PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Adwokaci Lucyfera

(3,03,2003 źródło Asme)

W tygodniku "Nowa Myśl Polska" z dnia 23 lutego br. na s. 8 zatytułowanej "Dyskusje i polemiki", zamieszczono atak na Unię Polityki Realnej oraz jej wieloletniego prezesa Janusza Korwin-Mikkego. Autor felietonu - Mirosław Salwowski zarzuca JKM-owi herezję, wynikającą z nadmiernego hołdowania ideom liberalizmu. Jednocześnie zarzuca on innemu działaczowi UPR Adrianowi Niklowi popieranie wolnego dostępu do narkotyków oraz pornografii. Jako regularny czytelnik "Najwyższego CZASU!" jestem zaskoczony tymi zarzutami, moim zdaniem - absolutnie bezpodstawnymi. Moje zdumienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy na tej samej stronie przeczytałem artykuł Krzysztofa Szleca pt. "Wpadki i zgrzyty dialogu z żydami" (słowo "Żyd" pisane jest z małej litery, by - jak rozumiem - zaznaczyć, iż chodzi nie o mniejszość narodową, lecz o wyznanie religijne). Gwoli jasności podkreślę, że nie budzi moich zastrzeżeń treść samego artykułu poświęconego Polskiej Radzie Chrześcijan i Żydów. Stefan Krajewski zamieścił (zgodnie z relacją Krzysztofa Szleca) na łamach "Tygodnika Powszechnego" artykuł, w którym bronił tezy o własnej drodze starozakonnych do zbawienia poza chrześcijaństwem. Co więcej, Stanisław Krajewski miał domagać się od katolików obchodzących w swym Kościele Dzień Judaizmu, by w imię dialogu z żydami wyrzekli się tradycyjnej interpretacji nauk św. Pawła z Tarsu o zbawieniu przez chrzest w imię Trójcy Świętej. Krzysztof Szlec nie zgadza się ze Stanisławem Krajewskim i przyznałbym mu słuszność w tym względzie (pod warunkiem, że rzetelnie relacjonuje stanowisko adwersarza).
W swoim czasie współprzewodniczącym Rady Chrześcijan i Żydów był prof. ATK, ks. Waldemar Chrostowski i wtedy miałem zaufanie do stanowiska Rady. Moje zaufanie wyparowało, gdy ks. prof. Chrostowski został zmuszony do ustąpienia jako zbyt nieustępliwy wobec postulatów swych żydowskich partnerów. OD tego też czasu z większym krytycyzmem wysłuchuję tez Stanisława Krajewskiego, zwłaszcza dotyczących pretensji do katolików. Ponieważ tezy artykułu Krzysztof Szleca mieszczą się w ramach mych zastrzeżeń do stanowiska nowej Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów (bez ks. prof. Chrostowskiego), gotów byłbym przyznać mu tu słuszność.
Moje wątpliwości budzi treść Post Scriptum, połączonego tematycznie z tzw. leadem, czyli mówiąc po polsku - wprowadzeniem do artykułu. W "leadzie" K. Szlec głosi chwałę wybitnego teologa katolickiego, ks. prof. Justyna Bonawentury Pranajtisa z "najznakomitszej" (zdaniem autora) uczelni, czyli Cesarskiej Rzymsko-Katolickiej Akademii Duchownej w Petersburgu. Był on bowiem znawcą i tłumaczem Talmudu. W Post Scriptum bohaterem jest z kolei Sługa Boży, ks. Stefan kardynał Wyszyński, zwany powszechnie Prymasem Tysiąclecia. Pan Szlec opowiada, że po tzw. pogromie kieleckim w roku 1946 do ówczesnego metropolity lubelskiego, ks. bp. Stefana Wyszyńskiego przyszła delegacja lubelskich żydów, by prosić o potępienie pogromu (Przytaczam dosłownie całą wypowiedź Krzysztofa Szleca w tej sprawie: "Chodziło rzecz jasna o potępienie >polskiego antysemityzmu< i przyznanie, że mord rytualny to mit wymyślony przez wrogów >narodu wybranego<. Na to ks. bp Wyszyński, przyszły zwierzchnik Kościoła katolickiego w Polsce, odpowiedział im pytaniem >Czy słyszeliście może o sprawie Bejlisa?<. I na tym rozmowa się zakończyła! A była to najgłośniejsza sprawa o mord rytualny, o którego dokonanie na polskim chłopcu Andrzeju Juszczyńskim został oskarżony kijowski rzeźnik Mendel Bejlis. Wspomniany na wstępie ks. Pranajtis został w tej sprawie powołany przez sąd w roli eksperta. Jego ekspertyza ponad wszelką wątpliwość potwierdziła, że był to mord rytualny". Tu Krzysztof Szlec zakończył swój wywód, zapominając powiadomić czytelników "Nowej Myśli Polskiej" o wyroku kijowskiego sądu w sprawie Bejlisa. Sąd przysięgłych, złożony z ukraińskich prawosławnych chłopów, specjalnie dobranych przez carskie władze sądowe po to, by skazali jako mordercę Mendla Bejlisa, oskarżonego uniewinnił. Dodajmy, że obrońcą Bejlisa był mec. Aleksander Kiereński, przyszły premier demokratycznego Rządu Tymczasowego Rosji po rewolucji marcowej 1917 r., obalonego przez bolszewicki zamach stanu. Ksiądz Prymas Wyszyński znał oczywiście wyrok sądu. Pogrom kielecki był trzecim z kolei pogromem żydowskim, zorganizowanym przez funkcjonariusza UBP, majora Władysława Sobieraja, wszczynanym pod pretekstem mordu rytualnego na polskim dziecku. Po fiasku ubeckiej prowokacji w Rzeszowie i Krakowie mocodawcy Sobieraja z NKWD nie liczyli już na wiarę Polaków w mord rytualny i zlecili wymordowanie Żydów z kieleckiego domu przy ul. Planty 7 specjalnie dobranej bojówce PPR-owskiej. Wiemy o tym dzięki pracy badawczej Krzysztofa Kąkolewskiego i opartemu na niej filmowi dokumentalnemu Andrzeja Miłosza (porwane rzekomo przez Żydów polskie dziecko było przechowywane przez pół roku w piwnicy wojewódzkiego UBP w Kielcach). Na co dziś liczy p. Krzysztof Szlec i zamieszczająca jego wywody redakcja "Nowej Myśli Polskiej", trudno zgadnąć.
Wbrew sugestiom Krzysztofa Szleca, nie był też żydożercą ksiądz Prymas Stefan Wyszyński. W roku 1967 modlił się on publicznie (narażając się na nową nagonkę ze strony władz komunistycznych tuż po kampanii propagandowej w związku z listem do biskupów niemieckich w roku 1966) za powodzenie oręża izraelskiego w czasie wojny 6-dniowej w czerwcu 1967 roku, co nagłaśniała Rozgłośnia Polska RWE. Na początku lat 70. widziałem u Adama Michnika ofiarowany mu przez księdza Prymasa egzemplarz Pisma Świętego z dedykacją "Zjedz tę księgę". W czasach solidarnościowego "karnawału" ks. Prymas wbrew protestom PAX-u przyjął delegację kierownictwa Zarządu Regionu Mazowsza, w której skład wchodził tenże Michnik.
Gdy toczył się proces beatyfikacyjny ojca Kolbego, na łamach "Tygodnika Powszechnego" Jan Józef Lipski zgłosił swe wątpliwości co do wynoszenia na ołtarze kapłana znanego z antysemityzmu. Obawiam się, że Krzysztof Szlec opowiadając swe bajdy o mordach rytualnych potwierdzanych przez księdza Prymasa Wyszyńskiego, chciałby zakłócić wyniesienie na ołtarze Prymasa Tysiąclecia. W ten sposób staje się nie tyle współpracownikiem adwokata diabła w tym procesie, co bezpośrednim adwokatem Lucyfera. O tym, że w swym Post Scriptum wspomaga on swego adwersarza Stanisława Krajewskiego, podrzucając mu amunicję do polemiki, już nie wspomnę.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |