PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Obojętność wobec ludobójstwa

(6,11,2003 źródło Asme)

W dniach 6 - 17 października w warszawskim hotelu Victoria odbywała się sesja Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, poświęcona tzw. wymiarowi ludzkiemu, czyli problemom humanitarnym. W obradach obok delegacji urzędowych krajów członkowskich OBWE zazwyczaj udział biorą również organizacje pozarządowe, obserwujące przestrzeganie praw obywatelskich w poszczególnych państwach europejskich. W dniu zakończenia sesji, czyli 17 października przed hotelem Victoria odbyła się pikieta protestacyjna, w której udział wzięli liczni Polacy oraz uchodźcy czeczeńscy. Połączona była z zaimprowizowaną konferencją prasową, w której m.in. głos zabrał nasz kolega Edward Mizikowski. Manifestanci trzymali transparenty i plakaty z napisami: "Czy OBWE jest wewnętrzną sprawą Rosji?", "Rosja = terroryzm państwowy!", "Domagamy się zwrotu prawa głosu dla Czeczeńskiego Ośrodka Informacyjnego!".
Przedmiotem protestu było nie dopuszczenie do udziału w sesjach Biura OBWE Czeczeńskiego Ośrodka Informacyjnego w Krakowie i Warszawie jako organizacji pozarządowej, sygnalizującej łamanie praw ludzkich i wręcz ludobójstwo w Czeczenii. Zawieszenie udziału w obradach, a praktycznie usunięcie z posiedzeń Biura OBWE na długie lata nastąpiło na poprzedniej sesji w Warszawie we wrześniu 2001 roku na żądanie urzędowej organizacji rosyjskiej, zarzucającej Ośrodkowi powiązania z organizacjami terrorystycznymi.
Jest to ulubiony chwyt propagandy rosyjskiej, gdy chodzi o zamknięcie ust jej oponentom. Podczas telewizyjnego wywiadu rzecznika prezydenta Władimira Putina do spraw czeczeńskich Siergieja Jastrzembskiego udzielonego w swoim czasie dziennikarzowi TVP Maciejowi Zakrockiemu kremlowski dygnitarz wręcz zarzucił Polsce, że na swym terenie, w Krakowie toleruje działającą pod postacią ośrodka informacyjnego organizację wahabicką (Wahabici - to radykalny odłam islamu, panujący w Arabii Saudyjskiej, oskarżany o powiązania z Al-Qaidą. Moskwa z kolei oskarża wahabitów o finansowanie terroryzmu w Czeczenii, celowo zacierając różnice pomiędzy patriotycznym, niepodległościowym Ruchem Oporu z prezydentem Aslanem Maschadowem na czele a radykalnym islamskim terroryzmem w Czeczenii z udziałem arabskich emisariuszy).
Tymczasem Czeczeński Ośrodek Informacyjny istnieje w Polsce od 1995 roku i od tegoż czasu brał udział w pracach OBWE, zaś członkami kierującej nim Rady Stowarzyszenia obok czeczeńskiego uchodźcy Ali Ramzana Ampukajewa są tacy powszechnie szanowani Polacy, jak redaktor "TS" Krystian Brodacki, były poseł na Sejm z ramienia KPN Leszek Moczulski, Barbara Niemiec i Jacek Smagowicz z NSZZ "Solidarność" oraz senator Zbigniew Romaszewski. (Rosjan najwyraźniej wprowadza w błąd czeczeńska nazwa ośrodka informacyjnego, więc nie zdają sobie sprawy z jego polskiego, chrześcijańskiego, a nie islamskiego i jak najbardziej legalnego oblicza). Co gorsza, rządzony przez postkomunistycznego ministra resort spraw zagranicznych nie broni na forum OBWE prawa polskiej organizacji pozarządowej do wypowiadania nawet na posiedzeniach zwoływanych w Warszawie swoich skarg i postulatów związanych z tzw. wymiarem ludzkim.
Rosjanom ostatnimi czasy szczególnie zależało na zapewnieniu sobie monopolu na informacje z Czeczenii. Rzecz w tym, że w lutym br. minister spraw zagranicznych Czeczeńskiej Republiki Iczkerii Iljas Achmadow wysunął w imieniu swego prezydenta gen. Asłana Maschadowa plan pokojowy zakładający powszechne rozbrojenie pod kontrolą międzynarodową - analogicznie do wariantu zastosowanego przez Zachód w Kosowie. Ponieważ na Kremlu zdają sobie sprawę, że wycofanie wojska rosyjskiego z Czeczenii i umiędzynarodowienie konfliktu oznacza całkowitą utratę wpływów rosyjskich w tej republice, Moskwa odpowiedziała na to odmownie. Prezydent Putin zadeklarował, iż utrata Czeczenii może spowodować tzw. efekt domina i rozkład Rosji jako państwa wielonarodowego. Jest to faktyczne przyznanie się do faktu, ze Federacja Rosyjska trzyma się jedynie na przemocy, że jest to nadal więzienie narodów.
Tymczasem w Czeczenii nawet przemoc doprowadzona przez Rosjan do poziomu ludobójstwa nie może zapewnić względnego nawet spokoju. Co więcej, nieustanna przemoc rosyjska budzi jedynie eskalację czeczeńskiego odwetu. Żaden Czeczen ani Czeczenka nie może się czuć bezpiecznie w własnym kraju. Rosyjscy żołnierze zajeżdżają w nocy transporterami bez numerów rejestracyjnych i porywają z domów ludzi, którzy giną bez wieści. Jak powiedziano w apelu, ogłoszonym na wiecu 17 października, w przeciągu 10 dni trwania obecnej konferencji OBWE w Warszawie w Czeczenii zabito ponad 200 ludzi. Zaginęły bez wieści 84 osoby. Wyleciało w powietrze na minach pięcioro dzieci i dwie kobiety oraz 17 sztuk inwentarza żywego. W tym samym czasie obok miejsc stacjonowania rosyjskich jednostek wojskowych znaleziono dwa zbiorowe groby zamordowanych cywilów. Ponadto z obozów filtracyjnych oraz komend rejonowych rodziny czeczeńskie wykupiły za łapówki 8 trupów swych krewnych oraz 23 osoby żywe, ale okrutnie pokaleczone wskutek zastosowanych wobec nich tortur. Takich danych nie uświadczysz w urzędowych sprawozdaniach wygłoszonych na sesji OBWE przez delegację z Moskwy, choć znane są one rosyjskim obrońcom praw człowieka.
Od czasu zakończenia wojny irackiej opinia publiczna USA i Wielkiej Brytanii jest codziennie alarmowana doniesieniami o stratach ponoszonych przez aliantów wskutek działań zbrojnych terrorystów islamskich i saddamowskich. Straty ponoszone na co dzień w Czeczenii przez rosyjskie wojska okupacyjne są ukrywane przed ludnością rosyjską i regularnie podawane jedynie przez rosyjskojęzyczną rozgłośnię amerykańską "Liberty" (Swoboda). By upozorować rozwiązanie polityczne konfliktu czeczeńskiego, prezydent Putin przeprowadził pod lufami automatów swoich żołnierzy dwie tragifarsy wyborcze: wiosenne "referendum" konstytucyjne oraz październikowe "wybory" prezydenckie. Miały one pozbawić legalnego prezydenta Iczkerii gen. Asłana Maschadowa praw do urzędu i tytułu. Na jego miejsce Rosjanie narzucili prorosyjskiego renegata Achmada Kadyrowa. Jest to postać porównywalna nie tyle do Quislinga czy Petaina, ile do żałosnych prezesów Judenratów w okupowanej przez Hitlera Warszawie lub Łodzi. Niestety, polskie doświadczenia historyczne uczą nas, że europejscy dyplomaci są obojętni na skargi dotyczące nagminnego łamania praw człowieka, jeśli są podnoszone przez zwyczajnych ludzi, a nie mocarstwa światowe.
Minął bez echa apel o potępienie antydemokratycznej polityki prezydenta Putina, wystosowany przez dwoje rosyjskich dysydentów - panią Jelenę Bonner, (wdowę po prof. Andrieju Sacharowie) oraz Władimira Bukowskiego, poparty przez dwóch marszałków parlamentu rosyjskiego Rusłana Chasbułatowa i Iwana Rybkina. Zamieszczono go w czołowych dziennikach USA i W. Brytanii za pieniądze zbiegłego na Zachód rosyjskiego multimilionera Borysa Bieriezowskiego. Jak świadczy świeży przykład "wyborów" prezydenckich w Azerbejdzianie, obserwatorzy OBWE są głusi i ślepi na ewidentne fałszerstwa wyborcze, jeśli nie otrzymają wyraźnych wytycznych od swych zwierzchników. Taka jest smutna prawda. Ale jak powiedział na wiecu pod hotelem Victoria nasz kolega Edward Mizikowski - niegodna postawa europejskich przywódców wobec tragedii Czeczenii nie musi stanowić przykładu dla nas, Polaków. Nasza historia zobowiązuje nas, byśmy byli z nimi solidarni w ich nieszczęściu.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |