PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Tylko prawdę i całą prawdę

(25,11,2002 źródło Asme)

O masowych mordach na ludności polskiej na Wołyniu w latach hitlerowskiej okupacji słyszałem jeszcze za młodu. Opowiadał mi pracownik PGR Bogaczów pod Nową Solą, jak w samej koszuli z dzieckiem w ręku uciekł przez okno przed mordercami z UPA i dzięki temu przeżył ludobójstwo. Mimo to przeżyłem wstrząs, czytając książkę Władysława i Ewy Siemaszków dokumentującą zbrodnie oddziałów UPA na Polakach. Od wielu lat zresztą stosowałem swoisty test, jako dziennikarz pytając różnych polityków ukraińskich o ich stosunek do tej zbrodni. Tak naprawdę egzamin ten zdał jedynie prof. Bohdan Osadczuk - znany intelektualista z Berlina, wieloletni współpracownik paryskiej "Kultury", który tę zbrodnię nazwał po imieniu. Dlatego nie mogę pominąć milczeniem artykułu polskiego historyka Grzegorza Motyki zamieszczonego w "Rzeczpospolitej" z dnia 26-29 września br., poświęconego ocenie historycznej jednego z bohaterów UPA Kłyma Sawura, poległego w walce z NKWD w lutym 1945 roku.
Zdaniem Grzegorza Motyki - to właśnie Kłym Sawur - głośny zabójca sowieckiego generała Nikołaja Watutina, dowódcy I Frontu Ukraińskiego, ponosi odpowiedzialność za etniczną czystkę i masowe mordy na Polakach. Jest to teza rewelacyjna, gdyż dotychczas odpowiedzialnością za mordowanie Polaków obciążano jednego z dowódców UPA, gen. Mykołę Łebedia (Prof. Ryszard Szawłowski określił go w przedmowie do pracy Siemaszków jako głównego herszta ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Odpowiedzialność Mykoły Łebiedia za masowe mordy na Polakach podkreślił też w udzielonym mi wywiadzie prof. Bohdan Osadczuk, zastrzegając się, iż M. Łebied' nigdy nie przyznał się do winy za tę zbrodnie, negując swą odpowiedzialność). Teza Grzegorza Motyki o odpowiedzialności za te zbrodnie jest o tyle wiarygodna, że nazwisko Romana Dmytra Klaczkiwskiego "Kłyma Sawura" padło również we wspomnianej wyżej przedmowie prof. Ryszarda Szawłowskiego do książki Siemaszków.
Grzegorz Motyka zwraca uwagę na okoliczność, iż współcześni autorzy ukraińscy piszący z sympatią o UPA na ogół przemilczają zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej i zadaje w związku z tym pytanie: jak pogodzić pamięć ukraińską i polską tak, by nie utrudnić naszych dzisiejszych wzajemnych relacji? Grzegorz Motyka przeciwstawia dwa podejścia do tych spraw ze strony Polaków. Jedno - stanowisko pryncypialne, domagające się od Ukraińców potępienia zbrodni UPA, drugie - pragmatyczne i ugodowe, czekające aż Ukraińcy sami dojrzeją do prawdy.
Jednocześnie konstruuje on dwie postawy Polaków wobec polskich przewin względem Ukraińców. Jedna z nich zaleca taktyczną wstrzemięźliwość w otwartym wyznawaniu polskich win, druga zaś większą otwartość i prawdomówność, aby dać Ukraińcom przykład rzetelności w prezentowaniu faktów historycznych.
Moim zdaniem, przyjmując takie założenia metodyczne, Grzegorz Motyka dokonuje pomyłki historiografii z wymogami poprawności politycznej. Podstawowym kryterium badań historycznych jest prawda i każdy autor w zgodzie z własnym sumieniem rozstrzyga związane z tym trudności. Nic nie może powstrzymać historyków i publicystów polskich od otwartego mówienia o ludobójstwie ukraińskich nacjonalistów, nawet jeśli strona ukraińska (poza kilkoma chlubnymi wyjątkami na ogół mieszkającymi na Zachodzie) do tej prawdy nie dojrzała. Nie ma powodów do powstrzymywania się od prostowania kłamstw, gdy do nich uciekają się ze względów propagandowych ukraińscy historycy UPA. Jednocześnie należy unikać propagandowych uproszczeń i z naszej strony. Jeśli znany i zasłużony intelektualista polski stwierdza, iż Ukraińcy nie walczyli z Niemcami, to musi uprzytomnić sobie, iż wystawił sobie świadectwo nieuctwa w tym przedmiocie. Ukraina wniosła wielki wkład w zwycięstwo nad Niemcami. Świadczą o tym statystyki strat wojennych oraz długie wykazy żołnierz narodowości ukraińskiej odznaczonych za bohaterstwo na polu chwały, oczywiście przez dowództwo Armii Sowieckiej. Nieprawdziwa byłaby nawet konstatacja, iż nacjonaliści ukraińscy spod znaku UPA nie walczyli z Niemcami. UPA zwalczała i Niemców, i Sowietów, i polska ludność cywilną oraz jej samoobronę. Historyk polski musi widzieć różnicę między Ukrainą a Polską pod niemiecką okupacją, gdzie Armia Krajowa jednoczyła wszystkie nurty polityczne polskiego społeczeństwa. Natomiast UPA była zbrojną milicją partyjną ukraińskich faszystów spod znaku UPA, mającą monopol na ukraińskie barwy. Inni Ukraińcy walczyli bądź w partyzantce sowieckiej (np. pod komendą gen. Kowpaka), bądź w szeregach regularnej Armii Sowieckiej.
Również sprawa polskich przewin wobec Ukraińców nie może być przedmiotem propagandowych manipulacji. Polski Senat w roku 1989 i złożony z senatorów Solidarności potępił komunistyczną akcję "Wisła" z 1947 r. Jeśli prof. Ryszard Szawłowski tłumaczy tę przemoc względami wyższej konieczności państwowej, to musi jednak dopowiedzieć, iż chodziło tu o interes państwowy Związku Rad. Że nie chodziło o interes państwowy Polski, świadczy fakt współpracy z UPA w Bieszczadach polskiego podziemia niepodległościowego spod znaku "WiN".
Poza tym akcja "Wisła" została poprzedzona zbiorowymi mordami ludności ukraińskiej przez kontrolowane z Moskwy formacje polskie, co miało na celu wypędzenie Łemków za granicę sowiecką. Wystarczy przytoczyć przykład ukraińskiej wsi Zawadki Morochowskiej, wymordowanej przez pododdział KBW po uprzednim otoczeniu jej przez żołnierzy NKWD. Dopiero fiasko tej akcji sowieckiej skłoniło Moskwę do zarządzenia przesiedlania Łemków na Ziemie Odzyskane.
Grzegorz Motyka w swym artykule wyraża obawę, iż polskie potępienie UPA urazi godność Ukraińców. Żaden naród bowiem nie lubi, gdy ktoś z zewnątrz próbuj mu narzucić wizję własnej historii. Nie ma obawy. Niepodległej Ukrainie taka presja ze trony Polski nie grozi. Perypetie ukraińskiego filmu o atamanie Mazepie raczej wskazują, że grozi jej taki dyktat ze strony Rosji. Myśmy też byli ofiarami takiego dyktatu ze strony Moskwy przez ostatnie 50 lat. Ale bez wzajemności. Do dziś Rosjanie nie piszą w swych podręcznikach o rzezi Pragi przez wojsko Aleksandra Suworowa - rosyjskiego bohatera narodowego.
Owocna współpraca polsko-ukraińska nie wymaga na szczęście cenzury prewencyjnej. Wymaga mówienia prawdy i całej prawdy.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |