PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Wykręcanie kota ogonem

(12,10,2003 źródło Asme)

Mój wieloletni znajomy, poseł na Sejm z ramienia Unii Pracy oraz marszałek senior Aleksander Małachowski w obszernym artykule pt. "Ten plugawy kąkol" ponownie oskarża Kościół Katolicki o to, że szerząc przez stulecia antysemityzm przyczynił się do zaistnienia hitlerowskiego Holocaustu. Na dwóch obszernych kolumnach "Gazety Wyborczej" przytacza on obszerne ustępy wydanej w roku 1938 roku pracy historycznej śp. księdza prof. Michała Morawskiego pt. "Stanowisko Kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego w dawnej Polsce", informującej o antyżydowskich przepisach obowiązujących w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Aleksander Małachowski w swym zacietrzewieniu nie przejmuje się tym, że sam tekst omawianej przez niego pracy zadaje kłam jego oskarżeniom o prześladowaniu Żydów w dawnej Polsce, gdyż świadczy właśnie o nagminnym nieprzestrzeganiu przez szlachtę i magnatów antyżydowskich przepisów. Pan Aleksander nie zadaje sobie pytania, dlaczego Polska przedrozbiorowa stała się azylem dla Żydów europejskich, tak masowo osiedlających się na polskiej ziemi. Najwidoczniej ich położenie w Europie było znacznie gorsze niż u nas.
Bez sensu jest głoszona przez pana Aleksandra teza o więzi przyczynowo-skutkowej pomiędzy antysemickim nauczaniem Kościoła a zjawiskiem szmalcownictwa w czasie okupacji hitlerowskiej w Polsce. Po pierwsze, ignoruje on znaczne zróżnicowanie postaw względem Żydów w przedwojennym Kościele w Polsce. Nurt antysemicki, szerzony przez Obóz Narodowy, nie był bynajmniej powszechny w Kościele katolickim. Nawet drukujący teraz pana Aleksandra red. Adam Michnik musiał niegdyś odnotować z uznaniem działalność Sługi Bożego księdza Władysława Korniłowicza - popularnego wychowawcy młodzieży. redaktora, wykładowcy KUL, opiekuna duchowego zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach koło Warszawy Przed wojną też podjął na zlecenie swej kościelnej zwierzchności studia judaistyczne ksiądz Jan Zieja, późniejszy kapelan Szarych Szeregów oraz członek-założyciel Komitetu Obrony Robotników. Polska Żydówka z Drohobycza, pani Dora Kacnelson opowiadała mi, jak ze swym kuzynem - studentem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie - zwiedzała tę uczelnię podczas ONR-owskich burd o getta ławkowe dla studentów żydowskich . Studenci żydowscy na znak protestu słuchali wykładu, stojąc i wraz z nimi stali w znak solidarności polscy studenci. Wśród nich pani Dora zauważyła grupę zakonnic katolickich w habitach, bodaj karmelitanek. Świadczy to, że malowanie przedwojennego Kościoła jedną farbą jest antykatolickim fałszerstwem. Pan Aleksander albo pisze o sprawach, o których nie ma pojęcia, albo świadomie mija się z prawdą.
Po drugie, ignoruje on motywację chrześcijańską w niesieniu pomocy Żydom w czasie okupacji hitlerowskiej. Ze względu na ewangeliczną miłość bliźniego organizowała pomoc dla Żydów znana pisarka katolicka Zofia Kossak-Szczucka, przed wojną głosząca program obrony przed Żydami. Z tych samych względów pomagał Żydom znany działacz ONR Jan Mosdorf, zamordowany przez Niemców w obozie w Oświęcimiu. Tysiące dzieci żydowskich przechowało się w katolickich sierocińcach w Polsce, mimo że zakonnice i zakonnicy zdawali sobie sprawę ze śmiertelnego ryzyka, jakie na nich ściągała ta działalność. Wszystko w imię miłości bliźniego.
Po trzecie, pan Aleksander pomija najbardziej namacalne motywy szmalcownictwa, a mianowicie chęć zysku. Wszak świadczy o tym sama nazwa tego procederu. Wątpię, by szmalcownicy domagający się sutej opłaty za milczenie od ukrywających się Żydów i grożący im donosem na gestapo, powoływali się na przedwojenną literaturę antysemicką. Mówili po prostu "płać albo wydam twą kryjówkę!". Pomija też pan Aleksander licznych szpicli żydowskich na usługach policji, tropiących swych rodaków ukrywających się na aryjskiej stronie (wytł. ASME). Ci przecież nie byli wychowankami prasy antysemickiej ani słuchaczami antyżydowskich kazań w kościele, lecz działali w imię ludożerczej zasady: "zdechnij dziś, a ja po tobie dopiero za czas jakiś". Warto dodać, że wbrew tej zasadzie postąpił w Oświęcimiu franciszkanin, św. ojciec Maksymilian Kolbe, oskarżany bezpodstawnie przez pana Aleksandra o antysemityzm, w rzeczywistości marzący o zbawieniu Żydów poprzez nawrócenie ich na chrześcijaństwo. Zginął on, ofiarując swe życie za bliźniego.
Półgębkiem wspomina też pan Aleksander komunistyczną prasę w dobie - jak pisze - marcowej rozprawy z Żydami w roku 1968, wyraźnie wykręcając się od zajęcia stanowiska wobec obrzydliwego zjawiska urzędowego antysemityzmu na tle rasowym, uprawianego z pozycji lewicowych. Zasłużył się w tej kampanii minister PRL, prof. Kazimierz Kąkol, zasługujący w pełni na epitet z tytułu artykułu pana Aleksandra. Odpowiedzialność za tę haniebną kampanię ponosi dygnitarz PZPR, tow. Stefan Olszowski, mieszkający dziś w Nowym Jorku i nie niepokojony przez bojowników z "polskim antysemityzmem". Jeszcze większe są winy dzisiejszego bożyszcza polskiej lewicy - gen. Wojciecha Jaruzelskiego, organizatora rasistowskich rug antysemickich w Ludowym Wojsku Polskim, które mu zapewniły stanowisko ministra obrony narodowej i dalszą karierę partyjną. Przypomnijmy cierpiącemu na amnezje panu Aleksandrowi, że przeciwko ówczesnej komunistycznej kampanii antysemickiej protestowali intelektualiści katoliccy z Klubów Inteligencji Katolickiej oraz posłowie z katolickiego klubu "Znak". Znany pisarz oraz poseł "Znaku" Jerzy Zawieyski przypłacił wtedy swój protest życiem.
Zamiast więc bić się w katolickie piersi osób zmarłych męczeńską śmiercią z rąk okupanta niemieckiego, mógłby pan Aleksander przypomnieć "zasługi" w tym względzie wciąż żywych ludzi ze swej formacji ideowej. To jej przydałyby się współczesne gesty pokutne za rasistowskie rugi na rozkaz Kremla (jak świadczy Piotr Kostikow - ówczesny szef sektora polskiego w wydziale zagranicznym KC KPZR, kampanię antysemicka w Polsce nakazał Władysławowi Gomułce sam Leonid Brieżniew i wobec niego przysięgał tow. Wiesław, iż nie zniesie żydowskiej piątej kolumny w PRL).
Pan Aleksander sam nie jest bez winy, jeśli chodzi o propagandę antysemityzmu, gdyż w swoim filmie pt. "Polowanie z chartami", nadanym 3 maja ub. roku przez telewizję publiczną TVP1, powtarzał półprawdy komunistycznej propagandy o dominacji żydowskiej w stalinowskim MBP jako źródle powojennego antysemityzmu w Polsce. W rzeczywistości władze sowieckie celowo obsadzały polskie MBP i Informację Wojskową osobnikami wyobcowanymi ze społeczeństwa polskiego. Obok istotnie licznych Żydów oraz Polaków żydowskiego pochodzenia rekrutowano tam Polaków z Francji, Białorusinów, Ukraińców i nawet polskich Niemców jak Artura Ritter-Jastrzębskiego. Na czele MBP stał w owych czasach gen. Stanisław Radkiewicz - przed wojną białoruski komsomolec o pseudonimie "Pietia", zaś wśród głośnych oprawców był gen. Mieczysław Moczar (z domu Nikołaj Tichonowicz Diomko). W dobie rozliczeń ze stalinizmem komunistyczna propaganda skrzętnie ukrywała obecność w szeregach bezpieki i Informacji sowieckich doradców oraz funkcjonariuszy obcego pochodzenia, jeśli nie byli Żydami, natomiast akcentowano winy żydowskie. Chciałbym więc uprzytomnić panu Aleksandrowi, że piętnowany przez niego antysemityzm Kościoła był mimo wszystkie wady i grzechy szlachetniejszej próby niż nowoczesny, rasistowski antysemityzm komunistów spod znaku Moczara i Jaruzelskiego. Kościołowi chodziło wszak o zbawienie Żydów poprzez ich nawrócenie oraz o ochronę przechrztów przed żydowskim odwetem (Żydzi wybierający polskość i katolicyzm w nagrodę byli wręcz nobilitowani). Komunistom natomiast chodziło o wyparcie obcych rasowo towarzyszy partyjnych z dobrze płatnych stanowisk i eleganckich mieszkań. W związku z tym dyskryminowano towarzyszy pochodzenia żydowskiego odrzucających w imię marxizmu judaizm i mówiących dobrze po polsku. Dlatego obecne oskarżenia pana Aleksandra Małachowskiego pod adresem gruntownie odnowionego, posoborowego Kościoła katolickiego należy traktować jako dalszy ciąg kłamliwej postkomunistycznej manipulacji propagandowej. Warto zresztą pamiętać, że antysemicką nagonkę z marca 1968 roku poprzedzała niemniej jadowita antykościelna kampania propagandowa w związku z obchodami Millenium chrześcijaństwa w Polsce. Czyżby pan Aleksander Małachowski chciałby przejąć pałeczkę sztafetową z tamtej nagonki? Na wiosnę 1967 roku widziałem na własne oczy wielki napis na murach klasztoru na Jasnej Górze, wymalowany przez partyjnych propagandzistów: "Precz z biskupami!". Dziś woła to samo pan Aleksander Małachowski.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |