PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nadal brak winnych

(24,08,2003 źródło Asme)

Dobrze się stało, że przynajmniej jeden z tygodników ("TS" - przyp. ASME) nie przeoczył 20. rocznicy tragicznej śmierci warszawskiego licealisty śp. Grzegorza Przemyka. Paweł M. Nawrocki przypomniał sylwetkę tego tak świetnie zapowiadającego się chłopca, zaś historyk z IPN Grzegorz Majchrzak w wywiadzie udzielonym Waldemarowi Żyszkiewiczowi poruszył sprawę bezkarności przedstawicieli ówczesnych władz uwikłanych w tuszowanie milicyjnego mordu. Jako były sprawozdawca z procesu milicyjnych morderców Grzegorz Przemyka chciałbym zwrócić uwagę na istotne aspekty tej bezkarności. Paweł M. Nawrocki tak pisze o lekarzu Pogotowia Ratunkowego: "Lekarz nie stwierdził pobicia, dostrzegł natomiast obłęd". Jest to błąd wynikający z zawierzenia Kiszczakowym kłamstwom o winie Pogotowia za śmierć maturzysty. W rzeczywistości winę za tę śmierć ponoszą bezpośrednio nie tylko bijący chłopca ZOMO-wcy, ale w pierwszym rzędzie kierownictwo komisariatu MO przy ul. Jezuickiej, zwłaszcza jego szef ówczesny kapitan (dziś podpułkownik) Konstanty Machnowski oraz wizytujący w owym czasie komisariat naczelnik z Komendy Dzielnicowej MO, kapitan Roman Gembarowski. Oni odpowiadają jako zwierzchnicy ZOMO-wców za pobicie przez nich chłopca ze skutkiem śmiertelnym, a następnie za tragiczne w skutkach wprowadzenie w błąd lekarzy Pogotowia. To kapitan Gembarowski wzywając przez telefon karetkę do pacjenta, zasugerował, iż chodzi o szaleńca rzucającego butami w przechodniów na placu Zamkowym, natomiast ukrył przed lekarzami fakt ciężkiego pobicia powodującego niebezpieczne obrażenia wewnętrzne jamy brzusznej. ZOMO-wcy w myśl wezwania oficera dyżurnego sierżanta Arkadiusza Denkiewicza, by bić tak, aby nie zostawiać śladów, pozostawili na ciele Grzegorza Przemyka tylko nieznaczne zadrapania. Wprowadziło to w błąd nieświadomego grozy położenia lekarza Pogotowia Pawła Willmanna, gdyż w warunkach pulsowania przytomności omdlewającego co i rusz pacjenta zasugerowało chorobę psychiatryczną zgodnie z dezinformacją kapitana Gembarowskiego. A nie wykluczone, że natychmiastowa pomoc chirurgiczna mogła uratować chłopcu życie.
Oprócz kierownika komisariatu MO kapitana Machnowskiego oraz naczelnika z KD MO kapitana Gembarowskiego na ławie oskarżonych powinni zasiąść dowódca patrolu ZOMO Bogusław Bielec, który bezpodstawnie zatrzymał chłopca na placu Zamkowym, a następnie nie powstrzymał ZOMO-wca Ireneusza Kościuka przed bezprawnym biciem na komisariacie. Za to samo odpowiadać powinni dowódca innego patrolu ZOMO Piotr Jarmułowicz również obecny w trakcie bicia na korytarzu, a przede wszystkim dowodzący ZOMO-wcami chorąży Wit Jabłoński. Wszyscy oni wykpili się rolą świadków w sądzie, w dodatku łżąc pod przysięgą, iż żadnego pobicia nie było. Ponieważ Piotr Jarmulowicz przyznał się w sądzie, że nie był obecny podczas okazania zamieszanych w pobicie ZOMO-wców jedynemu świadkowi zbrodni Cezaremu Filozofowi, można przypuszczać, że takich nieobecnych na okazaniu było więcej. Wobec tego należałoby obecnie odtworzyć listę milicyjnych uczestników oraz świadków pobicia na komisariacie i okazać ich ponownie Cezaremu Filozofowi wraz z ich zdjęciami sprzed 20 lat.
Na zakończenie chciałbym przypomnieć, że w niepodległej II Rzeczypospolitej w sądownictwie obowiązywały sądy przysięgłych, usunięte przez komunistyczną dyktaturę. Sądy przysięgłych w Polsce, podobnie jak w całym świecie cywilizowanym były rękojmią niezawisłości wymiaru sprawiedliwości. Upadek komunizmu w Polsce nie przyczynił się niestety do przywrócenia w Polsce instytucji sądów przysięgłych. A szkoda. Mogę wyrazić przypuszczenie, że wyroki przysięgłych w procesach komunistycznych przestępców byłyby bardziej sprawiedliwe niż wyroki kreowane przez sędziów wychowanych w PRL...

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |