PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Bolesny kontrast albo kolejna rocznica tragicznych wydarzeń

(19,07,2004 źródło Asme)

W niedzielę 11 lipca "Panorama" w telewizyjnej Dwójce informowała o uroczystych obchodach kolejnej rocznicy mordu na Żydach w Jedwabnem z udziałem nowego ambasadora Izraela. Nieco wcześniej dowiedziałem się z informacji w TVP Polonia o odsłonięciu pomnika w Koniuchach na Wileńszczyźnie ku czci miejscowych Polaków zamordowanych przez oddział sowieckiej partyzantki w latach okupacji hitlerowskiej. TVP Polonia nie poinformowała o tym w dzienniku - jak o obchodach w Jedwabnem. Dowiedziałem się o tym z przeglądu prasy polonijnej, gdyż informację o odsłonięciu pomnika w Koniuchach podał biuletyn wileńskiego oddziału Związku Polaków na Litwie. Pomnik ufundowała nasza Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z ministrem Andrzejem Przewoźnikiem na czele oraz polskie organizacje z Wileńszczyzny. Kto odsłaniał pomnik - niestety nie podano. Informacja była nader skąpa, co świadczy snadnie o wadze przywiązywanej przez kierownictwo TVP do tego wydarzenia
Nieco wcześniej w ramach obchodów 60. rocznicy wyzwolenia Białorusi spod okupacji hitlerowskiej odbyła się wielka gala z udziałem trzech wschodnio-słowiańskich prezydentów Aleksandra Łukaszenki, Władimira Putina oraz Leonida Kuczmy w spacyfikowanej okrutnie przez Niemców wsi białoruskiej Chatyń w pobliżu Mińska. Jest to wieś białoruska podobnie jak nasz Michniów na Kielecczyźnie - spalona przez Niemców za współpracę z partyzantami. Oczywiście Michniów spalono (po części wraz z mieszkańcami) za współpracę z oddziałem Kedywu AK pod dowództwem majora "Ponurego", czyli Jana Piwnika. Byłem tam kiedyś w czasach PRL i pamiętam skromny pomnik ku czci pomordowanych mieszkańców, z których najmłodszym był 1,5-roczny chłopczyk. W Chatyniu pomniki są okazały, przy czym wielkie wrażenie wywiera wielki posąg miejscowego chłopa trzymającego na ręku zwłoki swego syna, wydobyte ze spalonej przez Niemców stodoły. Pod wrażeniem tej scenerii prezydent Putin wygłosił programowe przemówienie o wkładzie bratniej Białorusi w zwycięstwo Związku Rad nad hitlerowskimi Niemcami. Przemówienie to było jednym hymnem pochwalnym ku czci partyzantki sowieckiej na Białorusi.
Polak odbiera takie informacje niejednoznacznie, gdy wie, że wieś Chatyń wybrano jeszcze w czasach sowieckich, bodaj za rządów Leonida Breżniewa spośród kilkuset tak potraktowanych przez Niemców wsi białoruskich ze względu na zbieżność jej nazwy z nazwą miejscowości na pobliskiej Smoleńszczyźnie, gdzie NKWD rozstrzelało w 1940 roku na rozkaz Stalina kilka tysięcy polskich oficerów, internowanych przez Armię Czerwoną po kampanii wrześniowej 1939 roku. Propaganda sowiecka i PRL-owska starannie ukrywała przed opinią publiczną na świecie wszelkie wspomnienie o zbrodni katyńskiej, więc specjalnie lansowano pamięć o zbrodni niemieckiej w Chatyniu, aby odwiedzającym Białoruś turystom (zwłaszcza tym z Zachodu) robić propagandową wodę z mózgu. Dziś prezydent Łukaszenka idzie w ślady Breżniewa, a towarzyszy mu w tym prezydent Putin, który - jak pamiętamy - nie miał czasu na udział w polskich obchodach rocznicy zbrodni katyńskiej. Tak czy owak - wzięli oni udział w uroczystościach ku czci poległych od rąk niemieckich mieszkańców wsi Chatyń, złożyli wieńce, wygłosili przemówienia.
Takich obchodów z udziałem przedstawicieli władz polskich i litewskich brakuje mi w przypadku odsłonięcia pomnika ku czci mieszkańców wsi Koniuchy. Była to, jak Michniów, wieś AK-owska, tyle że w odróżnieniu od Michniowa spalona nie przez Niemców, lecz przez tak sławioną przez prezydenta Putina partyzantkę sowiecką. Za to samo, co Michniów, czyli za poparcie dla polskich partyzantów z AK. Brakuje mi w tych uroczystościach udziału polskich dygnitarzy, gdyż mam żywo w pamięci udział prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego oraz towarzyszącemu mu w jarmułce na głowie Leszka Millera na odsłonięciu nowego pomnika w Jedwabnem ku czci miejscowych Żydów w 20. rocznicę ich tragicznej śmierci. Spaleni żywcem lub zamordowani strzałami z pepeszy polscy mieszkańcy wsi Koniuchy byli niewątpliwie ofiarami zbrodni komunistycznej, do współodpowiedzialności za którą powinni się poczuwać dawni prominentni działacze PZPR. Prezydentowi Kwaśniewskiemu oraz ekspremierowi Leszkowi Millerowi powinien w Koniuchach towarzyszyć były ambasador Izraela, prof. Szewach Weiss, który asystował im w Jedwabnem, jak również obecny ambasador państwa Izrael w Polsce lub na Litwie. Powinni brać udział w tej uroczystości, gdyż mord na Polakach w Koniuchach był w poważnym stopniu dziełem żydowskich partyzantów sowieckich, o czym kilku z nich napisało z dumą we swych wspomnieniach wydanych na Zachodzie. Brakuje mi też podjęcia śledztwa w tej sprawie przez Instytut Pamięci Narodowej, gdyż dla zbrodni komunistycznego ludobójstwa nie ma w III Rzeczypospolitej przedawnienia. Dyplomata polski ku oburzeniu wielu Polaków złożył wieńce pod pomnikiem kolaborującego z Niemcami litewskiego generała Plechawiciusa, nie powinno więc zabraknąć przedstawicieli polskich władz pod pomnikiem ku czci polskich patriotów. Tego, jak również naświetlenia uroczystości w programach informacyjnych TVP, wymaga zwyczajna ludzka przyzwoitość.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |