PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Lwów: miasto dwóch kultur

(2,06,2003 źródło Asme)

Nasz redakcyjny przyjaciel Krystian Brodacki napisał artykuł "Czekamy na nowy cud" w "Tygodniku Solidarność" o tragicznym losie polskich dziel sztuki, niszczejących w skutek złych warunków przechowywania w muzeach Zachodniej Ukrainy. Z takiej konstatacji można wyciągnąć różne wnioski, ale Krystian Brodacki wyciąga ten, że w 60. rocznicę mordu Polaków na Wołyniu strona ukraińska powinna nam zwrócić nasze skarby kultury. Po czym dodaje: historii nie da się zmienić, zaś faktem historycznym jest to, iż Lwów przez 600 lat był miastem polskim. Rzecz w tym, że i z tego faktu można wyciągnąć różne wnioski.
Krystian Brodacki jest człowiekiem wszechstronnie wykształconym i obytym w świecie. Zapewne wie, że włoskie miasto Triest oraz austriackie miasto Klagenfurt były przez wieki i są po dziś dzień ważnymi ośrodkami kultury słoweńskiej. Polak wypowiadający w sporze z Ukraińcami słowa o polskości Lwowa musi zdawać sobie sprawę, że świadomie lub nieświadomie mówi półprawdę. Polacy od wieków zamieszkiwali tereny Zachodniej Ukrainy wspólnie z Ukraińcami i Lwów będąc miastem polskim, nigdy nie przestał być dla Ukraińców miastem ukraińskim. W tym mieście mieszkali Łesia Ukrainka oraz Iwan Franko - ukraińscy poeci najwyższej próby (imię Iwana Franki nosi dziś uniwersytet lwowski, niegdyś uniwersytet króla Jana Kazimierza). Polski intelektualista powinien pamiętać, że przyłączenie Ukrainy do Rosji było dla Ukrainy jeszcze większą katastrofą społeczną i kulturową niż rozbiory dla Polski. Powinien również zdawać sobie sprawę, że przyłączenie tzw. Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej do ZSRR w charakterze Ukrainy Zachodniej było ciosem nie tylko dla Polaków, ale i tragedią dla miejscowych Ukraińców. Polski intelektualista powinien również zdawać sobie sprawę, że masowe przesiedlenia Polaków ze Lwowa na polskie ziemie odzyskane były aktem sowieckiego i stalinowskiego barbarzyństwa, swoistą odmianą czystki etnicznej Polaków na dawnych Kresach. Ludzie opuszczali Lwów pod przymusem i nie przestawali płakać nad utratą swej małej ojczyzny przez całą resztę swego życia. Była to zresztą kontynuacja tej samej obłędnej doktryny ujednolicania etnicznego terenu, której realizacją była akcja NKWD wysyłania dziesiątków tysięcy Polaków na Wschód na zatracenie przy wyrębie lasu, podjęta 10 lutego 1940 roku i później. Tej samej zapewne doktrynie hołdowali ukraińscy faszyści spod znaku OUN-UPA mordujący masowo Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w imię oczyszczenia ziem ukraińskich z żywiołów polskich.
Chciałbym więc zwrócić po przyjacielsku uwagę Krystianowi Brodackiemu, że koncepcja rozdziału dóbr kulturalnych pod kątem pochodzenia etnicznego autorów w ślad za rozdziałem pod tym samym kątem żywiołów ludzkich jest dalszym ciągiem sowieckiego i faszystowskiego barbarzyństwa. Polski intelektualista mieszkający w Krakowie powinien zdawać sobie sprawę, że postulat przemieszczania dóbr kulturalnych zgodnie z przynależnością etniczną autora został wystarczająco skompromitowany przez hitlerowską akcję rewindykacji ołtarza mariackiego dłuta Wita Stwosza z polskiego Krakowa do III Reichu właśnie pod pretekstem ewidentnego skądinąd niemieckiego pochodzenia autora. Takim samym rozumowaniem popisali się ostatnio żydowscy historycy, którzy wykradli z ukraińskiego dziś Drohobycza namalowane na ścianie obrazy Brunona Schulza, by przeznaczyć je dla izraelskiego Instytutu Yad Vashem. Oni też chcieli zapewnić należyte warunki przechowywania pamiątek po swym rodaku.
Polski intelektualista powinien też zdawać sobie sprawę, że stalinowska czystka etniczna Polaków na Zachodniej Ukrainie nie była nazbyt kompletna i że na terenie Ukrainy, w tym i w samym Lwowie nadal mieszka wiele tysięcy etnicznych Polaków. Oni również maja prawo dostępu do dorobku kulturalnego swych rodaków. Odwróćmy więc tezę o wielowiekowej polskości Lwowa w dziejach tego miasta i konstatujmy rzecz oczywistą: mimo przynależności tego miasta do państwa ukraińskiego Lwów nadal pozostaje ośrodkiem polskiej kultury dla polskich obywateli niepodległej Ukrainy, jak i dla ukraińskich miłośników tej kultury. Problem niszczenia polskich dóbr kulturalnych (nie tylko obrazów i rzeźb, ale i wspomnianych słusznie przez Krystiana Brodackiego polskich kościołów i pałaców) trzeba więc widzieć we właściwych proporcjach. Wobec straszliwego ubóstwa państwa ukraińskiego, które nie stać na ratowanie skarbów kultury ukraińskiej, tatarskiej (na Krymie), polskiej, żydowskiej, karaimskiej itd., inicjatywę ratowania polskich skarbów kultury powinni podjąć dobrzy ludzie, którym leży na sercu ich przetrwanie. Wzorem dla nich powinni być ci dobrzy ludzie w Krakowie, którzy od kilku lat podejmują inicjatywy ratowania od śmierci głodowej polskich emerytów we Lwowie i innych miastach kresowych.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |