PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Czeczenia: masakra jako sukces propagandowy

(12,11,2002 źródło Asme)

Po tryumfie propagandowym w związku ze zwycięskim szturmem moskiewskiego teatru na Dubrowce i uwolnieniem zakładników z rąk czeczeńskich terrorystów, w następujący poniedziałek Rosja pogrążyła się w żałobie. Żołnierze specnazu wytruli bowiem gazem paraliżującym prawie 120 zakładników przy zaledwie dwojgu zmarłych od ran postrzałowych. Nie wiadomo też, czy ci, którzy przeżyli zatrucie, nie odchorują tego w przyszłości. Nie wiadomo też, dlaczego użyto gazu wobec porywaczy, jeśli gazety podają, że jednocześnie zastosowano rewelacyjne amerykańskie środki elektroniczne paraliżujące działanie zapalników do środków wybuchowych, które porywacze użyli do zaminowania budynku teatru. Władze rosyjskie milczały lub kłamały jak najęte i człowiek obserwujący wydarzenia moskiewskie w rosyjskich środkach przekazu dowiadywał się prawdy jedynie wtedy, gdy ktoś na świeczniku przejęzyczył się lub powiedział coś ponad program.
Na początku prezydent Putin deklarował, że najważniejszym zadaniem było uratowanie ludzkich istnień zagrożonych przez terrorystów. Później atoli okazało się, że używa on kagebowskiej nowomowy i oznaczało to unieszkodliwienie (czytaj: likwidację) terrorystów. Gdy tego dokonano, prezydent Putin powiedział z dumą, iż Rosji nie da się postawić na klęczki, co znowu jest nowomową, jako że terroryści chcieli jedynie wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii. Ale Władymir Putin tak przesiąkł kolonialną i imperialną mentalnością, że dla niego zastosowanie prawa narodu kolonii do samostanowienia oznacza śmiertelne upokorzenie rosyjskiej dumy narodowej. Pomyśleć, że cos takiego nie przyszło do głowy prezydentowi Czechosłowacji Vaclavowi Havlowi, gdy na pierwsze żądanie dał niepodległość znacznie większej od Czeczenii Słowacji. I bez dziury w niebie.
Terroryści czeczeńscy zgodzili się w ramach pertraktacji, że będą sukcesywnie zwalniać zakładników (od małych dzieci poczynając), jeśli władze rosyjskie powstrzymają się od bombardowania miast i wsi w Czeczenii oraz powstrzymają się od stosowania przemocy wobec ludności cywilnej, m.in. tzw. zaczystek, czyli przeszukiwania domów połączonego z gwałtami, rabunkami i uprowadzaniem mieszkańców przez żołnierzy. Gdy przywódca klubu parlamentarnego Sojuszu sił prawicowych w Dumie Państwowej Borys Niemcow opowiadał o tych pertraktacjach z terrorystami prezenterce dziennika telewizyjnego Katarzynie Andriejew, ta zwróciła Niemcowowi uwagę, iż w Czeczenii przecież nie ma bombardowań (w tej sprawie w telewizji rządowej ORT obowiązuje propagandowe kłamstwo). Popularny w Rosji polityk, były wicepremier rządu za prezydenta Jelcyna, natychmiast przyjął w pokorze pouczenie dziennikarki i przyznał jej słuszność. Tak twierdzą Czeczeni - stwierdził. A fakty?
Przy sposobności Niemcow ujawnił okoliczność, że przyczyną usztywnienia stanowiska terrorystów wobec sprawy zwalniania zakładników była uzyskana przez nich wiadomość, że wbrew porozumieniu o spokoju w Czeczenii FSB aresztowała tam ciotecznego brata Barajewa. Terroryści uznali to za casus belli z przykrymi skutkami dla zakładników. Przypomnijmy, że na czele grupy terrorystycznej przetrzymującej zakładników w teatrze na Dubrowce stał Mowsar Sulejmanow - siostrzeniec zabitego przez Rosjan dowódcy czeczeńskiego Arbiego Barajewa, który w cześć wuja przybrał jego nazwisko i stał się Mansurem Barajewem. Na czele grupy kobiecej stała wdowa po Arbim Barajewie, obwieszona jak wielbłąd ładunkami wybuchowymi. W takiej sytuacji rosyjskie służby specjalne naumyślnie sprowokowały zaostrzeni konfliktu, miast przeciągać pertraktacje i skłaniać terrorystów do zwalniania kolejnych grup zakładników. Widać było, że kierownictwu rosyjskiemu nie tyle zależało na ratowaniu swoich obywateli, ile na daniu nauczki terrorystom oraz (co najważniejsze!) na zmazaniu hańby kapitulacji wobec Czeczenów przed laty w Budionnowsku. Co też się stało kosztem wielu ofiar.
W Budionnowsku oddziałem straceńców dowodził Szamil Basajew, który i teraz był przełożonym moskiewskiej grupy Barajewa. Zarówno Mansur Barajew,jak i jego prawa ręka Abu Bakar wyraźnie mówili o dowodzących nimi emirach. Mimo wysiłków putinowskiej propagandy, by uwikłać w odpowiedzialność za wzięcie zakładników w Moskwie prezydenta Asłana Maschadowa, pozostaje faktem, że Barajew oraz Abu Bakar nie powoływali się na niego, lecz na emirów. A emirem ogłosił się Szamil Basajew, gdy przegrał z Maschadowem walkę wyborczą o urząd prezydenta Iczkerii. Rodziny zakładników manifestowały na Placu Czerwonym w Moskwie na rzecz pokoju w Czeczenii, co władze potraktowały jako akt zdrady stanu. Ludzie komentowali, że Putin byłby mniej bezwzględny, gdyby w teatrze zostały uwięzione i jego córki. Tradycyjne w Rosji lekceważenie praw człowieka widać było i po szturmie teatru, kiedy rodziny zakładników szukały swych krewnych po szpitalach. Przez wiele dni nie widziałem w telewizji moskiewskiej listy zmarłych ofiar gazu. Nie wiadomo też, skąd tak duża liczba osób, które zaginęły bez wieści i których do chwili obecnej bezskutecznie poszukują rodziny.
Zgodnie z przewidywaniami, prezydent Putin wzmógł jeszcze prześladowania Czeczenów w całej Rosji. By odwrócić gniew władcy, jego namiestnik w Czeczenii Kadyrow zarządził wiece solidarności z moskwianami zupełnie w stylu potępiania warchołów z Radomia i Ursusa za rządów tow. Gierka. Tyle że przemówienia wygłaszano po rosyjsku. Któryś ze słuchaczy rosyjskiej sekcji BBC wyraził obawę, że wobec putinowskiej polityki odwetu na Czeczenach, następni czeczeńscy terroryści przyjdą w maskach gazowych. Obawiam się, że będzie jeszcze gorzej. Nie dadzą oni Rosjanom żadnej szansy i wysadzą ich od razu w powietrze.
Prezydent Putin przemawiając do Rosjan, stwierdził, iż terroryści nie mają przyszłości, zaś Rosja ją ma. Niestety, jest to tylko czcza deklaracja i chciejstwo. Terrorystów hoduje sam Putin swą polityką wojny z narodem czeczeńskim, zaś Rosja przeżywa od wielu lat głęboki kryzys demograficzny. Rosjan ubywa każdego roku prawie o milion. Rosja jest wielkim terytorialnie krajem, w którym jest coraz mniej ludności. Tymczasem Putin śle na zagładę rosyjską młodzież, by utrzymać przemocą przy Rosji mały skrawek dawnej koloni.

PS. Po napisaniu powyższego artykułu dowiedziałem się od znajomych Czeczenów mieszkających w Polsce, iż Arbi Barajew miał wuja na Łubiance i przez Czeczenów był podejrzewany o współpracę z tą instytucją. Wbrew wiadomościom szerzonym przez Rosjan, został on zgładzony przez czeczeńskie podziemie.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |