PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Znowu masakra w Moskwie

(12,07,2003 pźródło Asme)

Znowu mamy krwawy dramat w Moskwie wywołany przez wojnę kolonialną w Czeczenii. Dwie czeczeńskie samobójczynie wysadziły dwa ładunki wybuchowe o mocy 600 gramów trotylu na masowo uczęszczanym przez młodzież moskiewską koncercie rockowym na lotnisku w Tuszynie. Zatrzymane przy wejściu na teren przez milicję zapewne ze względu na wygląd zdradzający osobę "narodowości kaukaskiej" - wysadziły się w powietrze, zabijając 18 osób i raniąc dotkliwie kilkadziesiąt.

Sobotni krwawy zamach na moskiewskim lotnisku Tuszyno zagraża planom prezydenta Putina, najwyraźniej zamierzającego kandydować na następną kadencję. Ze względu na przyszłe wybory dąży on do zminimalizowania ujemnych skutków wojny kolonialnej w Czeczenii dla ludności rosyjskiej. Wojna kolonialna prawidłowo prowadzona, nie powinna być odczuwalna w metropolii. Jeśli ludność metropolii nie musi znosić ciężarów takiej wojny, wówczas nie protestuje przeciwko przeciągającej się jej kontynuacji lub wręcz eskalacji. Te plany prezydenta Putina wzięły w łeb wskutek akcji dwóch czeczeńskich samobójczyń, niosących śmierć moskiewskim amatorom muzyki rockowej. Dotychczas takie widoki moskwianie oglądali na ekranach telewizorów w reportażach z Czeczenii.
Taki właśnie bieg wydarzeń przepowiadaliśmy na naszych łamach po tragicznych wydarzeniach w moskiewskim teatrze na Dubrowce w październiku - listopadzie ubiegłego roku. Uprzedzaliśmy, że wobec zabicia wszystkich terrorystów przez FSB celem udaremnienia próby pochwycenia zakładników i wymuszenia w ten sposób ustępstw ze strony Kremla na rzecz Czeczenów, czeczeńscy rebelianci nie cofną się nawet przed wysadzeniem się w powietrze. Po prostu rosyjskie ludobójstwo w Czeczenii nie pozostawia im wyboru.
Wbrew nadziejom ludności czeczeńskiej, że zorganizowane na wiosnę przez prezydenta Putina referendum konstytucyjne przystopuje rosyjskie bezprawie w tej umęczonej republice, krwawy terror rosyjskiej soldateski wobec cywilów trwa w najlepsze. Żołnierze w maskach na transporterach bez numerów rejestracyjnych zabierają na tortury i śmierć mężczyzn, i chłopców, gwałcą kobiety, rabują pieniądze i sprzęty domowe. Zaledwie dwa tygodnie trwała przerwa w uprawianiu gwałtu na ludności cywilnej, wymuszona na wojsku przez Kreml tuż przed referendum. Po referendum wszystko wróciło do bandyckiej normy, uświadamiając ludności czeczeńskiej, że zapowiadana przez Putina zmiana kursu była jedynie propagandowym wybiegiem Kremla.
Referendum w Czeczenii okazało się (jak można było zresztą przewidzieć z dotychczasowego doświadczenia) zwykłą farsą nad urną w dawnym sowieckim stylu, ale przynajmniej dawało prezydentowi Putinowi sposobność do zaprowadzenia elementarnego porządku i ukrócenia sołdackiej (a raczej generalskiej) samowoli. Ponieważ nie udało mu się - mimo głośnych deklaracji w tym względzie - zaprowadzenie dyscypliny w wojsku, zwłaszcza wśród oficerów GRU, stracił on szansę na pacyfikację nastrojów wśród Czeczenów. A miał on nadzieję, że rozwiąże czeczeńską kwadraturę koła w ten sposób, że zamieni wojnę rosyjsko-czeczeńską w wojnę domową pomiędzy Czeczenami. Chciałby on, by walka się toczyła pomiędzy zwolennikami wybranego w wolnych wyborach w niepodległej jeszcze Czeczenii prezydenta Aslana Maschadowa a stronnikami kolaboracyjnego rządu Achmada Kadyrowa, którego mają wybrać nowym prezydentem w właśnie wyznaczonych przez Putina na 5 października br. wyborach. Miało by być jak w PRL, gdzie w obronie interesów Kremla walczyli dobrani przez Moskwę Polacy z PZPR i SB, mordujący zwolenników niepodległości. O wyniki wyborów nie ma co się martwić, wszak ludzie Kadyrowa będą równie sprawnie liczyć głosy, jak policzyli je podczas referendum.
Te plany wzięły w łeb wskutek nowego moskiewskiego zamachu. Dotychczas takie samobójczynie wysadzały się w powietrze w dalekiej Czeczenii i Rosjanie oglądali tego skutki na ekranach telewizorów. Teraz wybuchy poraziły moskwian, a wraz z tym plany Putina przed najbliższymi wyborami do Dumy Państwowej oraz na urząd prezydenta Rosji. W 2000 roku zwycięski rewanż na dumnych Czeczenach zapewnił mu wybór na prezydenta, ale dziś Rosjanie mają już dość tej wojny i powodowanych przez nią strat. Dlatego właśnie Putin wymyślił czeczenizację tej wojny, z mizernym jak teraz widać skutkiem.
Co skłoniło dwie młode Czeczenki do tak desperackiego kroku? Oczywiście nie znamy wyników dopiero podjętego śledztwa, ale i tak możemy domyślać się motywów tych zachowań: albo tym kobietom zamordowano męża lub brata, względnie żołnierze zbiorowo je zgwałcili, więc szukały one za to zemsty na Rosjanach. Cywilizowany świat, który ma w nosie aspiracje niepodległościowe Czeczenów, Kurdów, Basków itp., potępia zgodnie terroryzm i śle do Putina depesze z kondolencjami. Wobec tego potępia terroryzm jako szkodliwy dla sprawy czeczeńskiej również wódz naczelny iczkeryjskich partyzantów prezydent Asłan Maschadow, upierający się przy tradycyjnych działaniach partyzanckich przeciwko rosyjskim oddziałom okupacyjnym oraz czeczeńskim kolaborantom. Liczy on na to, że z czasem (jak niegdyś Algierczycy w wojnie z Francuzami) zmusi zmęczonych wojną Rosjan do ustępstw. Wszak Czeczeni mimo niekorzystnych warunków mają wysoką stopę przyrostu demograficznego, zaś Rosjanom wskutek trapiącego ich kryzysu demograficznego wkrótce zabraknie potrzebnych dla wojny żołnierzy (już teraz Rosja ma problemy z rekrutacją młodzieży podczas corocznych poborów do wojska).
Ale w ruchu oporu Czeczenów walczy również jego rywal na wyborach prezydenckich Szamil Basajew, który z byłego komsomolca nawrócił się na radykalną odmianę islamu i bierze przykład z bojowników palestyńskich lub Al-Qaidy. To on przez rajd na Budionnowsk zmusił Rosjan do zawieszenia broni, więc przez takie akcje jak napad na teatr na Dubrowce lub samobójstwa szahidów usiłuje wymusić na Rosjanach ustępstwa. Prezydent Maschadow nie może zmusić Basajewa do posłuchu, podobnie jak dowódcy Armii Krajowej gen. Grot czy gen. Bór nie mogli wymusić posłuchu w czasie okupacji na towarzyszach Wiesławie lub Tomaszu, słuchających dyrektyw z Moskwy. Nie będzie on przecież zmuszał do posłuszeństwa siłą, gdyż byłby to prezent dla Rosjan.
Czas pokaże, która koncepcja walki będzie skuteczniejsza. W pierwszej wojnie czeczeńskiej najpierw Basajew wymusił na Rosjanach zawieszenie broni, ale decydujący cios zadał im Maschadow, który wprowadził cichcem partyzantów do Groznego, a następnie opanował miasto i zmusił Rosjan do odwrotu. Jak będzie tym razem - zobaczymy za czas jakiś. Jedno jest pewne: zbyt wielu Czeczenów pragnie ponad życie zemsty na Rosjanach za ich okrucieństwa i gwałty, aby prezydent Putin mógł żywić nadzieje na pacyfikację Czeczenii.

PS. W każdym normalnym kraju po takiej tragedii ogłoszono by żałobę. W Moskwie na drugi dzień po zamachu zorganizowano masowe imprezy rozrywkowe, m.in. festiwal piwa, aby pokazać Czeczenom, że Rosja się ich nie ulęknie. Publiczność wprawdzie z ostrożności nawaliła, ale program odfajkowano. Żałobę wprowadził dopiero we wtorek prezydent Moskwy Jurij Łużkow, oczywiście tylko na własnym terenie. Reszta Rosji manifestuje nieustającą radość z rządów Putina.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |