PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Zaognienie sporu

(23,09,2002 źródło Asme)

Spór pomiędzy Rosją a Gruzją zaostrzył się ostatnio do maksimum. Rosyjskie bombowce typu "Suchoj" zbombardowały w nocy z wysokości 8 km przylegający do Czeczenii teren gruzińskiego powiatu Pianieti i w wyniku tego gwałtu poniósł Śmierć 65-letni Gruzin Guran Otiaświli, zaś kilka osób odniosło rany. Już jakiś czas temu rosyjskie śmigłowce zbombardowały terytorium gruziński w sąsiadującym z tym powiatem rejonem Achmeta, zapalając las w okolicach Wąwozu Pankiskiego. Wówczas nikomu z ludzi krzywda się nie stała i na interwencję prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadzego Władimir Putin odpowiedział lekceważąco: "Cóż to za nalot bez ofiar śmiertelnych?"! Dziś ą ofiary po stronie gruzińskiej, ale Rosja nadal odpowiada lekceważąco, że nie było żadnego nalotu z jej strony, gdyż jej śmigłowce nie mają noktowizorów. Rosyjskie gazety sugerują bezczelnie, że to sami Gruzini bombardowali swe tereny, aby potem zwalić winę na Rosję (negować faktu bombardowania Rosjanie nie mogą, gdyż jego świadkami byli obserwatorzy OBWE z Europy Zachodniej). Dowodów rosyjskiej winy Gruzini dostarczyć nie mogą, ponieważ z braku odpowiedniej broni przeciwlotniczej nie zestrzelili żadnego rosyjskiego samolotu. Nie mniej od dwustu niemal lat widzowie w teatrze śmieją się do rozpuku, gdy w komedii Mikołaja Gogola "rewizor" Horodniczy tłumaczy się, iż wdowa po carskim podoficerze sama się wychłostała.
Bombardowanie Gruzji - to objaw frustracji rosyjskiej generalicji, toczącej beznadzieją wojnę z Czeczenami. Podejrzewają oni, że przylegające do Czeczenii tereny (zwłaszcza zamieszkały przez etnicznych Czeczenów zwanych w Gruzji Kistyńczykami Wąwóz Pankiski) są zapleczem zaopatrzeniowym partyzanckim czeczeńskiej. Chcieliby ten teren we właściwy sobie sposób spacyfikować i gniewa ich sprzeciw Tbilisi w tej sprawie. Prezydent Władimr Putin, który ostatnio wizytował rosyjski daleki Wschód i Syberię, mówił tam z ironią o polityce gruzińskiej w tej sprawie: "Najpierw władze gruzińskie twierdziły, że żadnych bandytów (czytaj: partyzantów) w Wąwozie Pankiskim nie ma i być nie może. Później oświadczyły, iż są to osoby z wyższym wykształceniem i ogładą towarzyską. Następnie jednak uznały, że w wąwozie istnieje ośrodek światowego terroryzmu i potrzebna jest specjalna operacja wojskowa, którą podjęli. Niestety, Gruzja nie jest w stanie rozwiązać tego problemu sama. Musimy podjąć wspólne wysiłki, aby nie było przesuwania śmieci z jednego kąta w drugi".
Uwaga Putina o bandytach z wyższym wykształceniem i ogładą towarzyską były wyraźną aluzją do wypowiedzianej przez prezydenta Gruzji opinii na temat dowódcy partyzanckiego Rusłana Gielajewa, który przebywał jakiś czas w Gruzji na leczeniu. Rosyjskie środki przekazu pełne są "informacji" o oddziale Giełajewa usiłującym przekroczyć granicę pomiędzy Gruzją a Czeczenią, by wziąć udział w walkach i pretensji pod adresem władz gruzińskich, że mu w tym nie przeszkadzają. Rosjanie, którzy otwarcie popierają antygruziński separatyzm w Abchazji i Osetii Północnej, mają Gruzinom za złe, że nie chcą współpracować z nimi w zwalczaniu partyzantów czeczeńskich. Bo co wolno wojewodzie...
Gdy Gruzini wprowadzili swe przeszkolone przez Amerykanów oddziały wojskowe do Wąwozu Pankiskiego, nie stwierdzili tam istnienia żadnych ukrywający się partyzantów. Jeśli ci partyzanci tam nawet byli, to wycofali się stamtąd zawczasu przed nadejściem wojska gruzińskiego. I to również jest przyczyną irytacji strony rosyjskiej, która wolałaby widzieć tam krwawe walki pomiędzy Gruzinami a Czeczenami. Tymczasem czeczeńscy separatyści traktują ze zrozumieniem obowiązki Gruzji, określone przez prawo międzynarodowe.
Ukrywający się na terenie Czeczenii prezydent Czeczeńskiej Republiki Iczkerii i zarazem wódz naczelny partyzantów Asłan Maschadow poparł Gruzinów w ich sporze z Rosją i potępił generalicję rosyjską za bombardowanie terytorium Gruzji.
Bombardowanie to wywołało wśród Gruzinów przypływ nastrojów antyrosyjskich. Parlament gruziński uchwalił likwidację do końca br. wszystkich baz wojskowych w Gruzji oraz wystąpienie Gruzji ze Wspólnoty Państw Niepodległych z Rosją na czele. Sprzeciwia się temu prezydent Szewardnadze, który na pogrzebie zabitego przez bombę Gruzina w ostrych słowach potępił nalot rosyjski, ale wolał uniknąć rozwiązań ostatecznych. Wspiera go w tym prezydent George W. Bush jr., który również potępił rosyjski nalot, ale wzywa obie strony do umiarkowania. Zależy mu na tym, gdyż poparcie obydwu zwaśnionych stron jest potrzebne Amerykanom w zbliżającej się walce z dyktatorem Iraku Saddamem Husajnem.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |