym swój protest robotnikom regularne wojsko, uzbrojone w ostrą amunicję. "Pożałował chleba dla polskiego rodu, czołgów nie żałował, bo je miał ze Wschodu" - śpiewano wtedy (i później) z goryczą na Wybrzeżu. By uzasadnić takie bestialstwo, ukuto według wzorów Marca '68 uzasadnienie, iż podłożem protestu robotników na Wybrzeżu miały być postawy proniemieckie Kaszubów i w ogóle autochtonów. Tak uzasadniano słuszność decyzji o strzelaniu do bezbronnych ludzi wśród wojska i aktywu partyjnego w całym kraju. Nie obeszło się bez zwykłego w gospodarce planowej bezhołowia: wicepremier Stanisław Kociołek wezwał ludzi do powrotu do pracy, osoba w Partii nr 2 - wicemarszałek Sejmu PRL Zenon Kliszko w obłędnej obawie sabotażu, kazał wojsku ludzi powstrzymać. Choćby i bronią palną. O zwyczajnym zatrzymaniu kolejki dojazdowej na trasie do Stoczni Gdyńskiej "Komuna Paryska" oczywiście nie pomyślano. By ukryć rozmiary tragedii, zabitych chowano potajemnie i wielu z dala od rodziny w workach z tworzywa. Wskutek sabotażu SLD i ich sojuszników od "okrągłego stołu", do dnia dzisiejszego nikogo nie ukarano mimo trwającego procesu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, Stanisława Kociołka i towarzyszy. Jedynie czerwony gen. Galliffet, czyli gen. Grzegorz Korczyński (wł. Stefan Kilianowicz) dowodzący masakrą robotników w Trójmieście zastrzelił się w stanie nietrzeźwym na placówce dyplomatycznej w Algierii wkrótce po obaleniu rządów Gomułki i zastąpieniu go przez Edwarda Gierka.
Tak się skończyła 14-letnia epoka rządów Gomułki, który w ciągu kilkunastu tych lat roztrwonił cały swój kredyt zaufania autentycznego "zbawcy ojczyzny" w październiku '56, kiedy (w odróżnieniu od gen. Wojciecha Jaruzelskiego na jesieni 1981 roku) ośmielił się przeciwstawić dyktatowi z Kremla i wygrać partię. Wystarczy porównać jego karierę z karierą moskiewskiego namiestnika Janosa Kadara, przywiezionego do Budapesztu przez sowiecki korpus interwencyjny w listopadzie 1956 roku. Jego prestiż w odróżnieniu od gomułkowego był bliski zeru. Żartowano wtedy dlaczego w rządzie Kadara jest zaledwie pięciu ministrów (więcej Rosjanom nie udało się widać skłonić w pierwszym rzucie do współpracy) i odpowiedź brzmiała, że więcej nie mieści się w sowieckim czołgu. Konto Kadara zostało jeszcze obciążone zawinionym przez gen. Iwana Sierowa i jego szefa Nikitę Chruszczowa mordem sądowym na premierze Imrem Nagy'u oraz gen. Palu Maleterze. I mimo to po roku 1963, kiedy dzięki porozumieniu sowiecko-amerykańskiemu w sprawie węgierskiej i wymuszonej przez Amerykanów amnestii politycznej uzyskał na Kremlu pewną swobodę ruchu, podjął on inicjatywy polityczne i ekonomiczne, które zapewniły mu uznanie rodaków, budujących wraz z nim "socjalizm gulaszowy". Władysław Gomułka na opak z każdym swym krokiem odbierał złudzenia swym rodakom. Już w lecie 1957 roku pacyfikował strajk w Łodzi przy pomocy ZOMO, w rocznicę Października '56 pacyfikował pałkami milicyjnymi manifestacje studenckie w obronie zamkniętego przez niego tygodnika "Po prostu", który przed rokiem odegrał czołową rolę w torowaniu mu drogi do władzy. (Wtedy też padła pierwsza śmiertelna ofiara "drugiej gomułkowszczyzny" w osobie chłopca-nastolatka, zastrzelonego przez ZOMO-wca pod Politechniką Warszawską podczas starcia studentów z milicją. Później tych ofiar było coraz więcej). W 1962 roku proponował swym towarzyszom wywiezienie w Bieszczady manifestujących pokojowo pod ministerstwem zdrowia na Miodowej pielęgniarek, domagających się podwyżki swych głodowych pensji. Prymitywny samouk, przekonany o swej wszechwiedzy ekonomicznej, rozpędził na cztery wiatry złożoną ze sław światowych Radę Ekonomiczną, która opracowała mu projekt reform gospodarczych, wdrażających w gospodarkę nakazowo-rozdzielczą mechanizmy rynkowe i samorząd pracowniczy. (Polskie projekty wykorzystał z powodzeniem na Węgrzech Janos Kadar. Gospodarka węgierska stała się dzięki temu przedmiotem zazdrości w innych KDL-ach, w tym i w PRL). Poparty w trudnej chwili przez zwolnionego pod naciskiem warszawskiej ulicy z internowania w klasztorze w Komańczy księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego - odpłacił mu się czarną niewdzięcznością, podejmują raz po raz antykościelne akcje, których uwieńczeniem stała się konfrontacja z Episkopatem w roku 1966 o list biskupów polskich do biskupów niemieckich oraz haniebna decyzja o niedopuszczeniu papieża Pawła VI do Polski. W styczniu 1968 roku z podania Zenona Kliszki podjął decyzję o zdjęciu ze sceny Teatru Narodowego dramatu narodowego wieszcza "Dziady" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Sprowokował tym protest młodzieży studenckiej i literatów, wobec czego podjął przeciwko nim policyjne represje, które po brutalnym rozpędzeniu wiecu studentów Uniwersytetu Warszawskiego 8 marca 1968 roku wywołały w całej Polsce strajki i manifestacje protestu młodzieży. Odpowiedział na nie jeszcze sroższymi represjami i nagonką propagandową na Żydów, których oskarżył o podżeganie do protestu. Masowa emigracja resztek polskich Żydów na Zachód okryła wraz z nim hańbą całą (Bogu ducha winną w tym względzie) Polskę, z czego cieszyła się tylko podpowiadająca takie antysemickie czystki Moskwa. Niesyty chwały podjął wraz ze swym wieloletnim wrogiem Walterem Ulbrichtem naciski na Leonida Brieżniewa, aby skłonić go do interwencji zbrojnej przeciwko podejmującej reformy gospodarcze i społeczne bratniej Czechosłowacji na czele z popieranym w pierwszej chwili przez tegoż Brieżniewa I sekretarzem KC K.P.Cz. Aleksandrem Dubczekiem. Złościło go powszechne w Polsce powiedzenie, że cała Polska czeka na swego Dubczeka. Wysłał Ludowe Wojsko Polskie w sukurs innym krajom Układu Warszawskiego interweniującym wbrew prawu międzynarodowemu w Czechosłowacji, jeszcze bardziej okrywając hańbą w oczach cywilizowanego świata PRL. Miara przebrała się w grudniu 1970 wskutek jego decyzji o podwyżce cen żywności na święta Bożego Narodzenia. Masowy protest załóg robotniczych na Wybrzeżu krwawo przez niego topiony we krwi doprowadził do usunięcia go w polityczny niebyt przez jego najbliższe otoczenie partyjne z Edwardem Gierkiem na czele, korzystające z jego chwilowej niedyspozycji zdrowotnej. W spisku przeciwko Gomułce popieranym z Kremla przez Brieżniewa, rozgniewanego sobiepaństwem Gomułki, brali udział ludzie zawdzięczający mu całą swą karierę partyjną, w pierwszym rzędzie gen. Wojciech Jaruzelski.
Tenże gen. W. Jaruzelski przypomniał sobie o jego istnieniu, gdy odwiedził go w lecznicy rządowej i poprosił o błogosławieństwo dla stanu wojennego, zwanego powszechnie wojną jaruzelsko-polską. Gomułka chętnie tego błogosławieństwa udzielił, nie zdając sobie sprawy, że padnie jej ofiarą. Zmarł w lecznicy rządowej po wielkiej manifestacji w Warszawie zdelegalizowanej przez WRON-ę "Solidarności" w rocznicę porozumień sierpniowych 31 sierpnia 1982 roku, zatruty gazami łzawiącymi użytymi przez Kiszczakowe ZOMO dla rozpędzenia manifestujących robotników. Słyszał na własne uszy ich wołania, że "Orła WRON-a nie pokona" i z tym umarł. Głosił, gdy był u władzy, że komuniści władzy raz zdobytej nie oddadzą i już nie dożył chwili, kiedy gen. Jaruzelski pozbawiony moskiewskiego wsparcia pod naciskiem "Solidarności" władzę oddał, zaś ostatni I sekretarz KC PZPR ekspremier Mieczysław F. Rakowski na zjeździe PZPR z poczuciem bezsilności kazał wyprowadzić sztandar Partii.
Dziś w III Rzeczypospolitej gen. W. Jaruzelski wśród lewicowej części społeczeństwa wciąż żyje w glorii "zbawcy ojczyzny" przed urojonym najazdem sowieckim, w ten sposób zawłaszczając sobie zasługi prawdziwego "zbawcy ojczyzny" z października 1956 roku - Władysława Gomułki. Jest w tym pewna logika historii, gdyż tow. Wiesław swym postępowaniem w czasie 14-lecia swych rządów zasłużył na pozbawienie tego zaszczytnego miana. Szkoda jedynie, że jego strój założył gen. Jaruzelski - winowajca dwóch grudniowych masakr Polaków. Warto pamiętać - zwłaszcza podczas Mszy świętych za spokój duszy poległych za Ojczyznę, że obok ofiar towarzysza generała z Wybrzeża w grudniu 1970 roku, poległych górników z kopalni "Wujek" w grudniu 1981 oraz stu ofiar śmiertelnych jego późniejszych rządów, pozostaje wciąż nie ustalona liczba śmiertelnych ofiar jego decyzji np. wyłączenia telefonów w nocy wprowadzenia stanu wojennego. Przyjmij ich, Boże, do swej Światłości...

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |