PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Prawo do opłakiwania ofiar

(11,06,2003 źródło Asme)

Redaktor "Gazety Wyborczej" Adam Michnik podjął na łamach swego dziennika temat rzezi wołyńskiej 1943 roku. Obok wypowiedzi strony ukraińskiej - pana Wiktora Medwedczuka (szefa administracji prezydenta Leonida Kuczmy) oraz historyka UPA Jurija Kiriczuka zamieścił on wypowiedź swego wieloletniego przyjaciela i mentora Jacka Kuronia. Jacek Kuroń ogłosił swą opinię w postaci listu otwartego do Ukraińców z okazji nadania mu przez nich zaszczytnego tytułu Rycara Hałyczyny, czyli Rycerza Galicji Wschodniej (nazwa Galicja jest łacińskim odpowiednikiem ukraińskiej nazwy Ziemi Halickiej). W swym artykule Jacek Kuroń mówi rzeczy wprost zadziwiające o historii stosunków wzajemnych pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Przede wszystkim (zapewne w imię przyjaźni polsko-rosyjskiej) pomija on w swych wywodach złowieszczą rolę zaborcy rosyjskiego oraz sowieckiego okupanta w zaognianiu stosunków polsko-ukraińskich. Jacek Kuroń zapomina, że w odróżnieniu od Rosji Polska nie była na Ukrainie mocarstwem kolonialnym. Szlachta ruska, czyli ukraińska przystąpiła do Rzeczypospolitej Obojga Narodów jak najbardziej dobrowolnie w ramach Unii Lubelskiej. Jej błędem było, że w odróżnieniu od szlachty litewsko-białoruskiej nie zastrzegła sobie przywilejów konstytucyjnych, które uczyniłyby z państwa polskiego Rzeczypospolitą Trojga Narodów. Ukraina stała się częścią Korony, co być może wpłynęło na przebieg wojen kozackich. Czynienie Polakom wyrzutu z tego, że polonizowały się elity ukraińskie, jest przysłowiową pretensją do garbatego, że ma dzieci proste. Jest dowodem nie zrozumienia sprawy, w której się głos zabiera. Ukraina w owym czasie była krajem wysokiej kultury chłopskiej, wskutek czego natychmiast ukrainizowali się chłopi polscy, sprowadzani z Mazowsza na Ukrainę do prac pańszczyźnianych. W owym czasie zresztą na Ukrainie nie było podziału na etnicznych Ukraińców i Polaków, lecz na szlachtę i chłopów, do których zaliczono również kozaków (Państwo polskie nie umiało rozwiązać sprawy kozackiej na wzór rosyjski - przez nadanie im ziemi i uczynienie z nich wolnych kmieci, stających w potrzebie do walki. To stało się przyczyną wspólnej naszej katastrofy w postaci wojen kozackich i w ich następstwie przyłączenia Ukrainy do Rosji). O braku antagonizmów etnicznych w owych czasach świadczy przypadek ukraińskiego magnata Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który został wybrany viritim przez szlachtę na króla Polski, kandydując podczas wolnej elekcji jako kandydat krajowy pod hasłem "Chcemy Piasta!".
Przemawiając do Ukraińców, Kuroń pomija fakt, że przyłączenie Ukrainy do Rosji było większą katastrofą cywilizacyjną dla narodu ukraińskiego niż polonizacja elit. Powiedziałbym więcej: że była jeszcze większą katastrofą niż rozbiory dla Polski. Moskwa zlikwidowała ukraińską oświatę, przedtem powszechną na Ukrainie. Wskutek tego niepodległa Ukraina musi jeszcze dziś walczyć o przetrwanie mowy ojczystej wobec zalewu ruszczyzny. W gruncie rzeczy mowa ukraińska przetrwała jako język większości jedynie na terenach dawnych polskich Kresów Wschodnich. Są to skutki wielowiekowej przymusowej rusyfikacji Ukrainy.
Pokrętnie opisuje Jacek Kuroń stosunki polsko-ukraińskie w XIX i XX wieku. Zarzuca on nam, Polakom, żeśmy dwukrotnie w XX wieku uniemożliwili Ukrainie wybicie się na niepodległość, podczas gdy Ukraińcy nigdy takiej krzywdy nam nie zrobili. Jest to oczywista nieprawda. Polscy powstańcy styczniowi 1863 roku bardzo liczyli na wsparcie ukraińskie przeciwko Moskalom. Doczekali się niestety współdziałania chłopów ukraińskich z wojskiem rosyjskim przeciwko powstańcom. W odróżnieniu od chłopów litewskich i białoruskich, którzy wsparli czynnie powstanie styczniowe, Ukraińcy wystąpili - wbrew własnym interesom narodowym, a w myśl antypolskich resentymentów - przeciwko powstaniu. Nieprawdziwy jest również zarzut wobec Polaków, iż przeciwdziałali niepodległości Ukrainy. W roku 1920 naczelnik państwa polskiego Józef Piłsudski podjął ryzyko wojny z Rosją bolszewicką mimo wielkich ustępstw terytorialnych ze strony bolszewików na rzecz Polski na terenie Białorusi i Ukrainy. Wysłał on wojsko polskie do Kijowa, aby dać szansę (przy polskim wsparciu zbrojnym) odbudowie państwa ukraińskiego pod przewodem atamana Petlury. Ściągnęło to na Polskę nawałę bolszewicką, ponieważ Ukraińcy w imię resentymentów antypolskich ruchu petlurowskiego w swej masie nie poparli. Zapłacili za swe zaniedbanie masowym głodem na Ukrainie w 1932 roku, wywołanym świadomie przez Stalina, wskutek czego zmarło od 8 do 12 milionów chłopów.
Równie bałamutnie opisuje Jacek Kuroń nasze wzajemne krzywdy w czasie II wojny światowej. Pisze on o prawie Polaków do opłakiwania swych ofiar poległych podczas rzezi wołyńskiej. Dla równowagi dodaje, że takie same prawo do opłakiwania swych ofiar mają Ukraińcy, którym Polacy w innym czasie wymordowali rodziny we wsiach Pawłokoma i Zawadka Morochowska. Jest to równowaga nieuzasadniona. Wina ukraińska za mordy na Wołyniu i w Galicji Wschodniej jest bezsporna. Kierownictwo OUN-UPA podjęło samodzielnie inicjatywę czystki etnicznej żywiołów polskich w warunkach przewagi liczebnej Ukraińców nad Polakami. Była to inicjatywa nie tylko zbrodnicza, ale i beznadziejnie głupia. To gorsze niż zbrodnia, to błąd - jak w innych okolicznościach orzekł minister Napoleona Charles Maurice de Talleyrand. Jak słusznie stwierdził na łamach "Gazety Wyborczej" szef administracji prezydenta Ukrainy Wiktor Medwedczuk "organizatorzy rzezi wołyńskich niewinnie przelaną krwią cywilów splamili świętą dla milionów Ukraińców ideę walki o niepodległe państwo". Mordy Polaków były realizacją faszystowskiej aberracji, zrodzonej w głowach ukraińskich nacjonalistów, dążących do etnicznego odseparowania Ukraińców i Polaków żyjących od wieków pospołu na jednym terenie.
W przypadku mordu na mieszkańcach ukraińskiej wsi Zawadka Morochowska inicjatywa zbrodni była sowiecka. Moskwie zależało na tym samym, co faszystom z UPA - na etnicznym rozdzieleniu żywiołów polskich od ukraińskich. Zarządzili więc "repatriację" ludności ukraińskiej z terenów Polski do ZSRR. Ponieważ ludność ukraińska bojkotowała "repatriację" do Sowietów, postanowiono zachęcić ją do tego przy pomocy masowego mordu. Wieś otoczyli żołnierze NKWD, zaś do roli oprawców wyznaczono żołnierzy KBW. Była to prowokacja jako żywo przypominająca pogrom kielecki w czerwcu 1946 roku, niestety Jacek Kuroń nie chce dostrzec tej analogii. Winę za mordy w Bieszczadach, jak również za akcję "Wisła", czyli przymusowe wysiedlenie Łemków na Ziemie Odzyskane ponoszą nie Polacy, ubezwłasnowolnieni we własnym kraju przez sowieckiego okupanta, lecz Kreml i wykonująca jego polecenia czerwona Targowica. Alibi dla Polaków dostarczył polski obóz niepodległościowy. Oddziały WiN podjęły 28 maja 1946 roku wspólnie z oddziałami UPA atak na miasto Hrubieszów, bronione przez NKWD oraz UB. Warto odnotować, że po stronie sowieckiej walczył tam m.in. por. Wojciech Jaruzelski, mocno zaangażowany w przesiedlanie ludności ukraińskiej do ZSRR. Według jego ówczesnych meldunków, ludność ukraińska chowała się przed przesiedlaniem po lasach.
Można przypuszczać, że solidarność z takimi ludźmi jak gen. Jaruzelski skłania Jacka Kuronia do obarczania ogółu Polaków winą rządzącej PRL-em formacji ideowo-politycznej. Jest w tym pewna prawidłowość: Jacek Kuroń usiłuje za każdym razem utrudnić lub wręcz uniemożliwić rozliczenie winowajców zbrodni. Dotychczas bronił on przed rozliczeniem winowajców zbrodni komunistycznych, popełnionych na Polakach. Teraz broni on przed rozliczeniem również winowajców faszystowskich - do dziś dnia bezczelnie wypierających się winy. Nie rozumie on, że potępienie przez ogół Ukraińców zbrodni nacjonalistów spod znaku OUN-UPA jest najlepszą drogą do porozumienia pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Natomiast porozumieniu temu nie służy odpuszczanie przez Jacka Kuronia ukraińskim nacjonalistom winy ludobójstwa w sam raz podczas obchodów kolejnej rocznicy mordu. Porozumienie polsko-ukraińskie należy budować nie na zasadzie amnezji, lecz na podstawie zrozumienia wspólnoty naszych interesów państwowych i narodowych. Niepodległa Ukraina potrzebuje wsparcia ze strony niepodległej Polski i na odwrót. Naród ukraiński nie ponosi winy za zbrodnie UPA. Ofiarą morderców padło wówczas wielu Ukraińców brzydzących się mordem. Świadczą o tym przekazy wielu polskich świadków, cudem ocalałych z rzezi. Większość narodu ukraińskiego dopiero teraz dowiaduje się o tej zbrodni ukraińskich faszystów. Są godni tego, by znać całą prawdę o sprawach, które do dziś rzutują na nasze stosunki wzajemne. Powinni też wiedzieć o sprawach, które nas z Ukraińcami łączą - m.in. o wieloletnim braterstwie broni dzięki udziałowi kozaków ukraińskich w walkach polskich wojsk koronnych z Moskwą i Turkami (nawet w wiktorii wiedeńskiej brały udział oddziały kozackie). Ukrainiec Andrij Potebnia - oficer carski i spiskowiec, zdezerterował z armii rosyjskiej i zginął po bohatersku w Powstaniu Styczniowym w oddziale Mariana Langiewicza pod Skałą. Ukraińscy żołnierze z armii petlurowskiej dzielnie bronili Warszawy przed nawałą bolszewicką, walcząc pod komendą gen. Bezruczki. Wielu z nich pochowano na cmentarzu prawosławnym na Woli. Etniczny Ukrainiec, a Polak z wyboru Kazimierz Pużak (pseudonim "Bazyli") jako przywódca podziemnej PPS-WRN stał na czele konspiracyjnego parlamentu Polski Podziemnej - Rady Jedności Narodowej. Aresztowany 27 marca 1945 roku w Pruszkowie pod Warszawą przez gen. Iwana Sierowa z NKWD Kazimierz Pużak został skazany przez sąd sowiecki na procesie 16-tu przywódców Polski Podziemnej w Moskwie, zaś po powrocie do kraju odmówił współpracy z władzami komunistycznymi i zmarł w więzieniu w Rawiczu. Te kilka przykładów dowodzi, że współpraca polsko-ukraińska nie wymaga retuszowania naszych wspólnych dziejów przez Kuronia.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |