PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Porządek panuje w Warszawie

(7,12,2002 źródło Asme)

Dowiedziałem się od marszałka parlamentu niepodległej Czeczenii Sejlama Bieszajwewa, że od dłuższego czasu jest on niepokojony przez agentów rosyjskich służb specjalnych. Sejlam Bieszajew przybył po raz pierwszy do Polski w misji propagandowej na czele delegacji parlamentarnej po ponownym wkroczeniu wojska rosyjskiego do Czeczenii i po podjęciu przez Kreml drugiej z kolei wojny kolonialnej. Był wtedy I wicemarszałkiem parlamentu Czeczeńskiej Republiki Iczkerii. Już po osiedleniu się w Warszawie i po uzyskaniu statusu uchodźcy awansował on w hierarchii czeczeńskiej w nader smutnych okolicznościach. Jego szef w czeczeńskim parlamencie, marszałek Rusłan Ali Kadijew został aresztowany przez żołnierzy rosyjskich w swym domu w Czeczenii mimo przysługującego mu immunitetu parlamentarnego, wywieziony najpierw do Osetii - do sztabu wojsk rosyjskich w Mozdoku, a następnie do centralnego aresztu śledczego w moskiewskim Lefortowie. Tam był poddawany najpierw silnej presji psychologicznej, by odciął się od legalnie wybranego prezydenta Iczkerii Asłana Maschadowa, zaś po odmowie - okrutnym torturom. Powiadamiał o nich swą rodzinę w grypsach przemycanych z więzienia. Pewnego dnia strażnik rosyjski z więzienia w Lefortowie zwrócił rodzinie marszałka pieniądze wraz z ostatnim grypsem do niego, którego nie doręczył już w skutek śmierci adresata.
Naczelnik więzienia w Lefortowie przez cały okres uwięzienia marszałka Ali Kadijewa twierdził, że tego więźnia u niego nie ma i nigdy nie było. Przypomina to zachowanie władz sowieckich po porwaniu z Budapesztu w roku 1945 szwedzkiego dyplomaty Raoula Wallenberga. Podobnie było w Warszawie w pierwszych tygodniach stanu wojennego, kiedy administracja więzienia w Białołęce wypierała się obecności na jej terenie internowanych działaczy "S".
Gdy Sajlam Bieszajew w skutek tej tragedii został najwyższym stopniem przedstawicielem parlamentu Iczkerii w Europie, został poddany podobnej perswazji, co jego zmarły tragicznie zwierzchnik. Przyjeżdżali do niego z Warszawy z Moskwy różni Czeczeni, którzy w imieniu władz rosyjskich proponowali mu publiczne odcięcie się od ukrywającego się w Czeczenii prezydenta Maschadowa. Obiecywano mu za to poważne awanse. Gdy konsekwentnie odmawiał udziału w obozie czeczeńskiej Targowicy, ostrzeżono go, że będzie miał poważne przykrości. Tu, w Polsce. Istotnie, któregoś dnia powiadomiono telefonicznie jego żonę, że ich córeczka wpadła pod samochód. Gdy zapłakana żona podjechała pod szkołę, do której uczęszcza ich córka, zastała ją całą i zdrową, i nieświadomą nieszczęścia, które miało ją spotkać. Później był pożar dachu nad ich mieszkaniem i jeszcze kilka takich niespodzianek. W ubiegłym roku zgłosił się do niego autentyczny czeczeński kryminalista, zwolniony właśnie z polskiego więzienia i powiadomił go, iż złożono mu zamówienie na zabicie Bieszajewa. Miał do wyboru bądź zostawić w mieszkaniu u niego materiał wybuchowy w walizce, bądź zabić go podczas przejażdżki samochodowej. Kryminalista powiadomił Sejlama Bieszajewa, że zebrał opinie o nim wśród mieszkających w Polsce Czeczenów i wobec jednoznacznie pozytywnych ocen odmówił podjęcia się zamachu. Po dwudziestu dniach od tej rozmowy ów Czeczen już nie żył. Został znaleziony w Lublinie, w mieszkaniu zastrzelony z broni palnej. Polska policja uznała to za samobójstwo, ale znający go Czeczeni twierdzą, że chłopak nie miał powodów do samobójstwa. Wręcz przeciwnie, dbał o zdrowie fizyczne, uprawiał sport i kulturystykę. To z kolei przypomina sprawę działacza "S" Andrzeja Stankiewicza, postrzelonego ze skutkiem śmiertelnym przez dawnego agenta SB Pawła Krawczyka, co policja warszawska uznała za samobójstwo. Ostatnio Sejlam Bieszajew był nękany anonimowymi telefonami. Nieznani sprawcy dawali mu do zrozumienia, że śledzą każdy jego krok. Stało się tak po jego rozmowie z dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" podczas oblężenia teatru na Dubrowce. Bieszajew nagłośnił wówczas stanowisko prezydenta Asłana Maschadowa zabraniającego czeczeńskim partyzantom atakowania jakichkolwiek obiektów cywilnych zarówno w Czeczenii, jak i w Rosji. Sejlam Bieszajew wyraził też niepokój, że akcja terrorystów na Dubrowce odbywa się w przeddzień Kongresu Czeczeńskiego w Kopenhadze, którego zwołanie tak irytowało Moskwę.
Po powrocie z Kopenhagi Sejlam Bieszajew odebrał telefon, w którym anonimowy rozmówca wyraził żal, że nie nocował on w swym pokoju hotelowym w nocy, kiedy policja duńska aresztowała na żądanie Moskwy wicepremiera Iczkerii Achmeda Zakajewa. Co by się stało, gdyby Bieszajew nocował w zaplanowanym miejscu, rozmówca nie wyjaśnił. Innym razem, aby dać mu do zrozumienia, że śledzony jest każdy jego krok, zapytano go, po co kupił dwa różne gatunki chleba, kiedy mieszka ostatnio w domu sam. Istotnie, Bieszajew, aby oszczędzić rodzinie przykrych wrażeń, wywiózł ją i ukrył gdzieś w Polsce. Przypomina to nękanie przez polskich sługusów KGB mieszkań działaczy opozycji demokratycznej za rządów tow. Edwarda Gierka. Tym razem nie chodzi jednak o nielegalną sieć dawnych ubeków, jaka usiłowała zastraszyć świadka oskarżenia na procesie milicyjnych morderców warszawskiego maturzysty Grzesia Przemyka, pana Cezarego Filozofa w jego wsi pod Radomiem. Znakomita ruszczyzna anonimowych rozmówców Sejlama Bieszajewa zdradza agentów rosyjskich służb specjalnych, czujących się w Warszawie za rządów Leszka Millera jak u siebie w domu. No cóż, jak powiedział francuski minister Sebastiani, komentując w roku 1831 szturm powstańczej Warszawy przez wojsko dowodzone przez pogromcę kaukaskich górali Iwana Paskiewicza: "Porządek panuje w Warszawie!".
Dziś staraniami prawicy Polska jest w NATO, ale pod lewicowymi rządami porządek jest taki sam.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |