PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Pan ambasador niestety mówi głupstwa

(9,12,2003 źródło Asme)

W "Kulisach" - cotygodniowym dodatku do dziennika "Życie Warszawy" ukazał się ostatnio artykuł red. Andrzeja Gassa poświęcony opuszczającemu Polskę ambasadorowi Izraela prof. Szewachowi Weissowi. W artykule tym red. Gass przytacza słowa pana ambasadora dotyczące stosunków polsko-żydowskich: "Przed wojną wolno było Żyda obrazić, a po wojnie wolno było wyrzucić z Polski. Tak stało się w 1968 roku, kiedy towarzysz Gomułka powiedział ponad pięćdziesięciu tysiącom Żydów: jesteście tutaj niepotrzebni. Nikt na świecie nie pozwoliłby sobie na coś takiego! Miałem ambiwalentny stosunek do Polski. Z jednej strony była tęsknota za utraconym dzieciństwem, a z drugiej strony, byłem obrażony - twierdzi". I kilka wierszy dalej: "Grzech popełniony w 1968 roku został psychologicznie powiązany z polskim antysemityzmem sprzed wojny".
Z przykrością stwierdzam, że pan ambasador mówi same bzdury, które z aprobatą przytacza polski dziennikarz red. Andrzej Gass. Wbrew twierdzeniom ambasadora Weissa nie ma związku pomiędzy przedwojennym polskim antysemityzmem a powojennymi PRL-owskimi represjami wobec prawdziwych lub rzekomych syjonistów. Rzecz podstawowa, przed wojną nie było i być nie mogło państwowego antysemityzmu, jak w III Rzeszy lub w pewnych okresach w ZSRR za Stalina, Chruszczowa i Brieżniewa. W II Rzeczypospolitej antysemicką była skrajnie nacjonalistyczna opozycja spod znaku ONR lub Falangi Bolesława Piaseckiego. Żydzi mieli w Polsce swoje stronnictwa polityczne prorządowe i antyrządowe, własne szkolnictwo, gazety w języku żydowskim, hebrajskim oraz polskim, kluby sportowe, kina, teatry, kabarety i nawet własną żydowską kinematografię. Wspólnym problemem polsko-żydowskim po ponad 100 latach rozbiorów, po zniszczeniach I wojny światowej oraz wojnie polsko-bolszewickiej, a nadto wskutek głębokiego kryzysu gospodarczego w skali światowej była bieda i bezrobocie. Dlatego rząd polski popierał miły sercu pana ambasadora ruch syjonistyczny, wysyłający zdolnych do pracy Żydów do brytyjskiej wówczas Palestyny (żaden niepodległy rząd arabski nie pozwoliłby na wjazd takiej liczby obcych etnicznie żywiołów). Wszystkie te atrybuty społeczeństwa obywatelskiego odebrali i Polakom, i Żydom najpierw okupanci niemieccy, a następnie sowieccy.
Co się tyczy tow. Gomułki, to wbrew słowom pana ambasadora nie wypędzał on Żydów z Polski. Nie mógł tego dokonać, ponieważ sam miał żonę Żydówkę - Liwę Sztokenównę znaną jako Zofia Gomułkowa. Gomułka działał pod naciskiem swego kremlowskiego zwierzchnika Leonida Brieżniewa (o czym wiemy z relacji tow. Piotra Kostikowa - ówczesnego kierownika sektora polskiego w wydziale zagranicznym KC KPZR). Brieżniew miał pretensje do Gomułki, że toleruje powszechne w Polsce sympatie proizraelskie po wojnie 6-dniowej w czerwcu 1967 roku. (Polacy istotnie sympatyzowali z Izraelem, ponieważ był sojusznikiem państw zachodnich i wrogiem arabskich sojuszników Kremla). Pod naciskiem Brieżniewa Gomułka zadeklarował na Kremlu, iż nie dopuści w Polsce działania żydowskiej V kolumny. W tych warunkach sowiecka agentura w Ludowym Wojsku Polskim pod wodzą gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz w MSW pod kierownictwem gen. Mieczysława Moczara (z domu Nikołaja Tichonowicza Diomki) podjęła na szeroką skalę rugi Żydów, nadto Polaków o żydowskich korzeniach, Polaków ożenionych z Żydówkami, nieprawomyślnych Polaków o niemieckich nazwiskach i w ogóle osób uznanych w Moskwie za niepewne ideologicznie. Poddany takiej presji odgórnej i oddolnej, tow. Wiesław zadeklarował, iż nikt nie może mieć dwóch ojczyzn, więc komu bliższy jest Izrael niż Polska Ludowa, niech sobie tam wyjeżdża. Oznaczało to otwarcie drzwi na Zachód dla ludzi dokumentujących się żydowskim pochodzeniem, co było nadzwyczajnym przywilejem w dyktaturze komunistycznej. Skorzystało z tego wiele osób, w tym mój przyjaciel Andrzej hrabia Broel-Plater, dla którego nasz największy powojenny satyryk Janusz Szpotański ułożył wiersz: "To żaden wstyd, że hrabia Plater jedzie jako Żyd". Warto dodać, że w odróżnieniu od dzisiejszych opinii pana ambasadora ówczesne oceny kierownictwa jego partii były bardziej wyważone. Pani premier Gołda Meir wzięła w obronę na posiedzeniu Międzynarodówki Socjalistycznej Władysława Gomułkę potępianego powszechnie za antysemityzm państwowy, zwracając uwagę na okoliczność, iż w odróżnieniu od innych krajów bloku moskiewskiego wypuszcza Żydów do Izraela (Żydzi rosyjscy musieli stoczyć wielką walkę o prawo do wyjazdu do tzw. historycznej ojczyzny, uciekając się m.in. do próby porwania samolotu, udaremnionej przez KGB).
Między bajki więc włożę słowa pana ambasadora, iż nikt w świecie nie pozwoliłby sobie na coś takiego. Wręcz przeciwnie, to tradycje polskiej tolerancji wobec Żydów nawet w PRL narzucały odmienny tryb postępowania, niż w innych krajach obozu. W Rosji Stalin wymordował powołany przez siebie w czasie wojny dla agitacji w USA Antyfaszystowski Komitet Żydowski. Później była sprawa żydowskich lekarzy-morderców z lecznicy kremlowskiej, w ramach której Stalin planował wysiedlenie wszystkich Żydów i metysów (mieszańców) na Daleki Wschód. W Czechosłowacji za prezydenta Klementa Gottwalda skazano na śmierć po procesie pokazowym grupę przywódców partyjnych żydowskiego pochodzenia z Rudolfem Slanskim na czele. W Polsce Ludowej niczego takiego nie było, zaś za objawami agitacji antysemickiej zawsze kryła się sowiecka ambasada.
Red. Gass przytacza oceny ambasadora Weissa: "Antysemityzm istnieje do dzisiaj, chociaż być w Polsce antysemitą to hańba". W Rosji, której Polska zawdzięcza zaszczepioną w czasie zaborów infekcję antysemicką, antysemityzm demonstrowany jest nawet w Dumie Państwowej, gdzie część deputowanych nie chciała uczcić na wiosnę pamięci żydowskich ofiar Holocaustu. Wielu polityków, jak pochodzący z mieszanej rodziny rosyjsko-żydowskiej wicemarszałek Dumy Władimir Żyrinowski na każdym kroku dla poklasku demonstruje swój antysemityzm. Nie wpływa to jakoś na stosunek Izraela i światowego żydostwa do Federacji Rosyjskiej. W III Rzeczypospolitej po uwolnieniu od moskiewskiego protektoratu nastąpił rozdział antysemityzmu od państwa, gdyż skończył się antysemityzm państwowy, uprawiany od dziesięcioleci przez PZPR. Teraz jest to sprawa prywatna każdego obywatela, swoisty przejaw wolności słowa. Myli się pan ambasador, jeśli uważa, że mamy go w Polsce dość dużo. Przeczy temu zjawisko ilościowego wzrostu żydowskich potomków - pół-Żydów, ćwierć-Żydów itp. obnoszących się publicznie ze swymi żydowskimi korzeniami, czego oczywiście nie było w PRL-u. Co więcej, chcieliby oni narzucać w imię poprawności politycznej swą cenzurę innym obywatelom. Ale jak mówi przysłowie, przyroda sama nie daje drzewom sięgać do nieba. Tym bardziej, że pod przykrywką walki z antysemityzmem chcieliby oni bronić lewicy - czyli opcji ideowej najbardziej za współczesny antysemityzm odpowiedzialnej.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |