PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Naszym obowiązkiem jest pamięć

(1,09,2003 źródło Asme)

Wielkie dzięki należą się redakcji "Naszej Polski" za przypomnienie w numerze 23. z 10 czerwca br. 21. rocznicy tragicznej śmierci śp. Emila Barchańskiego - warszawskiego licealisty zamordowanego przez SB w stanie wojennym za jego udział w działalności podziemnej "S" Staje się on obok śp. Grzesia Przemyka symbolem polskiej młodzieży mordowanej przez siepaczy z Kiszczakowego SB i ZOMO. O Emilu Barchańskim opowiadał mi wiele jego szef z konspiracji w stanie wojennym (zmarły po ciężkiej chorobie w ubiegłym roku) śp. Zygmunt Krzemiński ps. Kmicic. W pierwszych miesiącach stanu wojennego założył on organizację podziemną, do której wciągnął m.in. swą żonę Mariannę oraz swoje dzieci w wieku licealnym. Emil Barchański był kolegą szkolnym ucznia LO im. Mikołaja Reya Gerarda Krzemińskiego i dzięki tej znajomości nawiązał kontakt z "Kmicicem". Po jakimś czasie Emil przeszedł do innej struktury podziemnej zajmującej się bardziej spektakularnymi akcjami, niestety dość wcześnie Emil przekonał się, iż na jej czele stoi prowokator z SB. Spóźnił się on na akcję na placu Bankowym i ku swemu zdumieniu ujrzał przywódcę grupy konspiracyjnej w komitywie z ZOMO-wcami. Pochwycony przez nich, trafił natychmiast do Pałacu Mostowskich, gdzie podczas śledztwa był poddawany torturom. O tym wszystkim opowiedział osobiście "Kmicicowi" po zwolnieniu z aresztu SB. Emil został zamordowany przez SB prawdopodobnie po to, by nie zdekonspirował owego ubeckiego prowokatora, przez którego trafił do aresztu. Kiszczakowi siepacze zamordowali go, topiąc w Wiśle, aby upozorować nieszczęśliwy wypadek. Przyjaciele wiedzieli atoli, iż jest to niemożliwe, gdyż Emil był tak chory, że podczas kąpieli w wannie nad jego bezpieczeństwem czuwała matka. Nie mógł więc zażywać samotnie kąpieli w Wiśle. Był to przypadek podobny do mordu SB na śp. Staszku Pietraszce - studencie UJ z Krakowa, utopionym w Zalewie Solińskim w lecie 1977 roku po tragicznej śmieci jego kolegi z akademika, śp. Staszka Pyjasa. Stanisław Pietraszka zginął, ponieważ widział Staszka Pyjasa w towarzystwie jakiegoś ubola w dniu jego śmierci i mógł tego ubola rozpoznać. Mordercy z SB założyli mu dla uprawdopodobnienia utonięcia czepek kąpielowy, nie wiedząc, iż miał on uczulenie na wodę i unikał kąpieli. Podobnie było z Emilem Barchańskim. W MSW za czasów gen. Kiszczaka (a może w warszawskiej SB) musiał istnieć zespół do "mokrej roboty", o czym świadczą dalsze losy rodziny Krzemińskich. "Kmicic" trafił w pole widzenia SB już po śmierci Emila Barchańskiego, gdyż po moim zwolnieniu z więzienia w Białołęce pomagał mi nagrywać na swój magnetofon wspomnienia Ani Walentynowiczowej i wraz z nią wystąpił na obchodach rocznicowych na Cmentarzu Powązkowskim. Przed pogrzebem księdza Jerzego Popieluszki murował on wraz z kolegami grób księdza Jerzego, a następnie był w ochronie księdza Stanisława Małkowskiego, zagrożonego za działalność w podziemiu takim samym losem. Na wiosnę 1985 roku tuż przed aresztowaniem "Kmicica" SB porwała z pociągu do Zakopanego jego żonę Mariannę jadącą w odwiedziny do córki Ewy i po upływie 48 godzin podłożyła skatowaną do nieprzytomności na torach koło Kielc. Na szczęście maszynista dojrzał w nocy jakiś kształt na torach i zatrzymał pociąg. Chociaż dla oficera dochodzeniowego z kieleckiej MO kobieta znaleziona na torach pozostawała osobą anonimową, milicjant z warszawskiej komendy przy ul. Wilczej zwrócił się do państwa Krzemińskich z prośbą o rozpoznanie ofiary. Rosyjskie przysłowie mówi, że "dobrze wie kot, komu mięso zeżar". Po powrocie z Kielc do Warszawy Zygmunt Krzemiński został aresztowany przez SB, miał sprawę sądową o działalność w podziemnej "Solidarności" (bronił go mec. Jan Olszewski) i wyszedł z więzienia dopiero po amnestii. Prokurator prowadzący wówczas śledztwo w sprawie Marianny Krzemińskiej sprawę umorzył, gdyż pod dyktando SB uznał, iż wypadła ona z pociągu. Nie zadał on trudu wyjaśnienia, gdzie przebywała przez 48 godzin od chwili "wypadnięcia" z pociągu do chwili znalezienia jej na torach i skąd na jej ciele były ślady ciężkiego bicia oraz przypalania papierosów na skórze. Mam nadzieję, że wyjaśni to teraz pion śledczy IPN, podobnie jak okoliczności śmierci Emila Barchańskiego.
Na zakończenie chciałem powiedzieć, że "Kmicic" współpracował też z księdzem Sylwestrem Zychem, również zamordowanym przez ubecką grupę do mokrej roboty 10 lub 11 lipca 1989 roku.
W związku ze zbliżającą się kolejną rocznicą tego mordu zaapelowałem do księdza Stanisława Małkowskiego - kolegi śp. księdza Zycha o odprawienie mszy świętej za spokój jego duszy w rocznicę męczeńskiej śmierci przy pomniku ofiar komunizmu w pobliżu kościoła św. Katarzyny na Służewcu. Proboszcz parafii ksiądz prałat Józef Maj - zasłużony kapelan "Solidarności" wziął udział w koncelebrze. Przy sposobności pomodliliśmy się o spokój duszy śp. Emila Barchańskiego oraz śp. Grzegorza Przemyka - młodocianych ofiar terroru SB. Nie udało nam się wykryć i wymierzyć sprawiedliwości ich mordercom - módlmy się przynajmniej o spokój ich dusz. Naszym elementarnym obowiązkiem jest pamięć.

Bratnia pomoc, czyli za waszą i naszą niewolę

(1,09,2003 źródło Asme)

Wszystko się zaczęło od pokojowej manifestacji studentów praskich z domu akademickiego w dzielnicy Strachov. Przez dłuższy czas nie było tam światła, więc nie można było się uczyć w październikowe wieczory. Niosących zapalone świece studentów zgodnie z komunistycznym zwyczajem spałowała brutalnie policja (było to 31 października 1967 roku). Bicie studentów wywołało oburzenie wielu światłych ludzi, co uruchomiło lawinę protestów, która doprowadziła do dymisji tow. Antonina Nowotnego - prezydenta Czechosłowacji oraz I sekretarza KC kompartii Czech i Słowacji w jednej osobie. Nowotnego zmuszono do rezygnacji z jednej z dwóch piastowanych funkcji, więc stanowisko I sekretarza KC objął dotychczasowy I sekretarz KC KPCz na Słowacji Aleksander Dubczek, skłócony od dłuższego czasu z Nowotnym. Dubczeka poparł nieoczekiwanie sam Leonid Brieżniew, sprowadzony na plenum styczniowe KC do Pragi przez Nowotnego. Brieżniew wolał Dubczeka, mimo uprawianych przez niego w Bratysławie liberalnych rządów, gdyż w odróżnieniu od innych czechosłowackich przywódców dobrze mówił po rosyjsku. Spędził on bowiem (przed II wojną światową) dzieciństwo w ZSRR, a następnie ukończył w Moskwie Wyższą Szkołę Partyjną. Do Słowacji Dubczekowie zdążyli wrócić tuż przed wojną, dzięki czemu Aleksander brał udział w Powstaniu Słowackim (Warto zauważyć, że Powstanie to spotkał los dość podobny do losu Powstania Warszawskiego. Stalin nie udzielił mu koniecznego wsparcia mimo że w kierownictwie Powstania było wielu komunistów z Gustavem Husakiem na czele).
Nowa ekipa z Dubczekiem na czele rozpoczęła rozliczanie grzechów ekipy poprzedniej, wskutek czego sytuacja polityczna w Czechach zaczęła przypominać bieg wydarzeń w Polsce i na Węgrzech w pamiętnym roku 1956.Wówczas również zmienił się przywódca partyjny nr 1 - w Polsce wskutek nieoczekiwanej śmierci Bolesława Bieruta podczas pobytu w Moskwie na XX zjeździe KPZR, zaś w Budapeszcie - wskutek wymuszonej przez Moskwę dymisji I sekretarza KC - węgierskiego Żyda Matyasa Rakosiego, co zamieniło zarządzoną odgórnie odwilż w roztopy.
Antonin Novotny nie wytrzymał trwającej od styczniowego plenum KC oddolnej presji i w końcu marca 1968 r. ustąpił z zaszczytnego stanowiska prezydenta Republiki. Na jego miejsce wybrano sędziwego generała Ludvika Svobodę, który był w czasie II wojny światowej dowódcą I Korpusu Czechosłowackiego w ZSRR. Tak rozpoczęła się słynna praska wiosna 1968 roku, głosząca budowę socjalizmu z ludzką twarzą (przypomnę, że w Polsce w czasie przedpaździernikowej odwilży 1956 roku również mówiono o socjalizmie, który dałby się lubić - w odróżnieniu od socjalizmu realnego, którego nie szło wytrzymać). Podobnie jak w Polsce i na Węgrzech w roku 1956 w roku 1956 praska wiosna w pierwszym rzędzie podniosła nie ruszaną dotychczas sprawę rehabilitacji niewinnych ofiar terroru stalinowskiego.
Pierwszym objawem zmian stało się zniesienie cenzury prewencyjnej w środkach przekazu. Tego nie było nawet w Polsce w roku 1956 i czeskie oraz słowackie środki przekazu natychmiast przekształciły się (mimo komunistycznego kierownictwa w redakcjach) w wolne, niezależne i prawdomówne. Symptomem tej niezależności stała się karykatura na Waltera Ulbrichta - przywódcę NRD i jednego z zażartych krytyków praskiej wiosny na łamach organu Związku Pisarzy "Literarni Listy". Karykaturzysta przedstawił niewiastę uosabiającą rewolucję z głośnego obrazu francuskiego romantyka Eugeniusza Delacroix pt. Wolność wiodąca lud na barykady z twarzą Ulbrichta i podpisem: "Liberte', egalite', Freundschaft!" Czytelnicy mieli niezły ubaw, ale można sobie wyobrazić reakcję Ulbrichta! Gniewne reakcje wywołał też tzw. "Manifest 2 tysięcy słów", napisany przez znanego literata Ludwika Vaculika. Tego wszystkiego nie mogło znieść komunistyczne otoczenie Czechosłowacji i po kilkumiesięcznych próbach wywierania nacisku na władze Czechosłowacji nastąpiła - z inicjatywy najbliższych sąsiadów, czyli Władysława Gomułki i Waltera Ulbrichta - inwazja zbrojna ZSRR na Czechosłowację. U boku Armii Sowieckiej w inwazji wzięły udział siły zbrojne czterech satelitów ZSRR z Układu Warszawskiego, w tym Ludowe Wojsko Polskie prowadzone przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz gen. Włodzimierza Siwickiego.
Od udziału w inwazji uchyliła się natomiast kierowana przez Nicolae Ceausescu Rumunia, która potępiła zbrojny najazd na bratni kraj socjalistyczny. W ostrych słowach interwencje potępiła niepodległa od Moskwy, acz rządzona przez komunistów Jugosławia z prezydentem Josipem Brozem (pseudonim partyjny "Tito") na czele. Również większość partii komunistycznych Europy Zachodniej potępiła inwazję.
Gen. Aleksandr Majorow, który w sierpniu 1968 roku dowodził jedną z trzech sowieckich armii, wkraczających do Czechosłowacji, a następnie stal na czele nowoutworzonej centralnej grupy wojsk okupacyjnych w CSSR opowiadał w radio "Liberty" (nadającym niegdyś w Monachium, a teraz z Pragi), jak to Gomułka w rozmowie z nim krytykował opieszałość Brieżniewa w podejmowaniu decyzji o inwazji. Decydującą rolę w podjęciu tej decyzji odegrali sowieccy marszałkowie z ministrem obrony marszałkiem Andriejem Greczką na czele. (Leonid Brieżniew nigdy nie wybaczył Gomułce i Ulbrichtowi ich nadgorliwości i niesubordynacji w tej sprawie i wkrótce wymienił ich na bardziej lojalnych wobec siebie Edwarda Gierka oraz Ericha Honeckera. Przypomnijmy, że ustąpienie Gomułki zostało wymuszone przez Moskwę w warunkach krwawego buntu polskich robotników na Wybrzeżu, kiedy to Brieżniew odrzucił prośbę Gomułki o interwencję zbrojną w Polsce).
Decyzję o inwazji ułatwiła głupota i niekompetencja ówczesnego prezydenta USA demokraty Lyndona B. Johnsona, który wyraził zgodę na wkroczenie wojsk sowieckich do Czechosłowacji zamiast domagać się przestrzegania ugody z roku 1945 o jednoczesnym wycofaniu z Czech wojsk sowieckich i amerykańskich. Perspektywa powrotu Amerykanów do Czech Zachodnich mogła ostudzić okupacyjne zapędy Sowietów. Poza tym Rosjanie wiedzieli, że dowodzona przez sowieckich agentów Ludowa Armia Czechosłowacka pozostanie w koszarach i nie będzie stawiała najeźdźcom oporu zbrojnego. Zaskoczył ich natomiast zasięg i intensywność oporu cywilnego Czechów i Słowaków. Choć stawiająca opór ludność nie uciekała się do gwałtu (ogłoszono strajk powszechny i demonstrowano tłumnie na ulicach miast), padły liczne ofiary śmiertelne, postrzelone przez żołnierzy sowieckich.
W Polsce niedobitki marcowego protestu studenckiego zareagowały rozrzuceniem ulotek potępiających haniebny udział PRL w inwazji. Powstało kilka protestsongów, m.in. nieżyjącego już socjologa, śp. Jacka Tarkowskiego o polskich czołgach w Hradcu Kralovej oraz popularny niegdyś satyryczny song poety Natana Tenenbauma: "Nas niepokoi, drodzy przyjaciele, że naród wasz moralnie dotąd zdrów pyskuje dziś za głośno i za wiele co najmniej o te dwa tysiące słów!" (czytelna aluzja do słynnego manifestu Ludvika Vaculika).
W Moskwie kilkuosobowa grupa dysydentów przez kilka minut protestowała na Placu Czerwonym w Moskwie. Również w Berlinie Wschodnim grupa opozycjonistów rozrzucała ulotki protestacyjne. Wszystkie te działania przestępcze zakończyły się akcją odpowiednich służb i ukaraniem winnych więzieniem (względnie w przypadku poetki rosyjskiej Nataszy Gorbaniewskiej pobytem w szpitalu dla obłąkanych).
Podczas uroczystości dożynkowych na stadionie X-lecia PRL w Warszawie w znak protestu oblał się benzyną i podpalił były żołnierz AK, urzędnik z Przemyśla Ryszard Siwiec (zmarł po kilku dniach 12 września 1968 roku). Wskutek działania cenzury świat dowiedział się o nim dopiero po upadku PRL. W styczniu 1969 roku na znak protestu przeciwko okupacji Czechosłowacji obleli się benzyną i spalili dwaj czescy studenci - najpierw na Vaclavskim Namesti w Pradze Jan Palach oraz po kilku dniach Jan Zajic.
Proces normalizacji Czechosłowacji nadzorował z ramienia Moskwy słowacki komunista Gustav Husak, który w czasie wojny wysuwał projekty przyłączenia Słowacji do ZSRR jako 17. republiki. Obalony przez aksamitną rewolucję nawrócił się przed śmiercią i zmarł jako katolik po przyjęciu sakramentów. Gen. Majorow był przez długie lata po przeniesieniu z Czechosłowacji dowódcą okręgu wojskowego w republikach nadbałtyckich. Dziś niepodległe i zdesowietowane czekają one na przyjęcie do NATO. Polski bohater tych wydarzeń gen. Armii Wojciech Jaruzelski został uroczyście rozgrzeszony ze swych grzechów wobec polskich Żydów, Czechów i Słowaków w roku 1968 oraz polskich robotników w latach 1970 oraz 1981 przez red. Adama Michnika. Sic transit gloria mundi.

Antoni Zambrowski

Skrócona wersja tego artykułu ukazała się w tygodniku "Najwyższy CZAS!".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |