PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Do jednej bramki

(2,01,2003 źródło Asme)

19 grudnia zeszłego roku odbyła się w specjalnej sali na Kremlu impreza medialna z udziałem prezydenta Rosji Władymira Putina i półtora miliona jego potencjalnych rozmówców. Ci rozmówcy w ciągu kilku dni kierowali do swego prezydenta pytania, na które miał on im odpowiedzieć publicznie ze swego studia telewizyjno-radiowego na Kremlu. Rozmowa trwała przez bite dwie i pół godziny od południa czasu moskiewskiego. Pan (dla wojskowych - towarzysz) prezydent odpowiadał na pytania tych swych rozmówców, którym udało się do niego dotrzeć przy współpracy zaangażowanych w akcji dziennikarzy telewizyjnych i radiowych.
Kilka pytań zadali również internauci. Jeden z nich zapytał Putina odnośnie planów ponownego przemianowania Wołgogradu na Stalingrad, co określił słowem, uznanym przez red. Jekaterinę Andriejew z kanału 1 telewizji moskiewskiej, asystującą Putinowi w studiu kremlowskim, jako niecenzuralne. W odpowiedzi prezydent Rosji oddał hołd bohaterskim obrońcom Stalingradu, ale skrytykował pomysł przywrócenia starej, sowieckiej nazwy miasta, co w Rosji zostałoby odebrane jako próba rehabilitacji stalinizmu.
Telewizja łączyła się z coraz to nowymi miejscowościami na rozległych terenach Federacji Rosyjskiej od Władywostoku poczynając, i ukazywała duże grupy obywateli zebranych na placach wokół sprawozdawcy telewizyjnego, który spośród nich wybierał dwóch rozmówców mających zadać po jednym pytaniu. Podczas połączenia ze stolicą Osetii-Alanii Władykaukazem prezydent złamał ustalone reguły gry i poprosił o pytanie dodatkowe (ponad dwa już zadane), po chwilowych trudnościach został wyłoniony chłopak, który zadał stosowne pytanie odnośnie pracy wychowawczej z młodzieżą.
Gdy oglądałem te prezydenckie show, czyli pokaz demokratycznego obcowania prezydenta Rosji z swym elektoratem, zwróciłem uwagę na okoliczność, że towarzysząca prezydentowi w studiu kremlowskim para dziennikarzy nie traktuje go jako partnera w dyskusji, lecz raczej jako zwierzchnika, któremu się potakuje. Rzuciło się to zwłaszcza w oczy w chwili, gdy Putin odpowiadając na pytanie jednego z telewidzów odnośnie rozmów pokojowych z Czecznami, uciekł się do kłamstwa. Zarzucił on czeczeńskim separatystom zamiar narzucenia Rosjanom światowego kalifat islamskiego, od czego daleki był zarówno gen. Dżohar Dudajew, jak i jego następca - prezydent Asłan Maschadow. W dodatku Putin zarzucił tymże separatystom czeczeńskim prowadzenie czystek etnicznych, które miały pochłonąć ponad 30 tys. ofiar. Jest to kłamstwo w swej bezczelności wręcz Goebbelsowskie, zważywszy na skalę rosyjskiego ludobójstwa w Czeczenii. Oczywiście organizacja tego show wykluczała wytknięcie Putinowi tego kłamstwa propagandowego.
Po obejrzeniu prezydenckiego programu telewizyjnego z Moskwy wysłuchałem z kolei reportażu o nim w amerykańskiej rozgłośni "Liberty", nadającej po rosyjsku z Pragi. Dowiedziałem się od ich korespondentów o prawdziwym przebiegu tego show. Jak się okazało, prezydent obcował telewizyjnie z dobranym uprzednio miejscowym aktywem tzw. partii władzy, zaś kordon milicyjny trzymał w bezpiecznej odległości pozostałych obywateli zainteresowanych zadaniem pytań prezydentowi. Wszystko oczywiście w ramach zabezpieczeń przeciw terrorystom.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |