PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Niezagojone blizny

(5,04,2003 źródło Asme)

W telewizyjnym dodatku do "Rzeczypospolitej" z dnia 10 stycznia br. ukazała się informacja pióra Małgorzaty Piwowar o realizowanym dla Teatru Telewizji przedstawieniu, opracowanym na podstawie powieści Andrzeja Szczypiorskiego pt. "Początek". Sztuka nosi tytuł "Piękna pani Seidenman" (zgodnie z tytułem niemieckiego tłumaczenia powieści) i została wyreżyserowana przez Janusza Kijowskiego. Treść powieści i sztuki tak opisał dziennikarz TVP 1 red. Marcin Zimoch, prowadzący w poniedziałki program poranny "Kawa czy herbata": "Jest to historia polskiej Żydówki, uratowanej podczas okupacji przez dobrego Niemca i wypędzonej z jej ojczyzny w roku 1968 przez Polaków". Słowa te padły dnia 20 stycznia .podczas rozmowy o inscenizacji powieści Andrzeja Szczypiorskiego w TVP z reżyserem sztuki Januszem Kijowskim.
W rozmowie z dziennikarką "Rzeczpospolitej" Małgorzatą Piwowar Janusz Kijowski tak scharakteryzował założenia ideowe inscenizacji: ">Piękna pani Seidenman< Andrzeja Szczypiorskiego stawia pytania o początek naszego >skundlenia< (chyba chodzi o nas, Polaków - AZ). Szuka punktu zwrotnego, który sprawił, że z wielokulturowego, wieloreligijnego narodu staliśmy się narodem tchórzy, donosicieli, oportunistów, którzy przyzwalają na proces >skundlenia<. To bardzo bolesna książka dla Polaków - i nadal aktualna". Słowa te redakcja dodatku telewizyjnego "Rzeczypospolitej" wybija (zapewne z aprobatą) jako tzw. lead do artykułu. Dalej pani Małgorzata Piwowar przytacza następujące słowa pana J. Kijowskiego: "Powieść Szczypiorskiego niezwykle rezonuje i dzisiaj, przy naszej obecnej debacie publicznej o tożsamości, naszych losach - dodaje reżyser. O historii, która na szczęście zaczyna być odkłamywana dzięki temu, że przestaliśmy wierzyć w mity, że wszyscy Polacy chowali Żydów w szafach, że wszyscy walczyliśmy z tym samym okupantem, wszyscy tak samo heroicznie zachowaliśmy się między 1939 a 1945 rokiem, a później, że wspólnym zbiorowym wysiłkiem doprowadziliśmy do upadku komunizmu. Okazuje się, że jednak w naszej historii było też Jedwabne i pogrom kielecki i różne inne nieprzyjemne epizody, które nie lubimy sobie przypominać. Ta książka pokazuje, że nasza historia składa się także z rys i blizn, często do dziś nie zagojonych". Artykuł Małgorzaty Piwowar nosi nawet tytuł "Niezagojone blizny".
Pan Janusz Kijowski najwyraźniej przeoczył ten moment dziejowy, po którym przestaliśmy jako zbiorowość, jako naród wierzyć w mity. Było to lato 1989 roku, kiedy znana aktorka Joanna Szczepkowska ogłosiła z radością w TVP, że w Polsce upadł komunizm. (Przedtem w mity zwątpili jedynie czytelnicy tzw. II obiegu, uwolnieni od wpływu komunistycznej propagandy). Skutkiem tego upadku dyktatury została zniesiona w Polsce cenzura prewencyjna środków przekazu. Opinia publiczna odzyskała swój pluralizm i ujawniła się prawda o zróżnicowaniu postaw obywatelskich Polaków. Okazało się, że jedni walczyli z okupantem w szeregach różnych formacji Polski Podziemnej, a inni w czasie Powstania Warszawskiego w odróżnieniu od nich chowali się po piwnicach. Jedni chowali Żydów w szafach w ramach akcji "Żegota" (względnie z prywatnego poczucia obowiązku), zaś inni nie odważyli się tego czynić, bowiem bali się represji okupanta niemieckiego. Jedno jest pewne, że właśnie "wspólnym zbiorowym wysiłkiem" większości Polaków w lecie 1980 roku oraz w czerwcu 1989 r. "doprowadziliśmy do upadku komunizmu" w Polsce i Europie Wschodniej. To nasza niezaprzeczalna zasługa narodowa.
Pozatem nie rozumiem, dlaczego pan Janusz Kijowski szuka początków "skundlenia" Polaków - wbrew jego sugestiom nie wszystkich przecież , lecz jakiejś tam części zamienionej w kolaborantów z kolejnymi okupantami - właśnie w sprawie pomocy dla pani Irmy Seidenman, a nie znacznie wcześniej w Konfederacji Targowickiej? Przecież to rozbiory rozbiły ów "wielokulturowy, wieloreligijny naród" szlachecki na różne opcje etniczne, zapominające, iż w Rzeczypospolitej Obojga Narodów były Polakami. Ale rozbiory dały też sposobność do oświadczenia "Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy!". Czy pana Janusza Kijowskiego nie nauczono w dzieciństwie znanej pieśni powstańczej, ogłaszającej z dumą: "Niechaj Polska zna jakich synów ma!".
I właśnie w czasie zaborów milionowe rzesze chłopskie dowiedziały się dzięki agitacji i pracy oświatowej narodowców i ludowców, że są Polakami, a nie tylko Mazurami, Kurpiami, Góralami i Krakowiakami. Pozatem na jakiej podstawie mówi o "narodzie tchórzy, donosicieli, oportunistów", generalizując określone grono na cały naród, który dwukrotnie w XX wieku wybił się na niepodległość, budząc swą dzielnością podziw wdzięcznej Europy i Ameryki?
Janusz Kijowski szczęśliwie zestawia mord w Jedwabnem oraz pogrom kielecki, nie zdając sobie sprawy, że jedna i druga zbrodnia została zorganizowana jako pokazówka przez odpowiednio niemieckiego oraz sowieckiego okupanta, wykonana przez odpowiednio dobrane grono "skundlonych" morderców, aby rzucić infamię na cały nasz naród w imię jego zniewolenia.
A gdy mówi o różnych innych nieprzyjemnych epizodach, których niektórzy nie lubią przypominać, to wymieńmy sprawę lustracji Tajnych Współpracowników Służby Bezpieczeństwa lub sprawę udziału gen. Wojciecha Jaruzelskiego w wypędzaniu pani Irmy Seidenman z jej polskiej ojczyzny. Przypomnijmy więc Januszowi Kijowskiemu oraz wtórującemu mu red. Marcinowi Zimochowi, że piękną panią Seidenman wypędzili z Polski bynajmniej nie Polacy - zniewoleni we własnej ojczyźnie, lecz rządzący w Polsce komuniści i to na wyraźne polecenie Kremla.
Ci komuniści wszyscy mieli swoje imiona i nazwiska. Stanisław Barańczak napisał w znanym wierszu, że Żydów wymordował gaz, zaś resztę wypędziły gazety. Przypomnijmy więc, że gaz był hitlerowski, zaś gazety - komunistyczne. Dystrybutora gazu nazwiskiem Adolf Eichmann skazano na śmierć po publicznym procesie w Izraelu, ale odpowiedzialny za prasę PRL tow. Stefan Olszowski mieszka do dziś spokojnie w Nowym Jorku i rabin Avraham Weiss mu nie dokucza. (Rabinowi bardziej przeszkadzały siostry karmelitanki, modlące się za pomordowanych Żydów w Oświęcimiu). Bohaterami antysemickich czystek w roku 1967 i 1968 byli również generałowie Wojciech Jaruzelski i Józef Urbanowicz z LWP oraz gen. Mieczysław Moczar (z domu Nikołaj Tichonowicz Diomko) i tow. Józef Kępa w urzędach cywilnych PRL.
Nie jest nawet prawdą stwierdzenie o winie towarzyszy polskich za wypędzenie pani Irmy Seidenman, gdyż obok etnicznych Polaków - Ryszarda Frelka (sekretarza tow. Zenona Kliszki) oraz Bolesława Piaseckiego (prezesa PAX-u) - autorów antysemickiego apelu do studentów Uniwersytetu Warszawskiego, zamieszczonego na łamach PAX-owskiego "Słowa Powszechnego" 11 marca 1968 r., można również wymienić "zasłużonego" w Marcu 68 tow. Andrzeja Werblana, który wszak pochodzi z rodziny ukraińskiej. A wszystkiemu patronował tow. Leonid Brieżniew, przed którym uroczyście przysięgał na Kremlu tow. Wiesław, iż nie dopuści w Polsce działania żydowskiej piątej kolumny. (Poinformował nas o tym we swych wspomnieniach sowiecki świadek tej rozmowy tow. Piotr Kostikow - w owym czasie szef sektora polskiego w wydziale zagranicznym KC KPZR).
Przypomnijmy, że nagonka na Żydów była potrzebna komunistom jako dywersja propagandowa w obliczu masowego patriotycznego ruchu polskich studentów w obronie zdjętego ze sceny Teatru Narodowego w Warszawie dramatu Adama Mickiewicza "Dziady".
Dziś Jacek Kuroń usiłuje zamienić 8 marca z dnia polskiego studenta stającego w obronie imponderabiliów narodowych w dzień żydowskiego emigranta, zaś jego przyjaciel Adam Michnik rozgrzesza gen. Wojciecha Jaruzelskiego, obarczając odium "polskiego antysemityzmu" ludność miasteczka Jedwabne. W sumie więc nie ma co się dziwić, że czytający regularnie "Gazetę Wyborczą" panowie Janusz Kijowski oraz Marcin Zimoch dostają od tej lektury ideologicznego kręćka.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |