PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Rosja: dziesiąta rocznica masakry

(19,10,2003 źródło Asme)

Moskwa obchodziła ostatnio (4 października br.) 10. rocznicę krwawego szturmu Białego Domu - dzisiejszej siedziby rządu, w owym czasie twierdzy rosyjskiego parlamentu. Po odparciu w sierpniu 1991 roku komunistycznego zamachu stanu Giennadija Janajewa oraz po rozwiązaniu w grudniu tegoż roku Związku Rad wraz z urzędem prezydenta Michała Gorbaczowa, władzę w Rosji sprawowali zwycięscy pogromcy czerwonych zamachowców: prezydent Borys Jelcyn, wiceprezydent Aleksander Ruckoj oraz marszałek Rady Najwyższej, prof. Rusłan Chasbułatow. Nie umieli oni w zgodzie podzielić się owocami tego zwycięstwa, więc dość prędko doszło do zwady pomiędzy dążącym do zwiększenia uprawnień prezydenckich Jelcynem a skłóconym z nim wiceprezydentem A. Ruckojem wspieranym przez marszałka Rusłana Chasbułatowa.
W świecie cywilizowanym konflikt o władzę rozstrzyga odwołanie się do woli wyborców, jak to było ostatnio w Kalifornii, gdzie obywatele niezadowoleni z dotychczasowych rządów gubernatora-demokraty odwołali go w trakcie kadencji i wybrali na jego miejsce republikanina Arnolda Schwarzeneggera. W Rosji atoli ustąpienie przed rozpisaniem wyborów byłoby politycznym samobójstwem, gdyż ten kto sprawuje władzę, liczy również głosy. Dlatego też obydwie zwaśnione strony ani myślały o ustąpieniu, prąc ku konfrontacji. Obydwie też liczyły na poparcie większości obywateli. Rosja przeżywała wówczas okres bolesnej transformacji ustrojowej z ekonomiki nakazowo-rozdzielczej w gospodarkę rynkową. Projelcynowski rząd Jegora Gajdara dążąc do likwidacji miliardowego nawisu inflacyjnego, pozbawionego pokrycia w masie towarowej i naruszającego równowagę rynkową, poprzez reformę pieniężną pozbawił oszczędności miliony mieszkańców Rosji. Większość emerytów straciła wtedy dorobek całego życia, nagromadzony na książeczkach oszczędnościowych. Jednocześnie nieliczni sprytni i ustosunkowani zaczęli przejmować na własność co smakowitsze kąski własności państwowej, korzystając z prowadzonej przez Anatola Czubajsa prywatyzacji, określonej przez pisarza Aleksandra Sołżenicyna jako "przechwytyzacja".
Liberałowie popierający prezydenta domagali się przyspieszenia reform, aby w jak najszybszym tempie minąć trudny odcinek przemian i w ten sposób oszczędzić rodakom cierpień. Przeciwnicy reform domagali się ich zahamowania. W ten sposób wytworzyły się w Moskwie rywalizujące ze sobą dwa ośrodki władzy - prezydencki na Kremlu, zaś drugi - parlamentarny w tzw. Białym Domu. W tej sytuacji 21 września 1993 roku prezydent Jelcyn rozwiązał dekretem parlament, zaś swoim ewentualnym następcą mianował nie wiceprezydenta, lecz premiera Wiktora Czernomyrdina. Z kolei parlament oskarżył prezydenta o dążenie do antydemokratycznej dyktatury i podjął kroki celem pozbawienia go władzy (wszczynając procedurę zwaną po rosyjsku z amerykańska "impeachment") na rzecz wiceprezydenta A. Ruckoja. Wówczas prezydent rozkazał milicji zablokowanie siedziby parlamentu, zaś popierający go mer (prezydent) Moskwy Jurij Łużkow odciął deputowanym łączność telefoniczną, światło i wodę, nie tylko pitną, lecz i do WC. Tak się zaczęło dwutygodniowe oblężenie Białego Domu, bronionego przez tysiące ochotników o różnej orientacji politycznej od faszystów do komunistów, pochodzących z Moskwy i okolic. Na tyłach oblegających milicjantów i żołnierzy zwolennicy parlamentu podejmowali kilkakrotnie manifestacje solidarności, brutalnie rozpędzane przez oddziały OMON, czyli moskiewskiego ZOMO.
3 października 1993 r. kilkutysięczny tłum moskwian przerwał siłą kordony milicyjne i przedarł w pobliże Białego Domu. Podniecony odsieczą, gen. Aleksiej Ruckoj wezwał swych zwolenników do podjęcia ataku zbrojnego na pobliski ratusz mera (prezydenta) miasta oraz na odległą o wiele kilometrów wieżę telewizyjną w Ostankino. Padli liczni zabici i ranni cywile. Wówczas prezydent Jelcyn polecił ministrowi obrony, gen. Pawłowi Graczowowi podjęcie szturmu Białego Domu. Przez długie godziny amerykańska telewizja CNN nadawała z dachu swej moskiewskiej siedziby sceny ostrzeliwania Białego Domu z dział przez stojące w pobliżu czołgi. Tysiące moskwian przyglądało się temu darmowemu widowisku z bezpiecznego oddalenia. Mimo ostrzału obrońcy trzymali się, stawiając nadal opór i skapitulowali dopiero po ultimatum parlamentariuszy z jednostki antyterrorystycznej "Alfa". Przywódcy parlamentarnego buntu trafili do więzienia FSB w Lefortowie, tysiące obrońców oraz przypadkowo pochwyconych gapiów przeszło okrutne bicie (wraz z osławionymi "ścieżkami zdrowia") na komisariatach milicji, wiele setek ludzi zostało zamordowanych przez siepaczy z OMON-u na pobliskim stadionie sportowym. Kilka dni trwało potajemne palenie w moskiewskich krematoriach zwłok ludzi zabitych podczas szturmu Białego Domu oraz jeszcze liczniejszych ofiar milicyjnej swawoli po szturmie.
Jeden z uczestników obrony Białego Domu, deputowany komunistyczny Jona Andronow w swych wspomnieniach pt. "Moja wojna" suponuje, że nawet wojna Jelcyna z Czeczenią była kontynuacją szturmu Białego Domu. Powiada on, że Rusłan Chasbułatow, zwolniony na mocy amnestii z więzienia, wrócił do rodzinnej Czeczenii i miał tam zaiste królewskie powitanie ze strony swych rodaków (choć nie prezydenta Dziohara Dudajewa). I to przesądziło sprawę, gdyż Jelcyn obawiał się Chasbułatowa jako przyszłego przywódcy Czeczenii.

Skrócona wersja tego artykułu ukazała się w tygodniku "Najwyższy CZAS!".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |